sobota, 30 kwietnia 2011

"Dwie karty" Agnieszka Hałas [recenzja]

Bogowie odeszli, znużeni długotrwałą walką ze smokiem postanowili odpocząć poza granicami świata. Wiedzieli jednak, że bez ich pomocy oraz ochrony ludzkość stanie się bezbronna i narażona na ataki z zewnątrz. Użyczyli więc im cząstkę swej mocy i stworzyli Zmroczę czyli barierę ochronną, której zadaniem było oddzielenie materialnego świata od sfer zamieszkałych przez inne istoty. Ostatnim darem jaki ofiarowali człowiekowi była magia pochodząca bezpośrednio od Zmroczy. I tak ci ze śmiertelników, którzy obdarzeni zostali boskim darem, Magowie, stanęli na straży równowagi i ochrony tego świata. Magia jednak została skażona przez demony, który polują na dusze śmiertelników.

W Shan Vaola, mieście nad Zatoką Snów, gdzie ludzie żyją obok magów, odmieńców oraz demonów poruszających się po świecie w przebraniu, pojawia się obcy. Grupa śmieciarzy w trakcie jednej z wypraw natyka się na rannego i na wpółobłąkanego mężczyznę, który nie pamięta ani kim jest ani skąd pochodzi. Zabierają go ze sobą i pozwalają dołączyć do siebie. Z czasem odzyskuje on fragmenty pamięci, z których składa kawałek po kawałku obraz tego, kim jest oraz przypomina sobie wiedzę magiczną. Okazuje się, że nie jest on zwykłych człowiekiem. Krzyczący w Ciemności czy też Brune Keare jest czarnym magiem, wyklętym i ściganym przez srebrnych, ka-ira, który w wyniku nieznanych okoliczności stracił pamięć. Teraz chcąc poznać prawdę o swoim pochodzeniu postanawia pozostać w Podziemiach, i stworzyć nową tożsamość, która pozwoli mu przetrwać w tym niegościnnym miejscu. Szybko przekonuje się, że pomysł ten ma zarówno plusy jak i minusy. Życie tutaj bynajmniej nie należy do łatwych i nudnych, wręcz przeciwnie, na każdym kroku trzeba uważać, nigdy nie wiadomo, co można napotkać za następnym zakrętem. Na swej drodze spotka demony, magów, alchemika, szczurołapa i wiele innych, barwnych oraz mniej lub bardziej przyjaźnie nastawionych postaci.

piątek, 29 kwietnia 2011

Zima mej duszy - Marcin Pągowski [recenzja premierowa]

Zima mej duszy, to literacki debiut Marcina Pągowskiego i – co trzeba przyznać – debiut całkiem udany. Od razu trzeba zaznaczyć, że nie pisze on o niczym nowym, jego książka jest schematyczna i zbudowana na motywach często wykorzystywanych w literaturze przez różnych twórców. Autor udowadnia jednak, że o niektórych sprawach nie napisano jeszcze wszystkiego, a przynajmniej, nie w taki sposób jak on to zrobił. Historia jaką przedstawia to nie bajeczka na dobranoc; jest intrygująca, burzliwa i momentami szokująca. Nie ma tu miejsca na szlachetne postępki, ratowanie dziewic z opresji, niepotrzebne machanie mieczem czy rzucanie zaklęć gdzie popadnie. Wręcz przeciwnie, pełno jest w niej przemocy, brutalnej i krwawej, działań jedynie we własnym interesie i czynów niezbyt chwalebnych, ale trzeba przyznać skutecznych w swym zamyśle.

środa, 27 kwietnia 2011

Diabeł na wieży - Anna Kańtoch [recenzja]

Niepowtarzalny klimat towarzyszący nam od samego początku, przewrotnie zawiązana i sprawnie prowadzona intryga, sugestywne oraz przemyślane opisy, i bohater, tak zwykły w swej niezwykłości, to tylko niektóre elementy zgrabnego, pełnego napięcia, ale nade wszystko arcyciekawego oraz niezwykle wciągającego zbioru opowiadań pt. „Diabeł na wieży”.

