sobota, 26 lutego 2011

Recenzja: Czerwona piramida - Rick Riordan


Czasem w jednej chwili całe nasze życie może przewrócić się do góry nogami, a to, w co dotąd wierzyliśmy okazać się mistyfikacją. Sadie i Carter Kane, to rodzeństwo, które od śmierci matki żyło oddzielnie, w dwóch różnych miejscach. Dwunastoletnia Sadie mieszkała w Londynie, razem dziadkami ze strony matki, natomiast jej czternastoletni brat, Carter podróżował po całym świecie z ojcem-archeologiem, nigdzie nie zagrzewając miejsca na dłużej. Wszystko zmienia się pewnego wieczoru, gdy razem z ojcem wybierają się na zwiedzanie do Muzeum Brytyjskiego, nie wiedzą, że podczas tej wizyty staną się świadkami czegoś, co sprawi, że ich życie już nigdy nie będzie takie samo jak kiedyś.

Ojciec bowiem wysadza w powietrze Muzeum Brytyjskie, może nie całe, ale jeden z najbardziej znanych i wartościowych artefaktów na świecie jaki się w nim znajduje – osławiony „Kamień z Rosetty”, dzięki któremu odszyfrowano hieroglify. Okazuje się, że przy okazji przywołał piątkę potężnych egipskich bóstw. On sam zostaje uwięziony przez jednego z nich i porwany, rodzeństwo zaś staje w obliczu ogromnego niebezpieczeństwa i musi uciekać z Anglii. Udają się w pełną niezwykłych przeżyć i niesamowitych wydarzeń podróż, która ma na celu uratowanie ich ojca. W jej trakcie poznają prawdę o sobie i swoich rodzicach oraz sekret dotyczących ich rodziny oraz powiązania z tajemniczą grupą ludzi zebraną wokół tzw. Domu Życia, który okazuje się „zakonem” skupiających egipskich magów, a którego początki sięgają panowania pierwszych faraonów.

Szybko przekonają się, że proste z początku poszukiwania zamieniają się w walkę na śmierć i życie. Wszystko sięga dalej i głębiej niż mogą sobie zdawać, odkrywają tajemniczy świat, który dotąd był dla nich ukryty. Ich podróż nabiera niesamowitego tempa i kolorytu. Najlepszych lekcji udziela życie, jak mówi przysłowie i o tym rodzeństwo świetnie się przekona. Będą musieli pokonać wiele trudności, poznać siebie na dobre, żeby w pełni sobie zaufać. Wydarzenia, jakich staną się uczestnikami będą miały niewyobrażalny wpływ na nich samych i przyszły obraz świata. Na ich drodze pojawią się egipscy bogowie, mniej i bardziej przyjaźni, demony i mityczne potwory, które będą czyhały na ich życie. Wszystko to doprowadzi ich do tytułowej „Czerwonej Piramidy” i finałowej potyczki, , której stawką będą losy świata.

„Czerwona Piramida”, to początek nowej serii, której autorem jest Rick Riordan, pisarz znany z cyklu książek o przygodach Percy’ego Jacksona i innych herosów, potomków greckich bogów. Tym razem na warsztat wziął inną opowieść o legendarnych postaciach i skupia się na mitologii egipskiej. Autor świetnie odrobił pracę domową i przedstawia czytelnikowi w sposób przystępny i ciekaw,y przemyślaną i przekonującą wizję świata, w którym bogowie egipscy nadal odgrywają znaczącą rolę w życiu ludzi, choć wielu sobie z tego nie zdaje sprawy. W sposób spójny łączy wierzenia, tradycje i kulturę dawnych czasów ze współczesnością, jego opisy są żywe i realistyczne, przez co stają się nam bardzo bliskie.

Przygody Sadie i Cartera, to nie tylko świetna powieść dla młodzieży to również książka, która posiada ukrytą głębię. Traktuje o sprawach, takich jak wybory, które trzeba podejmować każdego dnia, niekiedy bardzo trudnych, gdzie to, co łatwe i przyjemne, nie idzie w parze z tym, co słuszne i ważne. Wreszcie opowieść o odwadze, zaufaniu, ale i o miłości, o przeciwstawieniu się większemu złu i akceptowaniu drugiej osoby taką, jaką jest. Książka pobudza do myślenia, idealnie obrazując stwierdzenie „bawiąc uczy”.

Riordan jest mistrzem w opowiadaniu niesamowitych historii, dobrze wie jak wciągnąć i zainteresować czytelnika. Jego nowa książka to mieszanka urban fantasy z powieścią historyczną i przygodową, sprawnie napisana, swoją budową przypominająca istne poszukiwania ukrytego skarbu. Fabuła pełna jest niezwykłych zdarzeń, niespodziewanych zwrotów akcji, zabawnych sytuacji i dialogów. Mnóstwo kulturowych odniesień i ciekawostek, mnoga liczba zagadek do rozwiązani i tajemnic do rozwikłania tylko pozytywnie wpływa na wrażenia wyciągane z lektury. Dodatkową atrakcją są znajdujące się na okładce hieroglify, które świecą w ciemności.

To, co bardzo mi się spodobało w książce to sposób przedstawienia egipskiej magii, szczególnie odmiany bitewnej. Same „czary” to umiejętne posługiwanie się pismem egipskim, autor na licznych przykładach pokazuje nie tylko same „zaklęcia” w formie inkantacji i działania, jakie przynoszą, ale też przedstawia ich wymowę i zapis w hieroglifach. Bojowa odmiana tej sztuki jest całkowicie inna, zwykli magowie używają różdżek i lasek, natomiast „bożkowi” i bóstwa (żeby nie spojlerować nie napiszę, o kogo chodzi) tworzą wokół siebie magiczną zbroję, swoisty hologram będący przestawieniem swojego nosiciela. Opis potyczki dwóch takich osób robi naprawdę ogromne wrażenie, trudno to dobrze opisać, trzeba o tym przeczytać.

