Strony

środa, 8 maja 2013

Ołowiany świt - Michał Gołkowski [recenzja]


Powieściowy debiut Michała Gołkowskiego to podróż do uniwersum gier S.T.A.L.K.E.R. widzianego oczami Polaka: miejsca tajemniczego, które intryguje, porywa i mami. Tutaj nigdy nie można czuć się bezpiecznie, zło czai się wszędzie, na każdym kroku i każdej chwili. Niesprzyjające warunki, jakie tam panują, przejawiają się na różne sposoby, a szanse na przetrwanie ma tylko ten, kto szanuje Zonę. Autor oddaje do rąk czytelników trzymającą w napięciu od pierwszej strony opowieść, wspaniałą i zarazem dramatyczną, w której fikcja literacka i wydarzenia z przeszłości przenikają się nawzajem.

Czasy współczesne. Katastrofa w Czarnobylu w 1986 roku była tylko początkiem – niemal dwadzieścia lat później dochodzi do następnej, równie groźnej. Niespodziewane emisje przechodzące przez obszar Zony stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo, podobnie jak tereny objęte promieniowaniem. W tym miejscu poznajemy Misia zwanego też Miszka, Polaka, który jest jednym ze stalkerów starających się przetrwać w tym miejscu i jednocześnie zapewnić sobie płynność finansową. Bohater przedstawia czytelnikowi Zonę tak, jak ją widzi. Odkrywamy z nim jej sekrety, napotykamy anomalie i zbieramy powstałe w nich artefakty, ale przede wszystkim próbujemy przeżyć.

Ołowiany świt, książka utrzymana w konwencji postapokaliptycznej, to zbiór kilkunastu tekstów, krótszych i dłuższych, zebranych na ponad 350 stronach. Wszystkie łączy postać protagonisty oraz miejsce akcji, w którym rozgrywa się cała historia. Michał Gołkowski wie dokładnie, o czym chce pisać, i stara się jak najlepiej przekazać innym swoją niezwykłą fascynację Zoną oraz wszystkim, co z nią związane. Autor opowiada coś nieprawdopodobnego w sposób możliwy, a do tego całkiem realny i naturalny. Wizja, jaką roztacza przed czytelnikiem, jest obrazowa i sugestywna, stanowi mieszankę thrillera, powieści przygodowej oraz elementów fantastycznych. Utwór posiada kilka niedociągnięć czy niespójności, ale jako całość wypada dobrze.

Fabuła książki jest przemyślana, intrygująca i sprawnie nakreślona, a poszczególne wątki dobrze oddane. Pierwszoosobowa narracja pozwala poznać lepiej Miszkę oraz tereny, po których wędruje. Autor nie nudzi, porusza się po swojej historii z wprawą, a pomaga mu w tym przejrzysty oraz zajmujący styl pisania. Tło Ołowianego świtu zasługuje na uznanie, każdemu miejscu poświęcono dużo uwagi i szczegółowo je przedstawiono. Liczne opisy dają możliwość lepszego poznania Zony, choć nadal jest to tylko mały wycinek większej całości. Mamy odpowiedni klimat, wisielcze poczucie humoru oraz (momentami przygnębiającą) wszechogarniającą atmosferę grozy i tajemnicy. Wizja, która rozpościera się przed nami, działa w znacznym stopniu na wyobraźnię. Świadomość, że każdy krok bohatera może być tym ostatnim, potęguje tylko uczucie zagrożenia. Na duży plus zasługuje kreacja postaci: są to wyraziste i oryginalne jednostki, które łatwo polubić. Należy dodać, że Zona, obszar, gdzie zapuszczają się tylko stalkerzy, nie stanowi jedynie tła dla wydarzeń, ale sama jest również niezwykle ważnym bohaterem książki.

Książka Michała Gołkowskiego to udany i przyzwoity debiut ze sporym potencjałem. Jest to przewrotna i elektryzująca historia, która dostarcza sporo rozrywki oraz odpowiedni dreszczyk emocji.
 


Recenzja ukazała się na portalu:




Książka do kupienia w promocyjnych cenach w księgarni:





1 komentarz:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...