14.06

Strony

czwartek, 9 czerwca 2011

Gra o tron 1x08 "The Pointy End" [recenzja]

Wraz z emisją ósmego odcinka zatytułowanego "The Pointy End" zbliżamy się nieuchronnie do końca sezonu - od finału tej części zmagań o Żelazny Tron dzieli nas już naprawdę niewiele.

Sprawy poruszane w tym odcinku i wydarzenia, jakie mają miejsce są bezpośrednim wynikiem tego, co widzieliśmy poprzednio, szczególnie jeśli chodzi o zakończenie, które miało niewątpliwie kluczowe znaczenie dla fabuły. Pionki na planszy zostały rozstawione już wcześniej, każdy z graczy wykonał swój pierwszy ruch, z różnym skutkiem – jedni zyskali, inni stracili. Plany i przygotowania zostały poczynione, jednak najważniejsze posunięcia dopiero przed nimi. Zbliża się wojna, nie ma czasu na zastanawianie się, pozostały jedynie działania, a cofnąć już się nie można.

Poprzedni odcinek był zdecydowanie jednym z najlepszych dotąd wyemitowanych, obecny niewiele mu ustępuje. Tym razem za scenariusz odpowiada nie kto inny jak sam George R. R. Martin, autor książkowego pierwowzoru "Gry o tron". "The Pointy End" umożliwia nam odwiedzenie większości znaczących lokacji, jakie dotąd widzieliśmy oraz śledzenie działań praktycznie wszystkich ważnych graczy w rozgrywce o tron. Jedyną chyba postacią, której brakuje jest Jaimie, jednak mamy wgląd w jego działania.

Zdradzony przez Lorda Baelisha, Ned musi odpowiedzieć za swoje słowa i czyny, nawet, jeśli w jego mniemaniu były sprawiedliwe. W Królewskiej Przystani nastały złe czasy dla rodu Starków i ich podwładnych. Honor w mieście rządzonym przez Lannisterów jest nic nieznaczącym słowem, liczy się jedynie władza i wpływy oraz ten kto ma czym zapłacić.

Arya zostaje zaskoczona przez żołnierzy w trakcie jej porannej lekcji z Syrio. Dochodzi do ciekawej konfrontacji, którą można podsumować słowami, "Pierwszy miecz Bravoos nie ucieka". Mamy tutaj wszystko to, co dotąd zachwycało w tych postaciach i moim zdaniem jest to jedna z najlepszych scen w tym odcinku. Sansa zostaje zaprowadzona do królowej, zmanipulowana i zmuszona do wysłania wiadomości do Winterfell, jednocześnie odkrywa w końcu jak bardzo była zaślepiona i jak nieprawdziwe jest jej uczucie do Joffreya. Finałowa scena, w sali tronowej, jest niejako próbą naprawienia swojego postępowania.

Na Murze, Lord Snow przytłoczony wiadomościami o ojcu i potyczkami słownymi ser Allistera musi się pilnować i pamiętać, kim teraz jest oraz co przysięgał, nie jest już Starkiem, lecz Snowem, a przede wszystkim strażnikiem. Okazuje się, że Biali Wędrowcy mogą być czymś więcej, niż tylko mitem i opowiastką dla niegrzecznych dzieci. Lord Mormont i Jon szybko przekonują się w jak wielkim błędzie byli nie dostrzegając wszystkich przesłanek. Zagrożenie zza Muru łączy się niejako z rozmową Brana i Oshy. Walka o Żelazny Tron i wojna, jaką ze sobą niesie, może nie być tym zagrożeniem, którego wszyscy powinni się obawiać. Zima nadchodzi niebłagalnie, i niesie ze sobą coś większego i bardziej niebezpiecznego, nikt nie powinien o tym zapominać. Słowa zapewnienia Sama mogą nie wystarczyć: "Mam nadzieję, że Mur jest wystarczająco wysoki".

Robb podejmuje ciężką decyzję, od której nie ma odwrotu, bowiem z objętej raz ścieżki nie można się przecież już wycofać. Wybory, których w tym odcinku widzimy wiele, są niezwykle trudne i niosą ze sobą niewyobrażalny wpływ na to, co się wydarzy, przy równie wielkiej odpowiedzialności. Młody Lord musi zawezwać chorążych swego ojca, ludzi, którzy przysięgali mu lojalność i przeciwstawić się Lannisterom. W jego działaniach widać jak dorósł i jak daleką drogę przeszedł odkąd objął władzę w Winterfell, pokazuje, że potrafi dowodzić, być bezwzględnym, ale równocześnie nie zapomina, czego uczył go ojciec, jest miłosierny i honorowy, wojna do końca nie wypacza człowieczeństwa. Scena, w której dochodzi do starcia między jednym z poddanych ojca, a wilkorem Robba została świetnie sfilmowana, a zaś aktor odtwarzający rolę Greatjona Umbera zasługuje na duże brawa.


Tymczasem za morzem Daenerys stała się silniejsza i bardziej pewne siebie, ale mimo wszystko nie potrafi do końca zrozumieć i zaakceptować wojennych zwyczajów Dothraków. Przekonuje się na własne oczy, że nie są oni ludem litościwym a okrutnym. Decyzje, jakie podejmie doprowadzą do ciekawego rozstrzygnięcia, pomiędzy khalem i jednym z jego ludzi, a to, co później się stanie wpłynie w sposób ogromny na los khalessi.

Gdyby streścić ten odcinek w kilku słowach, można powiedzieć, że Ned jest w poważnych tarapatach, Starkowie nadal mają na pieńku z Lannisterami, a Biali Wędrowcy cały czas zagrażają światu. Jednakże takie uproszczenie byłoby krzywdzące dla serialu i samej książki, zważywszy na kompleksowość przedstawionej opowieści oraz ogromną ilości wątków, z których każdy, nawet najmniejszy, ma swój udział w opowiadanej historii i w sposób spójny łączy się z innymi.

Pomimo tego, że już został wyemitowany ósmy odcinek, jakościowo jest coraz lepiej - postacie są coraz bardziej wyraziste, przesycone wręcz głębią i dwuznacznością, a historia coraz bardziej intryguje, zwłaszcza widzów, którzy nie znają literackiego pierwowzoru. HBO nie tylko utwierdziło w przekonaniu, że potrafi robić seriale na najwyższym poziomie, ale także daje przykład innym, że można wziąć świetną powieść fantasy i przenieść ją dość wiernie na ekran, nie robiąc z tego bajki dla dzieci i nie zmieniając większości fabuły. Ósmy odcinek "Gry o tron" był emocjonujący, świetnie napisany, ale przede wszystkim doprowadził do punktu napięcia, dzięki czemu oczekiwanie na kolejne dwa odcinki będzie niemiłosiernie się dłużyć.

Recenzja ukazała się na portalu Kawerna i Hatak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...