Zbiór składa się z sześciu opowiadań, które powiązane są ze sobą w spójną oraz chronologiczną całość. To pierwsza antologia Anny Kańtoch, dwukrotnej laureatki Zajdla, zawierająca teksty poświęcone Domenicowi Jordanowi. Każdy tekst jest niezwykle dopracowany, a wręcz dopieszczony, dzięki czemu to swoiste perełki, z oryginalnym rozwiązaniem narracyjnym i zaskakującą intrygą, w która wplatany zostaje główny bohater.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Recenzja: Rozgwiazda - Peter Watts

Peter Watts, kanadyjski pisarz i biolog morski, w swojej debiutanckiej powieści zabiera nas w pełną niebezpieczeństw podróż na dno oceanu, w niezgłębiony mrok, gdzie wszystko jest niewiadomą, do królestwa morskich stworów i ogromnego ciśnienia. Do miejsca, w którym jedyną osoba, na której możesz polegać jesteś tylko Ty.

Akcja „Rozgwiazdy”, pierwszego tomu trylogii, dzieje się w niedalekiej przyszłości, w której ludzie skierowali swój wzrok ku niezbadanym terenom ziemskiego globu, jakimi są morskie głębiny. Trzy kilometry pod powierzchnią Pacyfiku, pośród klifów i rowów Grzbietu Juan de Fuca zbudowana został jedna z elektrowni czerpiących energię z prądów geotermalnych, stanowiących obecnie główne źródło elektryczności dla całego wybrzeża. Jednak praca na takiej głębokości niesie ze sobą ogromne niebezpieczeństwo, trudne warunki pracy i duży stres. W tracie poszukiwań najlepszych osób do tego typu zajęcia okazuje się, że idealnymi kandydatami na ryfterów są jednostki, które w trakcie swojego życia przystosowały się do przebywania w niebezpiecznym otoczeniu. Pracownikami stacji Beebe zostają ludzie doświadczeni przez los, aspołeczni, naznaczeni przez innych, wykluczeni z ram społeczeństwa, przyzwyczajeni do obrażeń cielesnych oraz ciągłego stresu. Wśród nich znajdziemy osoby wykorzystywane w dzieciństwie, niedoszłych samobójców, nałogowców czy nawet pedofila. Autor nie bawi się w konwenanse, wybiera takie osoby, dla których życie w morskiej otchłani zdaje się być jedynym miejscem, w którym mogą w miarę normalnie funkcjonować. To, co przeżyli wcześniej wyrobiło w nich indywidualny mechanizm obronny, który pozwala im pracować w takich warunkach. Nikt jednak nie przewidział, że ręku wyrzutków oraz tych, którymi wszyscy pogardzają znajdą się losy całej ludzkości, w otchłani czai się bowiem coś o wiele groźniejszego niż to, z czym ludzkość miała dotąd do czynienia.

Autor przedstawia nam fascynującą i wciągająca opowieść, która dostarcza niemałych doznań oraz emocji. Fabuła w książce toczy się spokojnie, poznajemy życie w stacji i na zewnątrz, pracę przy obsłudze elektrowni oraz relacje, jakie zachodzą pomiędzy poszczególnymi ryfterami. Z czasem akcja nabiera tempa oraz kolorytu, wzrasta napięcie, mamy kilka naprawdę ekscytujących oraz mrożących krew w żyłach momentów, niejednokrotnie drastycznych i szokujących. Watts wie jak potęgować odpowiednie odczucia i wywoływać u czytelnika stosowne wrażenia. Cały czas towarzyszy nam aura grozy, tajemniczości i uczucie ciągłego zagrożenia, oraz strach przed tym, co nieznane.

