14.06

Strony

środa, 3 kwietnia 2013

Wojna w blasku dnia, ks I - Peter V. Brett [recenzja premierowa dla Kawerny]


Wojna w blasku dnia, trzeci z pięciu przewidzianych tomów Cyklu Demonicznego, trafiła na księgarskie półki. Trzyletni okres oczekiwania nie należał do najłatwiejszych, a sytuację tę dodatkowo pogarszało zakończenie, jakim uraczył nas autor w Pustynnej włóczni. Czytelnicy z dużą niecierpliwością wyczekiwali, w jakim kierunku pójdzie historia, jak potoczą się losy bohaterów i kiedy wreszcie dojdzie do wyczekiwanej konfrontacji pomiędzy dwójką głównych protagonistów. Peter V. Brett w swojej najnowszej książce odsłania wiele tajemnic, dostarcza odpowiedzi na kilka dosyć ważnych pytań, ale jednocześnie stawia kolejne, przygotowując grunt pod zakończenie swojej historii. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzednich części, Fabryka Słów postanowiła podzielić powieść na dwie osobne księgi. Zabieg ten z pewnością spotka się ze sporym niezadowoleniem, ale trzeba wziąć pod uwagę sporą objętość całości.

Każdy z poprzednich tomów serii skupiał się na przedstawieniu określonej postaci, odgrywającej kluczowe znaczenie dla całej fabuły. Malowany człowiek to losy Arlena, Pustynna włócznia należy do Jardira, teraz nadszedł czas na Ineverę. Jej dzieje należą do równie intrygujących jak dwie poprzednie historie – wypełniają luki i dostarczają mnóstwa ważnych informacji. Tych ostatnich Brett nie szczędzi: począwszy od inicjacji, po kolejne lata szkolenia, relacje bohaterki z innymi kobietami, pierwsze intrygi i najważniejszą misję, jaką przed sobą postawiła, czyli niesienie pomocy Wybawicielowi w ostatecznej wojnie z otchłańcami. Nastawiona na zysk i wypełnienie zamierzonego celu Inevera nie przebiera w środkach, by go osiągnąć, i nie baczy na to, że ktoś może stracić życie.

Dzieje Inevery poprzeplatane są z tym, co aktualnie dzieje się na ziemiach podbitych przez Krasjan oraz w Zakątku Drwala. Obie scenerie, choć różne, są w równym stopniu zajmujące. Brett rozpoczyna swoją opowieść tam, gdzie zakończył poprzednią książkę. Po uciążliwej i niemal przegranej walce z demonem umysłu Arlen i Renna muszą jak najszybciej wracać i ostrzec innych przed zbliżającym się zagrożeniem. Jardir kontynuuje misję zjednoczenia wszystkich ludzi pod swoim sztandarem. Rojer zaś stara się zrozumieć swój nowy status i dzięki pomocy dwójki niespodziewanych sojuszników udoskonala muzykę przeciwko otchłańcom. Zbliża się Nów, a wraz z nim ogromne niebezpieczeństwo, a Wybawiciel, który poprowadzi ludzkość, może być tylko jeden.

Najnowsza książka Bretta to opowieść o strachu i walce z własnymi słabościami, o odwadze i tchórzostwie, o ludziach potrafiących coś zmienić i ciemności, która jest w każdym z nas. To utwór, w którym znajdziemy mnóstwo akcji, intrygi oraz znanych i lubianych bohaterów, a wszystko w złożonym świecie opanowanym przez demony. Wojna w blasku dnia potwierdza świetny warsztat autora i tym samym utrzymuje poziom dotychczasowych książek, a nawet podnosi poprzeczkę. Powieść wciąga niemiłosiernie i naprawdę ciężko choć na chwilę się od niej oderwać.

