05.07

Strony

czwartek, 29 listopada 2012

Przedpremierowo: Pan Lodowego Ogrodu tom 4 - Jarosław Grzędowicz [recenzja]


Pan powrócił, a z nim jego Lodowy Ogród i trzeba przyznać, że zrobił to z hukiem, klasą i fajerwerkami. Najbardziej oczekiwana premiera ostatnich kilku lat, finałowa odsłona opowieści, która zyskała ogromną liczbę fanów wchodzi właśnie na księgarskie półki. Opowieść, która została nagrodzona wszystkimi możliwymi nagrodami, jakie przyznawane są w polskiej fantastyce, stanowi idealny dowód potwierdzający tezę, że Polacy potrafią tworzyć dzieła zasługujące na uznanie. „Pan Lodowego Ogrodu” ugruntował pozycję Jarosława Grzędowicza na polskiej scenie fantastycznej, dając mu miejsce pośród najbardziej popularnych i poczytnych pisarzy, z których twórczością po prostu trzeba i warto się zapoznać.

Każde zakończenie danej historii dla czytelników, jak i samego pisarza, stanowi niejednokrotnie ciężkie, ale i satysfakcjonujące przeżycie oraz niesie ze sobą dużo różnego „bagażu”. Finałowy tom PLO wyczekiwany był nie tylko z rosnąca niecierpliwością, ale przede wszystkim obawami o to jak autorowi uda się wszystko rozwiązać, wyjaśnić i połączyć ze sobą. Wszak ilość wątków, spraw oraz pytań pozostawionych bez odpowiedzi była dosyć spora. Na szczęście nie trzeba się tym więcej przejmować. Wszelkie domysły i przewidywania dotyczące nie tylko samej fabuły, losu poszczególnych postaci i przede wszystkim zakończenia mają się nijak do tego, co w ostateczności dostaliśmy. Grzędowicz powraca w świetnym stylu, udowadnia, że pisarzem jest wielkim, potwierdzając swoje niebywałe umiejętności pisarskie.

Czwarty tom rozpoczyna się w momencie, który opuściliśmy wraz z zakończeniem poprzedniej części. Vuko razem z Filarem oraz resztą swych wojowników muszą przejąć jedną z Czyniących i doprowadzić ją do Ogrodu. Sprawa szybko się komplikuje, z czasem doprowadzając do ciekawych odkryć. Martwy śnieg, który ma nadejść wraz z Wojną Bogów staje się coraz bardziej realny. Konflikt pomiędzy Pieśniarzami zbliża się do kulminacyjnego punktu, bitwy, która nie tylko wstrząśnie całym Midgaardem, zadecyduje również o powodzeniu misji Drakkainena. W międzyczasie Filar, syn Oszczepnika, przybliża się coraz bardziej do tego, co mu przeznaczono. Lodowy Ogród szykuje się do starcia, ale nie wszyscy są tacy chętni – mieszkańcy zaczynają się coraz częściej burzyć, pojawiają się osobnicy wprowadzający zamęt. Vuko szuka wszelkich możliwych sojuszników i rozwiązań, które pomogą mu w nadchodzącej walce i w tym, co ze sobą przyniesie. Nikt nie mówił, że misja ratunkowa będzie łatwa i prosta. Raz zdobytej władzy, niemal boskiej, nie można tak po prostu oddać; władza kusi i uzależnia, a Pieśniarze nie pozbędą się jej bez walki. Midgaard staje na krawędzi, coś się kończy, ale i coś nowego nadchodzi. Finałowy tom wgniata w ziemię i pozostawia z uczuciem spełnienia.