Reasumując, „Czerwona Piramida” to niezwykle zajmująca lektura, którą czyta się szybko i co istotne przyjemnie. Fani przygód Percy’ego na pewno się nie zawiodą się, ale i osoby, które szukają dobrej rozrywki będą zadowolone. Zdecydowanie polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Tytuł: Czerwona piramida.
Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Seria: Kroniki rodu Kane (#1 w serii)
Data premiery rynkowej: 24 lutego 2011
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Liczba stron: 544
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena z okładki: 36,90 zł

Recenzja: Trzy Kubki - Carol O'Connell


„Trzy kubki” to już piąte spotkanie z niezwykłą panią sierżant, Kathy Mallory. I, jak zawsze, obfituje ono w mnóstwo niezwykłych emocji. Mamy sprawnie prowadzoną intrygę, nietuzinkowych bohaterów, wartką akcję i swoisty czarny humor, który towarzyszy nam w czasie lektury. O’Connell stworzyła specyficzną książkę, łączącą w sobie elementy thrillera psychologicznego i kryminału oraz powieści obyczajowej, która bardzo dobrze obrazuje relacje zachodzące pomiędzy ludźmi należącymi do różnych warstw i grup społecznych.

Akcja powieści rozgrywa się w Nowym Jorku, pod koniec XX wieku. W trakcie mającej miejsce w Central Parku próby odtworzenia „Zapomnianej Iluzji” Maksa Candle’a, prawdziwej legendy magicznego świata, ginie starszy mężczyzna. Wszystko wskazuje na to, że jest to tylko nieszczęśliwy wypadek, jednak panna Mallory jest innego zdania. Od początku uważa, że popełniono morderstwo.

Rozpoczyna się żmudne i długotrwałe śledztwo, najeżone problemami i mnóstwem nieścisłości. Szczególnie, że brakuje odpowiedzi na kluczowe pytania: Kto zabił? i Dlaczego? Pani sierżant, z zawziętością i determinacją, zaczyna badać życie ofiary, jej najbliższe otoczenie i relacje z innymi, szczególnie przyjaciółmi, magikami. Prowadzi ją to do półświatka iluzjonistów, miejsca pełnego tajemnic, ale i niebezpieczeństw, bo w tutaj nigdy nie wiadomo, co jest prawda, a co iluzją.

Z opowieści starszych panów składa w jedną całość historię morderstwa sprzed ponad pół wieku, które niezwykle przypomina to popełnione współcześnie. Ciągle jednak więcej jest pytań, niż odpowiedzi. Tymczasem ginie kolejna osoba. Pani sierżant nie zdaje sobie sprawy, że zostaje wciągnięta w misternie uknutą intrygę, której stawką jest jej życie. Teraz wszystko będzie zależało od jej doświadczenia i umiejętności.

Główna bohaterka powieści to postać o interesującej osobowości, której nie można przypisać żadnej łatki i którą trudno rozgryźć. Tak, jakby żyły w niej dwie różne osoby, nawzajem się przenikające. Kobieta o twardym charakterze, cyniczna i bezwzględna, naznaczona piętnem tragizmu – sierota, przygarnięta przez policjanta i jego żonę. Nieobliczalna, trudna do polubienia i wytrzymania z nią, do celu dąży niezależnie od kosztów. Wzbudza strach, ale również szacunek i podziw ze strony współpracowników. Bohaterka, która ujmuje swoją powierzchownością i zyskuje naszą sympatię.

„Trzy kubki” to bardzo sprawnie napisana powieść, pełna zaskakujących zwrotów akcji i świetnie skrojonych postaci. Pisarka z wprawą manipuluje naszymi nastrojami, od pierwszej chwili buduje napięcie, które wzrasta z każdą kolejną przeczytana stroną. W trakcie lektury nie opuszcza nas uczucie niepokoju i tajemniczości, a klimat momentami wionie chłodem i nie wiadomo, co nas dalej czeka. Intryga jest tak skonstruowana, by na każdym kroku zaskakiwać czytelnika, nie można być niczego pewnym. Gdy wydaje się, że rozwiązanie zagadki jest na wyciągnięcie ręki, można się okrutnie rozczarować.

Powieść O’Connell, w ogólnym rozrachunku wypada bardzo dobrze. To książka dla tych, którzy szukają czegoś dobrego do poczytanie. Napisana jest w sposób przystępny i ciekawy, a co najważniejsze wciąga od samego początku. Miłośnicy tego typu pozycji na pewno się nie rozczarują.

Recenzja ukazała się na portalu:



Autor: Carol O'Connell
Tytuł: Trzy kubki
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: listopad 2010
Oprawa: miękka
Liczba stron: 520
Cena: 37,00 zł

czwartek, 24 lutego 2011

Recenzja: Więzień - Jesus Sanchez Adalid

„El cautivo” czyli „Więzień”, to pierwszy tom sagi Monroy, której autorem jest Jesus Sanchez Adalid, hiszpański ksiądz i filozof, autor licznych książek o tematyce historycznej. Jednocześnie jest to jego debiut na polskim rynku wydawniczym.

Powieść opowiada o losach młodego szlachcica Luisa Monroy’a de Villalobos, który zgodnie z ostatnią wolą ojca chce zostać rycerzem w służbie króla. W tym celu udaje się do zamku Belvis, gdzie rozpoczyna służbę i drogę od pazia, poprzez giermka, do pasowania na rycerza. Wkrótce jego marzenia się spełniają, zostaje przyjęty do floty królewskiej i udaje się do Gelves, by walczysz Maurami. Wyprawa jednak nie przebiega tak jak powinna; miażdżąca przewaga nieprzyjaciela sprawia, że wojska hiszpańskie ponoszą klęskę. Zaś Monroy, wraz z innymi szlachetnie urodzonymi, trafia do niewoli.

W trakcie lektury widać, że autor znakomicie przygotował się do pisania tej powieści, posiłkując się wieloma źródłami historycznymi i nie tylko. Jego opisy szesnastowiecznej Hiszpanii są naprawdę niesamowite i wymowne, z wielką precyzją i dokładnością stara się przekazać czytelnikowi pełniejszy obraz tamtych czasów. Oswaja nas z zasadami rządzącymi życiem poszczególnych warstw społecznych, począwszy od szlachetnie urodzonych po biedotę, ich obowiązkami i relacjami między nimi, zwyczajami i obrzędami. Pisarz przedstawia życie na zamku i służbę u możnych, pokazuje drogę, jaką musi przejść każdy szlachcic, żeby zostać rycerzem. Jesteśmy niemymi uczestnikami dworskich uczt pełnych przepychu, dobrego jadła i muzyki, granej na popularnych w tamtych czasach instrumentach. To wszystko składa się na interesujący obraz, który dla wielu Polaków jest spojrzeniem na inną, dotąd nieznaną Hiszpanię.