Opisy fauny i flory istniejącej na dnie są niebywale realistyczne, wiarygodne i niezwykle sugestywne. Trzeba przyznać, że autor odwalił kawał dobrej roboty, przedstawiając życie w morskiej czeluści oraz mieszkańców tej krainy. Nie ma, co się zresztą dziwić, patrząc na jego wykształcenie. Pisarz wychodzi naprzeciw czytelnikowi i wyjaśnia, co trudniejsze pojęcia oraz przytaczane procesy czy występujące zjawiska. Dzięki temu nie trzeba posiłkować się innymi źródłami, a do tego wszystko to robi w sposób przystępny i ciekawy, używając prostego oraz zrozumiałego języka. Jednak opisy niektórych rzeczy jak na przykład skutków przebywania w takich warunkach czy zmagań ryfterów z niektórymi stworami tylko potęgują wrażenie ciągłego zagrożenia.

Siłą powieści są bohaterowie, znakomicie skonstruowani, niezwykle złożeni i emocjonalni, czynnie biorący udział w toczących się wydarzeniach, zaznaczający swoja obecność słowami oraz działaniami. Jednostki dynamiczne, zmieniające się pod wpływem otoczenia, w jakim się znalazły. Ryfterzy, to ludzie zmodyfikowani tak by żyć w trudnych warunkach panujących na dnie Pacyfiku, dla których praca staje się życiem i celem samym w sobie, a głębia jedynym miejscem, w którym chcą przebywać. Czarnym charakterem tej powieści nie jest coś nadprzyrodzonego, zagrożenie z kosmosu czy cud techniki, ale sam człowiek oraz mroczne zakamarki jego duszy i to, co kryje w sobie. Przeszłości i dokonane wybory ukształtowały ryfterów, determinują ich losy oraz działania, przez co zło jest w swej postaci przerażające i namacalne.

„Rozgwiazda”, to pozycja, która zaciekawi i wciągnie nawet najbardziej wymagającego czytelnika. Książka, którą po prostu trzeba przeczytać. Zdecydowanie polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Wydawnictwo: Ars Machina
Seria: Rifters (#1 w serii)
Rok wydania oryginału: 1999
Liczba stron: 370
Format: 12 x195 mm
Oprawa: miękka
Data wydania: kwiecień 2011
Cena detaliczna: 37,90 zł

piątek, 22 kwietnia 2011

Recenzja: Wilczy Legion - Adam Przechrzta

„Wilczy Legion”, to kilkaset stron prawdziwie wybornej uczty czytelniczej. Miłość, śmierć, poświęcenie, honor i walka, a wszystko w obronie orła w koronie.

Opowieść o prawdziwych Łowcach, ludziach działających w cieniu, wilkach atakujących z ukrycia. „Dwójkarze” niczym wataha wilków trzymaj a się zawsze razem i chronią swą ojczyznę jak młoda swe szczenięta. Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych i większej świętości ponad Ojczyznę. To nie bajeczka na dobranoc, ale historia burzliwa i intrygująca, kreślona dziurami od kul i cięciami szabli, czynami choć nie zawsze chwalebnymi, ale skutecznymi w swym zamyśle, takimi, o których nie przeczytasz w podręczniku do historii.

Pisarz pokazuje dwudziestolecie wojenne w całkiem innej perspektywie. Nie ma tu miejsca na czerń i biel, jest tylko wszechogarniającą szarość. Wojna wisi na włosku, Europa zbroi się, państwa nie bacząc na ofiary testują nowe rodzaje broni, które dają niesamowite, ale i straszne możliwości. Broni, która na zawsze zmieni oblicze Europy, a nawet i Świata.

Major Johannes Krohne, jeden z watahy, ulubieniec Piłsudskiego, prawdziwy wilk, cyniczny, bezwzględny i brutalny, śmiertelnie niebezpieczny dla wrogów, wierny dla przyjaciół, walczący z wielką zawziętością i determinacja w imię interesu innych ludzi, ale i dla własnych korzyści. Oddany swej ojczyźnie, oddziałowi i przyjaciołom, dla którego liczy się honor. Człowiek od brudnej roboty, który nie boi się splamić swych rąk krwią. Działający z ukrycia – postać drugiego planu, wzbudzający swą odwagą i skutecznością popłoch, ale i szacunek w szeregach wroga. To świetnie skrojona postać, o intrygującej osobowości i twardym charakterze.