Najnowszy odsłona PLO to ostatnia część i jednocześnie uwieńczenie losów Vuko Drakkainena i Filara; opowieść utrzymana w klimacie poprzednich tomów i spełniająca pokładane w niej oczekiwania. „Pan Lodowego Ogrodu, tom 4” jak również poprzednie tomy to dowód kunsztu literackiego Jarosława Grzędowicza – wielowątkowa i napisana z rozmachem opowieść szokuje, porusza, bawi i daje do myślenia. Powieść, której jednoznaczna klasyfikacja może sprawić duże problemy, ale paradoksalnie świadczy to na jej korzyść. Autor kreując PLO bawi się różnymi konwencjami i stylami, biorąc z dostępnych elementów, to, co akurat jest mu potrzebne; co ciekawe zabieg ten wychodzi mu całkiem sprawnie i nie przeszkadza patrząc na całości. Obok science-fiction i fantasy, które niewątpliwie stanowią główne gatunki znajdziemy również elementy powieści przygodowej, sensacyjnej i psychologicznej, satyry socjospołecznej, aspekty socjologii i antropologii, części zaczerpnięte z horroru, groteski czy nawet grozy. To jak książka zostanie odebrana zależy tylko i wyłącznie od czytelnika, sposobów na odczytanie jest więcej niż jeden.

Biorąc do ręki czwarty tom można szybko zatracić się w lekturze, która po prostu uzależnia – mimo że książka liczy prawie 900 stron czas z nią spędzony mija w błyskawicznym tempie. Pozwala w tym coś, czego Grzędowicz trzyma się od pierwszego tomu – konsekwencja raz podjętej drogi, jaką ma się wszystko toczyć. Fabuła została oparta prosty i nowatorski, ale jednocześnie złożony i logiczny pomysł; idealnie wpasowujący się pośrodku. Autor może się poszczycić przebogatą wyobraźnią, pełną niebanalnych pomysłów i ciekawych rozwiązań, które następnie dzięki talentowi i warsztatowi przelewa na papier, snując niesamowite historie. „Pan Lodowego Ogrodu” to nie tylko bohaterowie, to również świat przedstawiony. Midgaard odgrywa równie ważną rolę, co Vuko, Filar czy każda inna postać. Poruszające i barwne miejsce, mające dużo wspólnego z naszą planetą – tak inne, a jednocześnie takie samo, które z każdym tomem odkrywa jeszcze bardziej.

Autorowi udało się stworzyć w miarę spójną powieść, z umiejętnie nakreśloną fabułą, przesyconą niesamowitą atmosferą oraz aurą tajemniczości. Akcja poprowadzona jest całkiem dobrze, trzyma w napięciu i porusza sie dobrym tempem, przyspieszając w odpowiednich momentach i spowalniając kiedy trzeba. Całość pełna jest soczystych i sarkastycznych dialogów, ciętych uwag, momentami zabawnych czy pełnych ironii, jak również refleksji i przemyśleń na różne tematy. Końcówka to już prawdziwa jazda bez trzymanki, im bliżej finału tym wszystko staje się dużo bardziej dynamiczne, tempo zostaje zwiększone, a całość nabiera rozpędu. Walki, starcia i wszelkie potyczki są przedstawione dosyć szczegółowo i obrazowo; z wykorzystaniem taktyki ziemskiej, jak i tej znanej mieszkańcom Midgaardu, co daje ciekawe połączenie.

Narracja, umiejętnie i całkiem sprawnie prowadzona, podobnie jak w tomach poprzednich rozdzielona jest pomiędzy narratora, Vuko i Filara. O ile w poprzednich tomach losy dwójki bohaterów toczyły się osobno, tak w tym jest już inaczej. Końcówka części trzeciej przyniosła ich spotkanie, aczkolwiek dopiero w czwartym tomie mamy okazję dowiedzieć się, w jaki sposób Filar dotarł do Lodowego Ogrodu i co się z nim działo zanim spotkał się z Vuko. Osobiście dużo bardziej wolę postać Drakkainena i jego poczucie humoru, bezpośredniość, sposób bycia, to jak zachowuje się wobec poszczególny bohaterów i w konkretnych sytuacjach. Bohater, który odcisnął swoje piętno w polskiej literaturze fantastycznej.