„Więzień” jest fascynującą i barwną opowieścią o ludziach, których znamy z kart z historii, o wydarzeniach w jakich uczestniczyli i o tym, gdzie ich to zaprowadziło – wszystko to przedstawione w sposób przystępny i ciekawy. Autor miesza fikcję z faktami, postacie wymyślone styka z tymi, które żyły naprawdę; robi to umiejętnie – tak, że prowadzona akcja jest spójna. Rozwiązania fabularne pozytywnie wpływają na lekturę. Opisy polityki, tego co dzieje się na arenie międzynarodowej i sporów dynastycznych w Hiszpanii ograniczone są do minimum, autor przedstawia nam tylko tyle informacji, abyśmy bez problemu orientowali się w fabule i sytuacji jaka panuje w kraju, i wiedzieli jak to wszystko wpływa na losy młodego Monroya. Minusem książki są pojawiające się dłużyzny w postaci opisów, które momentami nudzą.

Adalid w swojej powieści przedstawia nam historię bohatera, którego losy zostają przedstawione na tle wydarzeń naprawdę mających miejsce w historii Hiszpanii i Europy. Całość prowadzona jest w formie dziennika – akcję śledzimy oczami Luisa, co pozwala lepiej wczuć się w jego sytuację. Razem z nim dorastamy do roli, jaką w testamencie przeznaczył mu ojciec. Śledzimy rozwój jego rycerskiej kariery, jego relacje z najbliższymi, rodziną i współtowarzyszami broni. Jesteśmy świadkami pierwszych miłosnych uniesień i smakowania zakazanego owocu, razem z nim uczymy się grać na muzycznych instrumentach. Autor skupia się na przedstawieniu tego, jak główny bohater zachowuje się danej sytuacji: jak ją odbiera, na jego przemyśleniach i spostrzeżeniach.

Młody Monroy jest idealistą i romantykiem, wychowanym na rycerskich opowieściach pełnych chwalebnych czynów. Nic jednak nie przygotowuje go na szok, jaki przeżywa zderzając się z brutalną rzeczywistością – inną od tej opiewanej przez bardów – pełną krwi, niegodziwości, wojny przesyconej okrucieństwem.

Reasumując, książka Adalida to solidnie napisana powieść historyczno-awaturnicza, która umili kilka wieczorów. Pozycja nie tylko dla fanów gatunku.

Recenzja ukazała się na portalu:



Tytuł: Więzień.
Autor: Jesús Sánchez Adalid
Wydawnictwo: Bellona
Seria: Saga Monroy (#1 w serii)
Liczba stron: 672
Data wydania: styczeń 2011

wtorek, 22 lutego 2011

Recenzja: Księżniczka - Andrzej Pilipiuk


Charyzmatyczne Aniołki Andrzeja powracają, by na nowo siać zamęt w grodzie Kraka. Są jeszcze bardziej przebiegłe i nieporównywalnie niebezpieczne, a do tego nadal diabelsko śliczne.

Jak pamiętamy z poprzedniego tomu Stanisława, Katarzyna i Monika, trzy zwyczajne-niezwyczajne dziewczyny, odnalazły alchemika. Dzięki niemu poznały sekret czerwonej tynktury, potocznie zwanej kamieniem filozoficznym. Poszukiwania pełne były zaskakujących sytuacji, intrygujących spotkań i obfitujących w humor dialogów. Choć zakończyły się sukcesem, nie jest to koniec ich problemów. Czeka na nie bowiem masa nowych kłopotów, nowych wrogów i jeszcze więcej niesamowitych przygód. Kolejny raz autor wystawia na próbę ich odwagę, lotny umysł i umiejętność radzenia sobie w każdej sytuacji, zarówno pojedynczo, jak również jako zgrany zespół. Knuje zaskakujące spiski i intrygi, w które z premedytacją wciąga swe Aniołki. Nie przejmuje się tym, że mogą sobie nie poradzić, ufa ich zaradności i wierzy w nie. Teraz jednak nie są one osamotnione w swej misji. Razem z nimi, w wir zdumiewającej przygody, porywa autor samego Michała Sędziwoja z Sanoka, wspomnianego alchemika.

To, co charakteryzuje Pilipiuka, to zdumiewający dar tworzenia różnorodnych postaci na potrzeby swych dzieł. Tym razem nie jest inaczej. Na drodze głównych bohaterów pisarz stawia całą gamę różnorodnych postaci. Jednakże trudno jednoznacznie powiedzieć o nich jako dobrych czy złych, zabawnych czy przerażających. Autor umyślnie zaciera granicę między ciemną i jasną stroną ich osobowości. Ale nade wszystko wkłada w nie siebie samego, dzięki czemu przeniknięte są jedynym w swoim rodzaju pilipiukowskim pierwiastkiem. Dzięki temu stają nam się jeszcze bliższe.

W drugim tomie powracamy do Krakowa, w którym to pojawiają się łowcy wampirów, w liczbie dwóch, podążający śladem Moniki. Jeden stary, doświadczony, mający na swym koncie kilka sukcesów. Drugi młody, góral, czekający na swe pierwsze wampirze trofeum. Jednak mimo tego, iż starają się z całych sił, ich działania są nieudolne i momentami zakrawają na nonsens. Pomimo tego cechują się dużą pomysłowością, zaangażowaniem i odwagą, co należy zaliczyć im na duży plus.

Ale jest też i Bractwo Drugiej Drogi. Tajemne stowarzyszenie, które choć odkryło sekret otrzymywania złota, ogarnięte jest manią nieśmiertelności, której sekret za wszelką cenę chce wykraść od Sędziwoja. Bractwo znane z likwidacji wszelkiej maści alchemików nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć zamierzony cel. Opisy starć między Sędziwojem a grupą braciszków są godne wszelkiej uwagi. Czy łowcy odniosą sukces i upolują wampira? Jak ze starcia z bractwem wyjdą główni bohaterowie? O tym i o innych przygodach przekonacie się sami.