Przechrzta serwuje nam jazdę bez trzymanki po przedwojennej Polsce. „Wilczy Legion” to sprawnie napisana książka, pełna wartkiej akcja, oryginalnych bohaterów i swoistego humoru.

Piękne kobiety, operacje szpiegowskie, zapierające dech w piersiach potyczki na śmierć i życie. A wszystko to w świetnie skomponowanym zbiorze opowiadań napisanym w sposób przystępny i ciekawy. Autor stworzył książkę sensacyjno-przygodową, która bez trudu wciągającą czytelnika do końca i dostarcza mnóstwa rozrywki każdemu, kto po nią sięgnie.

Okładka: Piotr Cieśliński
Ilustrator: Jarosław Musiał
Miejsce wydania: Lublin
Liczba stron: 416
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7574-157-5
Wydanie: II
Data wydania: październik 2009

niedziela, 17 kwietnia 2011

Recenzja: Bitwa w Labiryncie - Rick Riordan

Percy Jackson posiada niebywały talent do pakowania się w różnego rodzaju kłopoty, można wręcz powiedzieć, że osiągnął w tym swego rodzaju mistrzostwo. Nie jest ważne, że stara się z całych sił by wszystkie szło dobrze i po jego myśli, po prostu taki już jest i wiąże się to z jego pochodzeniem. Percy jest bowiem herosem, półbogiem i synem Posejdona, władcy mórz. Takie pochodzenie bynajmniej nie niesie ze sobą samych plusów, o czym główny bohater z czasem się przekonuje, i to niejednokrotnie w sposób bolesny.

Szkoła to jedno z tych miejsc, w których przyciąga on problemy jak magnes, i zawsze coś musi pójść nie tak. Nauczycielka okazuje się być polująca na niego Erynią, mecz w koszykówkę z przyjezdną drużyną zmienia się w walkę na śmierć i życie z grupą Lajstryngów, a na zwykłej szkolnej potańcówce dochodzi do starcia z Mantikorą. Tym razem Percy wpada w łapy piekielnych cheerleaderek, które w rzeczywistości są empuzami, protoplastkami wampirów, które łakną krwi mężczyzn. W wyniku potyczki z nimi szkoła prawie idzie z dymem, a Percy cudem ratuje się z opresji dzięki niespodziewanej pomocy ze strony pewnej śmiertelniczki o niezwykłych zdolnościach. Jednak to nie koniec złych wiadomości. Obóz Herosów jest zagrożony i w każdej chwili może zostać zaatakowany przez armie Kronosa.

„Bitwa w Labiryncie”, to już czwarty tom serii „Percy Jackson i Bogowie olimpijscy”, w której to na głównego bohatera i jego przyjaciół czeka nie lada wyzwanie, muszą udać się w podróż do labiryntu stworzonego przez największego wynalazcę w całej historii świata, Dedala i odnaleźć go by uratować Obóz Herosów. Jednak Labirynt poprzez wszystkie te lata rozrósł się do ogromnych rozmiarów, a poruszanie się po nim wymaga od każdego śmiałka nie lada odwagi oraz wytrwałości i determinacji, jest on pełen pułapek, ślepych odnóg i potworów, które tylko czyhają na nieostrożnego podróżnika. Każda wybrana ścieżka może być tą właściwą, ale równie dobrze może prowadzić donikąd. Percy wyrusza razem z Annabeth, Groverem i Tysonem by wypełnić zleconą przez wyrocznie misję. Na swojej drodze spotkają zarówno przyjaciół, jak i wrogów, odnajdą tego którego tak wielu szukało, poznają smak porażki oraz gorycz zwycięstwa, staną przed wyborami, od których niejednokrotnie zależeć będzie wiele, takie które przyniosą zarówno dużo cierpienia, ale i radości oraz iskierkę nadziei na przyszłość.