W książce zostają wyjaśnione wszelkie niejasne sprawy, znajdziemy odpowiedzi na postawione wcześniej pytania, a wątki zostaną zamknięte – rozwiązania fabularne przy niektórych naprawdę zaskakują. Dowiemy się prawdy na temat tego, czym jest Midgaard, jaka pełni rolę i gdzie w tym wszystkim miejsce Kruczego Cienia; co tak naprawdę stało się z Drakkainenem po zamianie w drzewo i czym tak naprawdę jest magia oraz poznamy odpowiedź na kluczowe dla całości pytanie, czyli tożsamość Pana Lodowego Ogrodu.

PLO nie jest zwykłym czytadłem, to kulturowy i fantastyczny ewenement, który na stałe wpisał się do literatury fantastycznej – imponujące dzieło, za które można tylko dziękować autorowi. Świat Lodowego Ogrodu porusza i oczarowuje, przeraża i daje do myślenia, wciąga bez reszty i pozostawia niedosyt. Historia dobiegła końca i można powiedzieć, że już po wszystkim. Było warto, naprawdę warto.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:




Książka do kupienia w promocyjnych cenach w księgarni:




9 komentarzy:

  1. Tyle czasu na tę książkę czekałem, że teraz się jakoś tak mi dziwnie, że to 'już' ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem tak samo zaraz po przeczytaniu ;)

      Usuń
  2. Zazdroszczę, zazdroszczę! Ale już wiem, że sama mój egzemplarz dostanę pod choinkę, więc już się nie mogę doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam sobie i czytam, że tom 4 rozwiązał wszystkie wątki i że w ogóle jest super. Autor stracił zapał, to widać. Kroił mu się tom 5, ale w efekcie zrezygnował z jego tworzenia, więc postanowił krótko i węzełkowo akcję zamknąć. Nie do końca wiadomo, co się tak naprawdę stało: O.K. świat planety wrócił do pierwotnego stanu (martwy śnieg, stan zerowy, wszyscy potracili pamięć), Ziemianie - ci "porządni" odlecieli na swoją. To dlaczego Sylfana np. ją zachowała? A co z odbudową państwa Filara? I te hocki-klocki z Cyfralem (przecież ją mieli wykasować). A może po prostu Vuko zwariował? Ale chyba o to wszystko muszę zapytać Saznownego Autora - jak znajdę do niego namiary...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdziesz te namiary, to spytaj tez Grzedowicza, czemu mimo sygnalow od wielu osob nie poprawil "chorwackiego", ktorym posluguje sie Vuko. Praktycznie kazdy zwrot i zdanie w tym jezyku sa bledne i to nie sa drobne bledy (dotyczy to wszystkich tomow). Nie wiem, kto mu to pisal, ale odwalil straszna kaszane.

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o Pamięć sylfany i nocnych wędrowców to Kruczy cień wspomina o tym że tym razem będzie inaczej z martwym śniegiem . A w Państwem Filara Stał Się lodowy ogród a on sam stał się jego Panem . No i jeszcze cyfral Kruczy cień powiedział Drakkainenowi że on zginął tam w drzewie i że teraz jest inną osobą więc cyfral też nie występowała już jako Wszczep tylko część jego umysłu .

      Usuń
  4. Wydaje mi się że to najgorszy tom tej serii.
    Pomylone strony (numeracja się zgadza treść nie), ma się wrażenie że korektor nie miał czasu albo chęci prac nad tym tomem.
    Opisy o zgrozo! Część "Grzedowiczowych" takich jak w poprzednich częściach zwięzłych-genialnych; część "cudzych" mam wrażenie że żona mu je napisała. Czuć jej styl opisywania, długie rozwlekłe nudnawe opisy.
    Generalnie seria mi się podobała ale lekki niesmak wydawniczy w ostatniej części popsuł ogólną ocenę. Dla mnie max 4,5 / 6

    OdpowiedzUsuń
  5. Z drobnych błędów trzeba wytknąć jeszcze Spallego, który przez cały rozdział 9 i 10 przebywa w dwóch miejscach naraz :) Mnie również całość bardzo się podoba, ale takie błędy nie powinny się pojawiać.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...