Pisarz po raz kolejny serwuje nam atrakcyjną podróż po Krakowie, pełną niespodzianek i arcyciekawych informacji. Zaznajomimy się m.in. z tajnikami żydowskiej kabały, odwiedzimy muzeum (choć nie całkiem legalnie), spotkamy na swej drodze najprawdziwsze golemy i dowiemy się jak je stworzyć i unicestwić. Poznamy garść przepisów, choć tym razem będą one dotyczyły napojów wysokoprocentowych, i odbędziemy podróż krakowskimi podziemiami, gdzie błąka się tajemnicze trójpalczaste monstrum. Będziemy również świadkami rozmowy z egipskim kapłanem i dowiemy się nieco na temat Moniki oraz zmierzymy się z prawdziwymi krwiopijcami współczesności, czyli urzędnikami.

Pilipiuk jak żaden inny autor tworzy zaskakująco ciekawe opowieści pełne niebywałych przygód. Niekiedy kuriozalne, zakrawające wręcz o absurd, ale jednocześnie intrygujące i zabawne, bez trudu wciągające czytelnika do reszty. Momentami mrożące krew w żyłach, a nawet skłaniające do głębokiej refleksji. Niezrównany pisarz kolejny raz udowadnia czytelnikom, że sława jego warsztatu pisarskiego nie jest przesadzona. Wielki Grafoman daje dowód tego, że nie można go utożsamiać tylko z jednym bohaterem [czyt. Jakubem Wędrowyczem], ale z całą ich paletą.

Ucieszmy nasze oczy widokiem krwi wroga. Razem, jak za dawnych dobrych czasów...Poszli i ucieszyli. Tak jak alchemik i jego uczeń, tak i wszyscy fani Pilipiuka powinni ucieszyć swe oczy drugim tomem i poznać „Księżniczkę”. Naprawdę warto.

Recenzja napisana jakiś czas temu dla portalu HISTMAG.ORG

Autor: Andrzej Pilipiuk
Tytuł: Księżniczka
Liczba stron: 296
Wydawca: Fabryka Słów 

czwartek, 17 lutego 2011

Recenzja: Kuzynki - Andrzej Pilipiuk

Wiecznie młode, piękne, inteligentne oraz śmiertelnie niebezpieczne. Kobiety, dla których nie ma rzeczy niemożliwych, odnajdujące się w każdej sytuacji. Andrzej Pilipiuk i jego aniołki zabierają nas w podróż po współczesnym Krakowie, z alchemią i historią w tle.

Każdy z nas posiada swoją własną, unikalną historię. I na tym skupia się właśnie Pilipiuk. Na opowiedzeniu losów trzech kobiet, ich przyjaźni i wspólnych przygód. Pisarz utwierdza nas tym samym w przekonaniu, że nie obce mu są niuanse życia inne od tych znanych z przygód Jakuba Wędrowycza. Autor pokazuje czytelnikom, że choć główne bohaterki różnią się od siebie, to nie są to różnice, które dzielą, lecz wiążą. Całość fabuły zogniskowana jest nie na miłości, zemście czy innych tego typu, wyeksploatowanych w literaturze do granic możliwości, problemach. Oś książki stanowi poszukiwanie metody na doskonalenie ciała i umysłu. A jedynym sposobem na to jest odnalezienie Michała Sędziwoja z Sanoka, alchemika, który poznał sekret czerwonej tynktury. Potocznie zwanej kamieniem filozoficznym.

Autor przyzwyczaił nas, że tworzone przez niego postaci są zawsze świetnie skonstruowane. Tym razem nie jest inaczej. Stanisława i Katarzyna, ostatnie przedstawicielki familii Kruszewskich oraz „młodziutka” księżniczka Monika to trio zaiste oryginalne i wielce intrygujące. Trio, które tworzy wybuchową mieszankę charakterów i umiejętności. Stanisława to kobieta z innych czasów, licząca prawie 400 lat uczennica Sędziwoja. Szlachcianka z krwi i kości, niebezpieczna zarówno w słowie, jak i czynie. Katarzyna, kuzynka Stasi, to osoba współczesna aż do bólu. Licząca 21 lat agentka, która najlepiej czuje się przy komputerze i z bronią w ręku. Najbardziej jednak nietuzinkową osobą w tym krakowskim tercecie jest Monika, postać jak z prawdziwej bajki. Choć wyglądem przypomina szesnastolatkę, jest ponad 1000-letnią serbską księżniczką z rodu Stiepankoviców. Zapomniałem o czymś? A tak. Jest również wampirem, „miłym” krwiopijcą. Gustuje jednak w końskiej krwi, co bynajmniej nie znaczy, że jest potulna jak baranek. Przeciwnie — równie niebezpieczna i nieprzewidywalna jak pozostała dwójka.

Tym, o czym niewątpliwie trzeba wspomnieć, jest tło akcji powieści. Pilipiuk zabiera nas w niezwykłą podróż po Krakowie. Mieście, które posiada jedyny w swoim rodzaju urok i charakter. Miejscu przesiąkniętym na wskroś tradycją i historią. Jednakże autor skupia się tutaj na innej stronie miasta. Nie tej codziennej, z wszystkimi zabytkami i atrakcjami turystycznymi. Podkreśla tajemnicze oblicze grodu Kraka, niedostrzegalne przez turystów czy nawet mieszkańców miasta. Odbywa podróż po uliczkach, kamienicach, knajpach i różnego rodzaju zakamarkach. Nieświadomie stajemy się niemymi uczestnikami tej podróży. Wyprawy będącej szaloną i niesamowita przygodą, która z każdą przeczytaną stroną nabiera coraz większego tempa. Zostajemy wciągnięci w zaskakująco dobrą zabawę, pełną specyficznego humoru, tajemnic i niesamowitych zwrotów akcji.

Pilipiuk jak żaden inny autor posiada talent do knucia intryg i spisków. Czasem niesamowitych, ale przede wszystkim zabawnych. Wplątuje w nie z premedytacją swoich bohaterów. Postaci stające się dla nas wzorami, z którymi chcemy się utożsamiać i które kochamy. Wszystko to razem sprawia nam ogromną przyjemność.

W każdym swym dziele autor wkłada w usta bohaterów osobiste przemyślenia, uwagi czy nawet krytykę współczesnej cywilizacji. Robi to w sposób szczery i bezlitosny, ale inteligentnie i z klasą. Kolejnym ważnym dodatkiem, jaki łatwo można zauważyć w jego dziełach to wplecione w fabułę różnego rodzaju ciekawostki. Informacje zarówno na tematy ścisłe, jak i humanistyczne, takie jak historia, kultura, alchemia czy nawet gotowanie. Zabieg ten sam w sobie wprowadza ożywczy powiew.

