Strony

środa, 25 maja 2011

GoT 1x06 "A Golden Crown" - recenzja

Cotygodniowa porcja intryg, zdrad i spisków toczonych w cieniu Żelaznego Tronu za nami. Szósty odcinek Gry o tron, zatytułowany A Golden Crown, dostarcza dawkę niemałych emocji i jeszcze więcej szokujących informacji. Sekrety, które dotąd były pilnie strzeżone, wychodzą na jaw, a bohaterowie wreszcie dostrzegają prawdę, która wcześniej umykała przed ich wzrokiem. Zarówno te małe, jak i duże tajemnice mają ogromne znaczenie nie tylko dla osób, których dotyczą, ale dla wszystkich Siedmiu Królestw i całego Westeros. Gracze poruszają się po planszy, każdy chce ugrać coś dla siebie, wydarzenia nabierają tempa i wyraźnie widzimy cel, jaki przyświeca działaniom poszczególnych osób.

W poprzednim odcinku Ned w brutalny i bolesny sposób przekonał się jak niebezpieczna jest gra o tron; szczególnie wtedy, gdy za przeciwnika ma się rodzinę Lannisterów. Robert przywraca go na stanowisko namiestnika, przykazując jednocześnie by ten odpuścił i poprawił swoje stosunki z rodziną małżonki oraz wpłynął na żonę, by ta wypuściła Tyriona.

Plany Starka są jednak inne; bynajmniej nie rezygnuje ze swojej misji i uparcie dąży do rozwikłania tajemnicy śmierci swego poprzednika. Nie przeczuwa, że powód śmierci Lorda Arryna i tajemnica, którą odkrył będą miały ogromne znaczenie dla przyszłości królestwa. Na rozwiązanie zagadki naprowadza go niejako Sansa i banalna sprawa koloru włosów Joffreya. Okazuje się, że król nie jest ojcem żadnego z dzieci Cersei, są one bowiem owocem kazirodczego związku królowej z jej bratem.

Wysoko w Eyrie, uwięziony w podniebnych celach Tyrion, obiecuje strażnikowi nagrodę w zamian za przekazanie wiadomość Lady Arryn. W sali tronowej, w towarzystwie arystokracji i rycerstwa, karzeł wyznaje swoje winy i wylewa żale za to jak jest traktowany. Jednocześnie żąda sprawiedliwości oraz procesu poprzez walkę, która zgodnie z prawem mu się należy oraz czempiona, który będzie go reprezentował. Pojedynek świetnie pokazuje jak różne są style walki wśród przedstawicieli danej grupy społecznej: inaczej walczą najemnicy, a inaczej zwykli rycerze. Różnica ta jest jednak znacząca; czasem stosowanie się do przyjętych zasad i honorowa walka oznacza śmierć, bo liczy się zwycięstwo za wszelką cenę i przy użyciu dostępnych środków oraz nabytych umiejętności. Tutaj trzeba napisać, że sala tronowa z Księżycowymi Drzwiami robi słabe wrażenie, biorąc pod uwagę wielkość zamku, a i sama walka w pewnym sensie rozczarowuje, chciałoby się po prostu czegoś bardziej efektownego.

Najmocniejszym punktem całego odcinka, mimo wszystko, były sceny rozgrywające się w Vaes Dothraki. Emilia Clarke i Harry Lloyd w końcu w pełni pokazali na co ich stać i że wybranie ich do ról rodzeństwa Targaryen nie był złym pomysłem. Daenerys wreszcie udowadnia, kto jest prawdziwym Smokiem i potomkiem rodu. Viserys widzi w siostrze i jej nienarodzonym dziecku coraz większe zagrożenie dla siebie i swoich planów zdobycia tronu. Dany ugruntowała swoją pozycję jako khalessi i pokazała przed bratem, że jest niezależna, nie boi się go i – co ważne – nie liczy z jego zdaniem, a do tego w pewien sposób jest potężna. Finałowa scena, w której Viserys otrzymuje w końcu swoja koronę, robi naprawdę ogromne wrażenie. Występ Lloyda, choć tragiczny w ostatecznym rozrachunku, zasługuje na pochwałę.

Kolejny odcinek zatytułowany You Win or You Die już za tydzień (30 maja) o 22:00, na antenie HBO.
Recenzja pojawiła się na portalu Kawerna i Hatak.pl.

3 komentarze:

  1. Jak się uporam z egzaminami będę musiała obejrzeć ten serial. A nuż mi się spodoba:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na to, że serial spodoba się nie tylko fantastom szanse są duże, posiada bowiem wszytko to, do czego przyzwyczaiły nas najlepsze telewizyjne serie pokroju "Rzymu" czy "Układów" (choć w tym akurat realia są zupełnie, ale to zupełnie inne). Chyba najmocniejszą stroną "Gry" są bohaterowie; i tak na przykład sposób bycia i postawa Tyriona czyni go moim ulubieńcem. Scenka w szóstym odcinku, w której karzeł "spowiada" się ze swoich życiowych grzeszków wywołuje szczery śmiech. Za to ostatni motyw ze złotą koroną po prostu powala (komentarz siostry - bezcenny...).
    @kasandra_85: Dlaczego dopiero po egzaminach? Pal je licho, przecież ważniejsze jest studenckie życie. Ach, ta dzisiejsza młodzież, za moich czasów, w 45-tym... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy sezon był świetny! Czytając książkę tak właśnie wyobrażałam sobie bohaterów. Drugi sezon moim zdaniem trochę za bardzo zaczął odbiegać od pierwowzoru i tym samym budził we mnie chęć wyszukiwania błędów, zamiast skupienia się na akcji. Czekam z niecierpliwościa na sezon III i mam nadzieję, że producenci pozytywnie mnie zaskoczą :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...