Rick Riordan przyzwyczaił nas, że pomimo schematyczności jego książki czyta się z zapartym tchem od pierwszej do ostatniej strony. Nie inaczej jest z jego nową książką, która posiada niepowtarzalny klimat, ciekawie zawiązaną intrygę i niebanalne rozwiązanie fabularne. W zgrabnie stworzonej powieści mamy mnóstwo ekscytujących momentów, które dostarczają dużych wrażeń, kilka naprawdę niespodziewanych zwrotów akcji, świetnie umiejscowionych, napięcie, które rośnie wraz z toczącymi się wydarzeniami i aurę tajemniczości oraz grozy. „Bitwa w Labiryncie” jest pozycja zajmującą, z prostymi i dobrze skonstruowanymi dialogami, przezabawnymi sytuacjami i sugestywnymi opisami, które oddziałują na wyobraźnię. Widać również kolejną zmianę w bohaterach, to, czego są uczestnikami oraz świadkami wpływa na nich i na to jak postrzegają świata, dorastają, miewają kolejne rozterki, chwile zwątpienia, ale i muszą podejmować trudne wybory, za których skutki muszą brać odpowiedzialność

To, co niewątpliwie stanowi o sile i oryginalności powieści to wplatanie do fabuły nawiązań do mitologii greckiej, wykorzystanie jako aktorów uczestników tych opowieści, zarówno bogów jak i potwory czy inne mityczne postacie. Tym razem autor przedstawia nam osobę Dedala, genialnego, choć zgorzkniałego wynalazcę i sługę króla Minosa, który poprzysiągł mu wieczną zemstę za to jak zrobił z niego pośmiewisko. Spotkamy wielkiego boga Pana, dotrzemy do kuźni Hefajstosa i na ranczo, w których hodowane są boskie zwierzęta, w tym słynne mięsożerne konie Augiasza. Na drodze bohaterów stanie osławiony sturęki Briareus, bogini Hera, tajemniczy telchinowie i piekielny ogar, o wdzięcznym imieniu pani O’Leary. Percy pozna kolejnego syna Posejdona, który bynajmniej nie będzie nastawiony przyjaźnie, odkryje gorzką historię pewnej królewny, która dała się wykorzystać znanemu herosowi, pozna ludzką twarz boga wina oraz historię, jaka stoi za tym, co stało się z Dedalem, przekona się na własne oczy jak potężny może być Kronos i znajdzie się na wyspie należącej do córki Atlasa, Kalipso, której bogowie przeznaczyli okrutny los. Na końcu zaś razem z innymi herosami będzie musiał stanąć do walki, od której zależeć będzie przetrwanie miejsca, które stał osiedla wielu z nich prawdziwym domem.

Fanów cyklu nie trzeba zbytnio przekonywać. Jeśli podobały ci się poprzednie tomy, ten również przypadnie ci do gustu. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Wydawnictwo: Galeria Książki
Seria: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (#4 w serii)
Cena detaliczna: 34,90 zł
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 364
Data wydania: wrzesień 2010

czwartek, 14 kwietnia 2011

Recenzja: Assassin’s Creed. Renesans - Oliver Bowden

Florencja, roku pańskiego 1476. Młody potomek rodu Auditore di Firenze, Ezio, niespodziewanie dla samego siebie musi zmierzyć się z okrutną rzeczywistością. Jego ojciec i bracia zostają niesłusznie oskarżeni o zdradę, a następnie straceni na jego oczach. Obdarty z majątku i dobrego imienia staje się uciekinierem. Razem z matką i siostrą udają się do wuja. Ten odkrywa przed nim rodzinny sekret i prawdę o tym, kim jest. Okazuje się, że rodzina Auditore to z pokolenia na pokolenie Assassyni. Zabójcy, którzy starają się udaremnić templariuszom próbę przejęcia władzy w Europie.