„Kuzynki” to nie tylko dobra powieść fantasy, ale przede wszystkim świetna literatura rozrywkowa, w którą autor umiejętnie wplata mity słowiańskie, podania i legendy ludowe. Zręcznie łączy je w jedną wciągającą całość — powieść przygodową z elementami historii. Taką z gatunku płaszcza i szpady, tu zastąpionych przez rewolwer, inteligencję i piękno oraz ostrą batorówkę.

Osobiście byłem mile zaskoczony plastycznością opisów i tym, w jaki sposób autor umiejętnie wkomponował dzieje trzech bohaterek w rzeczywistość dzisiejszego Krakowa. Z radością mogę włączyć tę książkę w poczet pozycji, do których niejednokrotnie będę wracał, by na nowo dać się ponieść przygodzie. Ci, którzy sięgną po „Kuzynki”, z pewnością się nie zawiodą i spędzą miło kilka godzin. Lekki i przyjemny owoc twórczości Wielkiego Grafomana to idealne remedium na marazm dzisiejszego, konsumpcyjnego świata. To odpowiedź na nudę, jaka toczy współczesne społeczeństwo. Powieść pokazuje, że takie wartości jak przyjaźń, honor i oddanie sprawie nie są iluzją, ale istnieją realnie.

Recenzja napisana jakiś czas temu dla portalu HISTMAG.ORG

Autor: Andrzej Pilipiuk
Tytuł: Kuzynki
Liczba stron: 320
Wydawca: Fabryka Słów

wtorek, 15 lutego 2011

Recenzja: Kłamstwa Locke'a Lamory - Scott Lynch

Kłamstwa Locke’a Lamory” to finezyjna historia o złodziejach nowego formatu, którzy nie cofną się przed niczym, żeby osiągnąć wyznaczony cel.

Mimo iż jest pisarzem względnie młodym, Scott Lynch szturmem zdobył księgarskie półki Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Jego pierwsza książka, „Kłamstwa Locke’a Lamory”, ogłoszona została najgłośniejszym debiutem w historii. Sukces ten jest jak najbardziej zasłużony. Dzieło Lyncha to jedna z lepszych opowieści fantasy, jakie dane mi było czytać w ostatnim czasie. Autor zawarł w niej wszystko to, czego czytelnik oczekuje po idealnej prozie. Mamy tutaj nietuzinkowych bohaterów, do których łatwo się przywiązać i z którymi może identyfikować się każdy. Specyficzne poczucie humoru, pełną przewrotnych zwrotów akcji i zabawnych sytuacji fabułę. Własny, nietypowy, magiczny świat, aurę grozy i tajemniczości oraz mroczny, momentami wionący chłodem klimat.

Okazuje się, że w dzisiejszym świecie niezwykłą trudność sprawia definiowanie tego, czym fantasy jest, a czym nie. Podobnie rzecz ma się z „Kłamstwami…”, pozycją, którą mylnie szufladkuje się wyłącznie jako powieść fantasy. Tak naprawdę książka ta może uchodzić zarówno za powieść historyczno-przygodową, z gatunku płaszcza i szpady, thriller, jak i kryminał.

Scott Lynch tworzy własne, oryginalne, magiczne uniwersum. Więcej uwagi skupia jednak na przybliżeniu czytelnikowi miejsca, w którym toczy się akcja powieści, niż na dokładnych opisach przedstawionego świata. Nie opisuje wprost historii tej krainy, raczej zostawia wiele niedomówień. Oszczędność ta ma swój ukryty cel, pobudza naszą wyobraźnię i nas samych do myślenia. Dzięki temu autor skupia się tylko na prowadzeniu fabuły.

Całość przedstawionej przez autora historii ma miejsce w mieście zwanym Camorra, jednym z wielu miast-księstw. Opisując je poświęcił dużo uwagi oddaniu społeczno-fizycznej postaci miasta. Lynchowska Camorra do złudzenia przypomina siedemnastowieczną Wenecję. Zbudowane z dużej liczby wysp i wysepek, oddzielonych od siebie wieloma kanałami i połączonych jeszcze większą ilością mostów miasto. Pisarz podzielił je na – noszące własne nazwy – dzielnice, zaznaczył istnienie portu, targu, świątyń i majestatycznych budowli ze staroszkła.

Patrząc na społeczny aspekt miasta, mamy do czynienia z dwiema, żyjącymi obok siebie, zbiorowościami. Z jednej strony, bogatą i uprzywilejowaną arystokracją, na czele z księciem Nicovante (i jego tajną służbą, Nocnymi). Z drugiej zaś Cape Barsaviego z rządzonym przez siebie złodziejskim półświatkiem. Pokojowa egzystencja obu tych „klas” oparta jest na Tajnym Pakcie. Umowie zawartej między Capą a Pająkiem (dowódcą Nocnych), dzięki której szlachetnie urodzeni mogą czuć się bezpiecznie ze strony, podległych Capie, gangów złodziei. Godzi to jednak zarówno w kupców, zwykłych obywateli Camorry, jak i przyjezdnych gości.

Istnieje jednak grupa obywateli Camorry podległych Capie, lecz nieprzestrzegających postanowień paktu. Niecni Dżentelmeni, jak sami o sobie mówią, są złodziejami nowego rodzaju. Utalentowanymi i jednocześnie zuchwałymi, którym przewodzi Locke Lamora. Kształceni pod okiem Ojca Łańcucha mogą zaglądać, bez strachu, do kieszeni arystokracji i łatwo wychodzić z każdych tarapatów.

Dzięki temu, że są jednocześnie aktorami i przebierańcami, mogą stać się kimkolwiek zechcą. Sama kradzież jest dla nich ważniejsza, niż gromadzenie skarbów. Okradają możnych, bo są w tym świetni. Robią to z klasą i wyrafinowaną bezczelnością. Posługują się również własnym kodeksem honorowych. Niecni Dżentelmeni nie porzucają swoich w potrzebie i nie uciekają, dopóki się nie zemszczą. Sprawiedliwość ma dla nich tylko jeden kolor – kolor krwi.

Lynch nie pozwala swoim bohaterom na doprowadzenie kolejnego przekrętu do finiszu. Wykorzystując swój talent do budowania skomplikowanych intryg, wplątuje ich w mający tragiczne konsekwencje spisek. Zmowę tajemniczego Szarego Króla, wymierzoną w stronę arystokracji, ale i przeciw przywódcy złodziejskiego półświatka Camorry. Locke wraz z przyjaciółmi będą musieli użyć wszystkich swych umiejętności, aby rozwikłać tajemnice spisku, pokrzyżować plany Szarego Króla i pozostać przy życiu.

