14.06

Strony

wtorek, 31 maja 2011

Gra o tron 1x07 "You Win or You Die" [recenzja]



W grze o tron zwyciężasz albo giniesz

Siedem odcinków za nami, pozostały trzy do końca sezonu. Wyemitowany w ubiegły poniedziałek epizod zatytułowany "You Win or You Die" dostarcza niemałych wrażeń, mimo że mamy mało akcji, a dużo więcej polityki, intryg i zakulisowych działań. W trakcie oglądania poznajemy garść istotnych informacji oraz jesteśmy świadkami kilku kluczowych momentów. Wszystko to będzie miało ogromny wpływ dla przyszłych wydarzeń, jakie rozegrają się w Siedmiu Królestwach.


Wszystko rozpoczyna się od bardzo wymownej sceny, w której przedstawiony zostaje jeden z ważniejszych uczestników gry o tron, Lord Tywin, głowa rodu Lannisterów i najbogatszy, a co za tym idzie jeden z najpotężniejszych ludzi w całym Westeros, oprawiający zabitego jelenia, jest to unikalne pokazanie tej postaci i ciekawa metafora. Widzimy znaczącą rozmowy między ojcem i synem, o obowiązkach i powinnościach wobec rodziny i nazwiska. Tywin przedstawia swoje plany i oczekiwania, jakie ma względem Jaimiego, ale jednocześnie wytyka jego błędy, próżność i arogancję. Każe mu wreszcie stanąć się "mężczyzną, którym zawsze miał być, i to nie za rok, czy jutro, ale teraz, w tej chwili". Wszystko to ma związek z wydarzeniami z przeszłości, gdy Aerys mianując Jaimiego królewskim gwardzistą pozbawił ród następcy, osoby, która będzie kontynuowała dzieło Tywina, bowiem służba w gwardii jest dożywotnia. Scena ta bardzo dobrze pokazuje jak niezdecydowany, co do swej przyszłości jest młody Lannister.

Po dwóch tygodniach przerwy powracamy na Mur. Jon, Sam, Grenn i Pip stają się pełnoprawnymi członkami nocnej straży, poznają swoje przydziały i nowe zadania, jakie przed nimi staną. Snow, na osobistą prośbę Mormonta, obejmuje stanowisko jego zarządcy. Decyzja ta jest dla niego krzywdząca i niesprawiedliwa, jednak Sam szybko go przekonuje, że zajęcie to wcale nie musi być złe, a wręcz przeciwnie niesie ze sobą wiele długofalowych korzyści. Jon dzięki nowej pracy pozna, co to znaczy być Lordem Dowódcą, a kto wie, co może przynieść przyszłość. Trochę mi brakuje uwzględnienia w tym odcinku sceny rozmowy Maestra Aemona ze Snowem, w której ten wstawia się za Samem oraz jego przemowy na temat ogniw i ich znaczenia: "Nie można przekuć cyny w żelazo, żeby nie wiem jak bić młotem, ale nie znaczy to jeszcze, że cyna jest bezużyteczna". Jednocześnie zza Muru powraca koń Benjena Starka, bez jeźdźca, a po złożeniu przysięgi Duch przynosi odciętą dłoń. W kolejnych częściach serialu będzie się działo naprawdę dużo.



Tymczasem w Vaes Dothraki Daenerys próbuje przekonać swego męża by ten wsiadł na drewniany okręty, podbił Westeros i zdobył dla ich syna żelazny tron. Z początku nie jest on przekonany do tego pomysłu, jednak pod wpływem pewnych wydarzeń zmienia swoje zdanie diametralnie. Jason Momoa wypada bardzo dobrze jako waleczny wojownik i przywódca, khal Drogo, mimo że pojawia się rzadko to sceny z jego udział bardzo dobrze się ogląda i wywołują duże emocje, wystarczy wspomnieć ostatni odcinek i moment "ukoronowania" Viserysa. Tym razem w swej przemowie, w której obiecuje zemstę Rodowi Baratheonów jest nieprawdopodobnie przekonujący i wiarygodny, nie chodzi tu tylko o słowa, ale również gesty, mimikę twarzy i sposób poruszania oraz otoczenie w jakim się znajduje , a do tego trzeba dołożyć fakt, że wszystko mówi w języku wymyślonym na potrzeby serialu. Jest to prawdopodobnie jedna z najlepszych scen wśród dotąd wyemitowanych odcinków.

Największe znaczenie dla przyszłych wydarzeń mają sceny w Królewskiej Przystani. Ned wyjawia Cersei, że zna jej tajemnicę i że podzieli się z nią z Robertem. Ta jednak zdaje się tym nie przejmować, nie czuje też wyrzutów sumienia z powodu zdrady wobec męża. Niejako za wszystko wini Namiestnika, za to, że gdy miał szansę nie objął tronu po Szalonym Królu. W dobitny sposób przekazuje mu szczerą, ale brutalną prawdę: "W grze o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej".

Król Robert zostaje śmiertelnie raniony w trakcie polowania i na barki Neda zrzuca kierowanie państwem póki jego syn nie osiągnie pełnoletności. Dla wielu jest to świetna okazja by ten przejął pełnię władzy, jednak ten odrzuca tę możliwość. Lord Stark kieruje się honorem i poczuciem sprawiedliwości, wartościami, które na królewskim dworze mało znaczą, a w rozgrywkach między rodami, szczególnie, gdy naprzeciwko ma się Lannisterów mogą doprowadzić do zguby. Podobnie jak zbyt duża wiara i ufność w niektóre osoby, o czym namiestnik przekonania się boleśnie.



Lord Baelish po raz kolejny świetnie zagrany przez Aidana Gillena, pokazuje swoje prawdziwe oblicze, i niejako wyjawia swoje zamiary i pragnienia. Mimo, że można było się domyślić jego prawdziwych intencji, to jego działania i słowa sprawiły, że do końca nie było pewne jak się zachowa w ostatecznym rozrachunku. Jego ostatnie słowa w finałowej scenie, gdy przykłada sztylet do szyi Neda idealnie podkreślają jego postać i oddają niepowtarzalny klimat tego momentu: "Nigdy nie powinieneś mi ufać".

W Winterfell dzięki rozmowie Maestra Luwina z Oshą, uwięzioną przez Robra, motto Starków nabiera rzeczywistego znaczenie. Zima, która nadchodzi to nie śnieg czy spadek temperatury, niesie ona ze sobą ciemność oraz nadejście istot, które dotąd spały i czekały na swój czas, na Długa Noc.

"Gra o tron" dostarcza mnóstwa rozrywki, jest wciągająca, postacie są ciekawie zarysowane, a aktorzy dobrze dobrani do swoich ról, dialogi są barwne, ale jednocześnie zwięzłe i rzeczowe, fabuła fascynuje, szokuje i intryguje. Wszystko to sprawia, że serial ogląda się systematycznie, z niecierpliwością czekając na każdy kolejny odcinek.


Recenzja ukazała się na portalu Kawerna oraz Hatak.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...