Również i tym razem wydarzenia poznajemy, śledząc naprzemiennie poczynania kolejnych bohaterów. Style, w jakich opisane są poszczególne punkty widzenia, różnią się w zależności od osoby, która akurat dochodzi do głosu. Autor pokazuje, że potrafi wczuć się w opisywaną historię i przedstawić ją tak, by nie nudzić, a wręcz przeciwnie – utrzymywać czytelnika w nieustannym napięciu. Porusza się pomiędzy różnymi partiami książki z wprawą, dzięki czemu tworzą one przemyślaną całość. Tempo akcji jest równomierne i wzrasta wraz z rozwojem wydarzeń, a wszystkiemu towarzyszy odpowiednie napięcie. Zawiązują się nowe związki, bohaterowie podejmują trudne wybory, odkrywają nieoczekiwane zdolności i zawierają kolejne sojusze, a przede wszystkim zabijają demony.

Tym razem autor skupia się na przedstawieniu kultury krasjańskiej z punktu widzenia kobiety i trzeba przyznać, że wyszło mu to całkiem dobrze. Krasja ze swoimi zwyczajami i podziałem społecznym przypomina nieco kraje islamskie. Jednak tutaj kobiety mają dużo większe prawa i możliwości. Brett odkrywa przed nami tajemnice szkolenia na Dama’ting i wszystko, co z tym związane, wyjawiając na przykład, do czego – oprócz przepowiadania przyszłości z kości – można wykorzystać szczątki martwych otchłańców. Pokazuje również, jak dużą rolę odgrywają intrygi w tym społeczeństwie i do czego niektórzy mogą się posunąć, by osiągnąć swoje cele. Poza tym zostaje wyjaśniony system runiczny i magia, która odpowiada za siłę runów.

Oprócz fabuły siłą powieści są niewątpliwie bohaterowie – silne i wyraziste postacie, które wyróżniają się swoją osobowością i tym, jak się zachowują. Każdy z nich jest żywy i ma swoją głębię, nikt nie jest doskonały, niektórzy skrywają ciemność, która ujawnia się w najmniej oczekiwanych momentach, ale starają się z nią walczyć. Losy kolejnych bohaterów toczą się momentami dosyć nieoczekiwanie. Poza Ineverą na pierwszy plan początkowej części wysuwa się Arlen, który po ostatniej walce przechodzi przemianę i staje się całkiem innym „człowiekiem”. Nowe, zaskakujące zdolności, większa biegłość w posługiwaniu się runami i informacje, które wyciągnął z demona umysłu, czynią go naprawdę potężnym przeciwnikiem.

Trzeci tom cyklu udowadnia, że Peter V. Brett nadal jest w formie, potrafi wciągnąć czytelnika i dostarczyć mnóstwo rozrywki. Miłośników jego twórczości do sięgnięcia po książkę nie trzeba zachęcać. Każdy, kto z niecierpliwością czekał na premierę, na pewno zaopatrzy się w swój egzemplarz.

Recenzja ukazała się na portalu:




Książka do kupienia w promocyjnych cenach w księgarni:





5 komentarzy:

  1. Dobrze mi się ją czytało, mimo że nie znałam poprzednich części. Ale widocznie trzeba poznać cykl od początku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyczekam z lekturą te kilka miesięcy do czasu premiery drugiej części drugiego tomu.. Za dzielenie książek Bretta mam ochotę wbijac na pal :/ Cieszę się, że całość stoi na równie wysokim poziomie co poprzednie części :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie jestem zadowolony, z jednej strony okresem pomiędzy wydaniem poszczególnych części, a poza tym to co najlepsze jest w drugiej księdze; z drugiej zaś patrząc na ilość stron, książka łącznie będzie grubsza od PLO4 więc trochę byłaby nieporęczna, a wątpię żeby FS zrezygnowało z formatu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Musiałbym zerknac jak to wygląda w oryginale, ale poprzednie polskie wydania miały największe odstepy i marginesy w historii FS chyba.. Wypuszczenie od razu 2 części w duopaku za 60 zł, o, to by było fajne rozwiązanie

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...