Głównym bohaterem, wokół którego ogniskuje się akcja powieści Lyncha, jest Locke Lamora, cieszący się złą sławą Cierń Camorry. Dla jednych jest mistrzem szpady i donżuanem, wyrafinowanym złodziejem okradającym bogatych, by wesprzeć ubogich. Reszta zaś traktuje ten wymysł za niedorzeczną plotkę, bujdę dla mas i mit. Nic bardziej mylnego, tak naprawdę Locke nie jest ani wybitnym szermierzem, ani obdarzonym supermocami herosem. Niemniej jednak jest prawdziwym artystą w swoim fachu. Najlepszym w tym, co robi, a zajmuje się okradaniem bogatych, bo jak sam mówi to świetna zabawa. Nie robi tego bynajmniej z myślą o biednych, cały łup pozostawia sobie i na użytek Niecnych Dżentelmenów, których jest liderem. Lamora to charyzmatyczny geniusz, który imponuje daleko posuniętą ostrożnością i zuchwałością, z jaką okrada arystokrację. Paradoksalnie sprawia to, że zyskuje jeszcze więcej sympatii. Kiedy zaś zostaje wplątany w spisek Szarego Króla, zemsta staje się jego imieniem, a Camorra spływa czerwienią.

Dzieło Scotta Lyncha nie pretenduje może do bycia produktem z najwyższej półki, ale jak na debiut literacki jest całkiem przyzwoitym dobrem. Książką, która, co ważne, jest dziełem kompletnym i można ją czytać jako zamkniętą całość, a nie tylko jako początek cyklu będącego siedmioksięgiem. Jest piekielnie satysfakcjonującą przyjemnością, pełną wrażeń przygodą, przesyconą doskonałym humorem i świetnie skonstruowanymi dialogami, w jaką zabiera nas ten oryginalny twórca. To historia, obok której nie sposób przejść obojętnie i nie zachwycić się.

Recenzja napisana jakiś czas temu dla portalu HISTMAG.ORG

Na koniec cytat który szczególnie zapadł mi w pamięć
– Pewnego dnia, Locke Lamora, spieprzysz coś tak bezprzykładnie, tak niesamowicie, tak... porażająco, że niebo zapłonie, księżyce zatańczą, a bogowie będą srali ze śmiechu kometami. Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.
– Daj spokój – odparł Locke – To się nie zdarzy.


Autor: Scott Lynch
Tytuł: Kłamstwa Locke`a Lamory
Liczba stron: 538
Wydawca: MAG
Rok wydania: 2007

wtorek, 8 lutego 2011

Recenzja: Norweski dziennik, tom I. Ucieczka - Andrzej Pilipiuk

Pilipiuk niczym Orwell piętnuje swoją książkę rokiem 1984. Tutaj jednak jest to początek dziennika prowadzonego przez autora. Opowieść o dorastaniu i próbie odnalezienia samego siebie.

Pilipiuk z wykształcenia jest archeologiem. Jednak w żaden sposób nie przeszkadza mu to być jednym z poczytniejszych twórców polskiej sceny fantasy. Mało jest chyba osób zaznajomionych z gatunkiem, którym obcy byłby dorobek literacki tego pisarza. Nietuzinkowego autora, który na stałe zapisał się na kartach historii fantasy w Polsce. A wszystko dzięki stworzeniu oryginalnych i nieszablonowych postaci. Wystarczy wymienić Jakuba Wędrowycza, bimbrownika i egzorcystę czy bohaterki cyklu o kuzynkach — Katarzynę, Stanisławę i Monikę.

Tym razem Wielki Grafoman daje nam książkę zupełnie różną od tego, do czego nas przyzwyczaił. „Ucieczka”, pierwszy tom „Norweskiego dziennika”, jest zapisem losów głównego bohatera. Prowadzonych przez okrągły miesiąc, dzień po dniu w orwellowskim roku 1984. Postaciami kluczowymi dla prowadzonej przez Pilipiuka fabuły są wnukowie sławnych indywiduów z Wojsławic — Tomasz Paczenko i Maciej Wędrowycz.

Być twardym w bólu. Nie życzyć sobie tego, co niemożliwe lub bezwartościowe, być zadowolonym z dnia takiego, jaki jest, we wszystkim szukać dobra i cieszyć się naturą i ludźmi takimi, jacy są.

Każda wyprawa zaczyna się od pierwszego kroku. A ten niejednokrotnie jest początkiem niezapomnianego przeżycia. Z pierwszą stroną książki Andrzej Pilipiuk zabiera nas w podróż w czasie, kilkanaście lat wstecz. W czasy późnego PRL-u, gdy sklepy świeciły pustkami, a oznaki patriotyzmu były piętnowane. Razem z Tomaszem i Maćkiem wyruszamy w pełną niebezpieczeństw podróż poza koło podbiegunowe, do rozlatującego się domku nad brzegiem morza. W podróż do kraju, gdzie tak naprawdę nie wiadomo kto wróg, a kto przyjaciel. Tutaj jednak bohaterowie kroczą drogą wolnych wyborów. Co, jak wiadomo, w Polsce doby socjalizmu było niemożliwe. Pisarz poprzez pryzmat losów Tomasza pokazuje, że choć czasem sytuacja wymaga tego, by szybko dorosnąć, to dalsze życie kształtuje człowiek i jego wybory.

Wyprawa do dalekiej Norwegii dostarcza młodym Polakom wiele radości. Już na samym początku Tomasz wraz z Maćkiem rozpoczną – wymagający dużego wkładu pracy – remont domu. Przy okazji wdadzą się w wojnę podjazdową z miejscowym strażnikiem łowieckim marnie udającym szpiega. Tomasz będzie miał możliwość zapoznania się z prawdziwą rosyjską księżniczkę i zobaczenia carskiego skarbu. Poflirtuje trochę z płcią piękną, wybawi z rąk oprawców siostrę szpiega i pokaże, co to znaczy być Polakiem. Do tego zaś mnóstwo zaskakujących i momentami zabawnych sytuacji oraz dialogów.

Niemniej jednak całość fabuły zogniskowana na osobie głównego bohatera – Tomasza Paczenki – i procesie odzyskiwania przez niego pamięci. Szczególnie, jeśli chodzi o jego pochodzenie. Prawdziwą łamigłówką dla czytelników jest odmienność głównego bohatera. Tomasz jest „osobnikiem” nader zaskakującym. Posiada wrzecionowate – jak u kota – źrenice, podwójną powiekę jak u konia, jego rany goją się bardzo szybko i…uwielbia skubać trawę.

Pocieszyć się po tysiącach gorzkich chwil tą jedną, która jest piękna, a sercem i umiejętnościami dawać to, co najlepsze, nawet wtedy, gdy nie ma za to podziękowania.

Poprzez dziennik pisarz odbywa podróż w głąb siebie. Książka wydaje się być metaforą szkolnych lat Pilipiuka. Odpowiedzią i jednocześnie rozliczeniem pisarza z najgorszy okresem w jego życiu, gdy jako uczeń szkoły podstawowej znajdował się w systemie edukacyjnym doby realnego socjalizmu.

Z drugiej zaś strony dziennik jest atakiem na sam system polityczny, jaki panował w ówczesnej Polsce. System w znacznym stopniu ograniczający jednostki, nie pozwalający na pełen rozwój społeczny, ekonomiczny czy nawet polityczny. Pilipiuk robi ze swych bohaterów oddanych ojczyźnie patriotów, gotowych do walki, marzących o niezależnej Polsce.

Pierwszy tom norweskiego dziennika to fantastyczno-przygodowa gratka dla wszystkich. To z pozoru lekka i zajmująca pozycja, którą czyta się szybko i co najważniejsze przyjemnie. Jednak z drugiej strony to książka skłaniająca do refleksji i traktująca o rzeczach, o których nie można zapomnieć; miłości, przyjaźni i patriotyzmie, choć wyjaśnianym tu w sposób przez autora frywolny. Wreszcie o potrzebie odnalezienia siebie.

Współczesne społeczeństwo, kulturowo i społecznie zmacdonaldyzowane, gdzie wyścig szczurów jest na porządku dziennym, wnosi w codzienne życie społeczne coraz więcej kontroli. Dlatego też „Norweski dziennik” jest pozycją, po która warto sięgnąć i choć na chwilę oderwać się od tego zgiełku, jaki tworzy otaczający nas świat. Szczególnie po to, by znowu – choć na moment – poczuć się jak nastolatek. I wraz z bohaterami powieści rzucić się w wir przygody.

Recenzja ukazała się na portalu HISTMAG.ORG

Autor: Andrzej Pilipiuk
Tytuł: Norweski dziennik. Tom I. Ucieczka.
Liczba stron: 352
Wydawca: Fabryka Słów

niedziela, 6 lutego 2011

Recenzja: Czarna szabla - Jacek Komuda


Rzeczpospolita Obojga Narodów. Potężne szlacheckie państwo, sięgające od morza do morza. Czasy, gdy na kartach historii naszej ojczyzny pojawia się postać Jacka Dydyńskiego. Szlachcica, który swą czarną szablą broni rzeczy najważniejszej w życiu — honoru.

Jacek Lech Komuda, herbu Kościesza. Szlachcic z urodzenia. Historyk z zawodu. Pisarz z zamiłowania. Daje czytelnikom książkę zawierającą opowiadania — świetnie napisane i wyważone — w liczbie pięciu. Teksty noszące znamiona historii traktującej o czasach Rzeczpospolitej szlacheckiej, lecz przedstawionej o wiele ciekawiej od tej znanej ze szkolnych podręczników. Komuda jest człowiekiem, który nie boi się prawdy. To nie Sienkiewicz, u którego szlachta jest wzorem cnót i dobra, czymś, co należy naśladować. Komuda pokazuje polską szlachtę taką, jaką była naprawdę. Stan, w skład którego wchodziły rzesze warchołów i pijanic. Ludzie na okrągło toczący zwady i spory prowadzące niejednokrotnie do szalonych pojedynków.

„Czarna szabla” to wycinki z burzliwej historii życia Jacka Dydyńskiego, postaci istniejącej naprawdę. Dydyński, stolnikowiec sanocki, jest szlachcicem znanym na całą Ruś jako Jacek nad Jackami. Człowiekiem wynajmowanym często do brudnej roboty, stającym również w obronie słabszych. Lubiącym wyzwania; walczącym z wielką zawziętością i determinacją zarówno dla własnych korzyści, jak i w imię interesów innych ludzi. Lojalny wobec przyjaciół i śmiertelnie niebezpieczny dla wrogów. To szlachcic, dla którego uścisk dłoni jest jak podpisanie paktu, a dane słowo wiąże do końca życia. Wreszcie człowiek oddany ojczyźnie, dla którego nie ma nic cenniejszego od honoru.

Z każdą przeczytaną stronicą i z każdym skończonym opowiadaniem jesteśmy świadkami zaskakujących przygód, w jakich uczestniczył Jacek nad Jackami. Ten sławny rębajło wraz ze swą kompanią poluje na schwytanego przez niewiastę szlachcica i infamisa — imć Białoskórskiego. Staje w obronie uciskanych przez okoliczną szlachtę arian, zakochuje się z wzajemnością, ale i doświadcza prawdziwego cudu. Zatrzymuje się w katowskiej karczmie i smakuje tamtejszych — katowskich — przysmaków, a przy okazji spotyka ponurego mistrza małodobrego (parającego się alchemią). By wreszcie stanąć w szranki z legendarnym — aczkolwiek upiornym — czarnym rycerzem w walce na śmierć i życie, w obronie czci niewieściej i szlacheckiego honoru.
Ostatnie zaś opowiadanie to historia syna Dydyńskiego, Jana. Jako podkomendny Potockiego na własnej skórze doświadcza nienawiści, jaką żywili Polacy wobec Kozaków, a wszystko by pochwycić krwawego kata Ukrainy, imć Baronowskiego.

Książka Komudy, choć wydaje się być książką historyczną, jest pozycją, po którą warto, a nawet trzeba sięgnąć. W porównaniu z wieloma innymi tego typu pozycjami jest napisana w sposób ciekawy i przystępny. Pisarz, jak żaden inny autor, ukazuje Rzeczpospolitą taką, jaką powinna była być naprawdę, jaką każdy z nas sobie wyobrażał — to potężne i niepokonane państwo, sięgające swymi granicami od morza do morza. To miejsce, gdzie panuje złota wolność szlachecka. Dzięki literackiemu kunsztowi autora z każdą kolejną stroną krew szybciej krąży w żyłach. Ręce zaś świerzbią, by poczuć w swej dłoni zimną rękojeść szabli, czarnej szabli, wsiąść na konia i ruszyć na poszukiwanie przygody.

Recenzja ukazała się na portalu HISTMAG.ORG

Tytuł: Czarna szabla
Autor: Jacek Komuda
Liczba stron: 264
Wydawca: Fabryka Słów
Cena: 31,90 zł

czwartek, 3 lutego 2011

Recenzja: Akacja - David Anthony Durham


Dawid Anthony Durham, amerykański pisarz dotąd znany z powieści historycznych, robi swój pierwszy krok w gatunek fantasty. I można śmiało przyznać, jest to krok ogromny. Jego debiutanckie dzieło pt. „Akacja”, to porywająca epicka opowieść o odwadze i poświęceniu, zdradzie i tchórzostwie, walce o lepsze jutro i wartościach, dla których chce się żyć. Przełomowe dzieło, będące powiewem świeżości dla gatunku, które rozmachem śmiało może konkurować z prozą Tolkiena czy Martina.

Cała historia dzieje się w fikcyjnym imperium, zwanym Akacją. Krainie zbudowanej na podbojach, niewolnictwie i handlu „mgłą” – narkotykiem o silnym działaniu uzależniającym. Fabuła zogniskowana jest wokół losów czwórki królewskich dzieci: dziedzica tronu Alivera, który nie jest pewien czy nadaje się na króla, pięknej i upartej Corinne, spokojnej Meny i Dariela – szczerego i pomysłowego chłopca. Opowieść rozpoczyna się w momencie, w którym dotychczasowy król, Leodan Akaran, zostaje podstępnie zamordowany przez żądnych władzy Meinów. Lojalni dotąd podwładni obracają się przeciwko następcy, władzę zaś przejmuje Hanish Mein. Młodzi dziedzice rodu zostają rozrzuceni po całej Akacji tak, by w spokoju przygotować się do zemsty i zadania, jakie zostawił im ojciec, a od którego zależeć będą nie tylko losy imperium, ale i całego świata.

Durham jest istnym mistrzem kreacji. Fabuła jest unikalna, spójna i inteligentnie skonstruowana. Autor połączył w jedną całość niesamowitą historię, dorzucił politykę, trochę filozofii, garść intryg i ogrom akcji, a w to wszystko wplótł mnogą ilość oryginalnych „dramatis personae”. Bohaterowie są jednym z elementów, który stanowi o sile powieści. „Pierwsze wrażenie bywa mylne” i w przypadku postaci pojawiających się w książce maksyma ta sprawdza się idealnie. W ich kreacji, podejmowanych decyzjach i dokonywanych wyborach wyraźnie widać, że świat nie jest czarny ani biały, że te dwa kolory nieustannie przeplatają się ze sobą. Ich zachowanie jest momentami dalekie od tego, jakie powinno być. Nikt nie jest tylko dobry czy zły. Świat pełen jest ludzi, którzy swoimi czynami potrafią zmienić się na lepsze albo na gorsze. Jednocześnie tworzy osoby, które szybko zyskują naszą sympatię. Jednak nie warto się do nich przywiązywać, bowiem pisarz bez żadnych skrupułów pozbywa się ich.

Autor przedstawia nam wykreowany przez siebie świat, własne i oryginalne uniwersum, które z wielką precyzją i dokładnością przybliża Czytelnikowi w trakcie lektury. Kreśli przed naszymi oczami niesamowite miejsca; poprzez znakomite opisy, mamy możliwość dogłębnego zaznajomienia się z krainami, wyspami, czy miastami, w których dzieje się akcja powieści. Poznajemy mieszkańców poszczególnych części Akacji, ich wygląd, zwyczaje i kulturę, wierzenia i tradycje.

Dużo uwagi Durham poświęca wszelkim bitwom i potyczkom nawet, jeśli są to tylko opisy treningów. Z pietyzmem przedstawia poszczególne kroki w szermierce, uniki i chwyty. Szczególnie opis wielkiej bitwy ma w sobie mnóstwo realizmu. Mamy sposobność dokładnego jej prześledzenia – poprzez przygotowania do niej, przebieg i zakończenie, włączając w to użycie machin wojennych, specjalnych jednostek wojskowych czy krwiożerczych bestii. Obrazy te momentami są tak sugestywne, że aż przerażające.

Wykorzystując niebywały talent do tworzenia skomplikowanych intryg, autor bez skrupułów wplątuje w nie swoich bohaterów. Są one tak zbudowane, by Czytelnik na każdym kroku był zaskakiwany. Nie możemy być niczego pewni, z wprawą manipuluje on naszymi nastrojami. Durham sprawia, że to co dotąd uważaliśmy za rzecz oczywistą, wcale nie musi być tym, za co uchodzi. Bohaterowie gubią się w niedomówieniach, momentami nie wiadomo już, co jest prawdą, a co fałszem. Kto jest tym dobrym, a kto złym. Niezliczona ilość zwrotów akcji pojawiających się w najmniej oczekiwanych momentach, niezwykle korzystnie wpływa na wrażenia wyciągane z książki, powodując niejednokrotnie szybsze bicie serca i mnóstwo emocji. Fabuła zaś zmierza do nieoczekiwanego i zaskakującego finału, który jednocześnie jest początkiem dalszej historii młodych dziedziców imperium.

„Akacja”, to ponadczasowa historia o dorastaniu do ważnej roli, o wyborach i ich skutkach, za które odpowiedzialność ponoszą inni. O ludziach, którzy potrafią nisko upaść, ale także podnieść się po niepowodzeniu. To opowieści o świecie tak podobnym do naszego – pełnym dwuznaczności, w którym prym wiedzie polityka skierowana na osiąganie zysków, bez oglądania się na koszty. Dzieło Durhama to powieść kompletna i można ją czytać jako zamkniętą całość, a nie tylko jako początek trylogii. Książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć.

Cała recenzja ukazała się na portalu:



Tytuł: Akacja
Autor: David Anthony Durkham
Seria: War With the Mein
Tom: 1
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: listopada 2010
Oprawa: miękka
Format: 125x195
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-7480-180-5
Cena detaliczna: 45,00 zł