Śmierć bliskich, w połączeniu z rodzinnym obowiązkiem, stają się dla niego impulsem, który nadaje jego życiu określony kierunek. Wendetta staje się jego imieniem i celem samym w sobie. Od tej pory sprawiedliwość ma dla niego tylko jeden kolor – kolor czerwieni. O tym, gdzie zaprowadzi go ta krucjata, trzeba dowiedzieć się samemu. Warto dotrzeć do końca książki i przekonać się, że walka o większe dobro, to okrutna siła, zdolna do wielu wyrzeczeń, gdzie jeden człowiek można stanowić różnicę i stać się przyczyną zmian.

Ezio Auditore to idealny przykład bohatera dynamicznego. Z awanturniczego i lekkomyślnego chłopaka, przeistacza się w bezwzględnego zabójcę. Dorasta do roli, jaką przygotowało mu przeznaczenie. Pomocne są mu w tym kolejne treningi, zdobywanie nowych umiejętności, ale i coraz lepsze uzbrojenie. Nieugięty i bezlitosny, a do tego naznaczony piętnem tragizmu, nie cofnie się przed niczym. Z wielką zawziętością i determinacją dąży do oczyszczenia dobrego imienia rodu Auditore. Momentami jest cyniczny, ale łatwo się do niego przywiązać.

Fabuła jest spójna, czytelnik nie ma problemu z jej zrozumieniem. Autor wykonał kawał dobrej roboty. Dialogi są bardzo dobrze skonstruowane, aczkolwiek wtrącanie do nich włoskich słówek czy wulgaryzmów, wydaje się naprawdę zbędne. Burzliwe losy Ezio to pozycja wciągająca, którą czyta się szybko i co najważniejsze, przyjemnie. Pisarz z wprawą manipuluje naszymi nastrojami. Akcja jest szybka i wartka, momentami uspokaja się, by w najmniej spodziewanym momencie nabrać niesamowitego tempa. Niezliczona ilość walk, potyczek i bitew pozytywnie wpływa na wrażenia wyciągane z lektury. Nie możemy narzekać na nudę i brak akcji. Razem z głównym bohaterem poruszamy się po włoskich miastach. Opisy określonych lokacji w książce są dopracowane i wymowne, przez co mają w sobie mnóstwo realizmu. Dzięki temu wydaje nam się jakbyś my tam byli. Bowden, jak na specjalistę od renesansu, pracę domową odrobił celująco.

Starannie naszkicowane postacie drugoplanowe to kolejna zaleta książki. Główny bohater na swojej drodze spotyka mnóstwo mniej lub bardziej barwnych osób. Niektóre z nich to postacie historyczne, jak choćby Leonardo da Vinci, Niccolò Machiavelli czy Rodrigo Borgia.. Szkoda tylko, że ich udział w fabule momentami jest bardzo „oszczędny”, a ich potencjał niewykorzystany w wystarczającym stopniu.

Podsumowując książka nie rozczarowała mnie, ale też nie oczekiwałem od niej zbyt wiele. Autor stworzył powieść, którą czyta się szybko i przyjemnie. Pozycja przypadnie do gustu wszystkim, którzy szukają czegoś do czytania w zimowe wieczory.

Recenzja ukazała się na portalu:



Autor: Oliver Bowden
Tytuł: Assassin’s Creed - Renesans
Seria: Assassin’s Creed
Tłumaczenie: Tomasz Brzozowski
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: Listopad 2010
ISBN-13: 978-83-61428-23-7
Oprawa: miêkka
Format: 140x210 mm
Liczba stron: 488
Cena: 40,00 zł

niedziela, 10 kwietnia 2011

Recenzja: Excalibur - Bernard Cornwell

„Excalibur”, to trzecie i niestety ostatnie już spotkanie z bohaterami trylogii Arturiańskiej angielskiego pisarza Bernarda Cornwella. Opowieści przedstawiającej całkiem nowe wyobrażenie legendarnych postaci takich jak Artura, Merlin czy Ginewra. Autor w trzecim tomie zmierza ku finałowi tej zaskakującej i barwnej historii, gorzkiemu i smutnemu końcowi, ale nade wszystko satysfakcjonującemu. Można stwierdzić, że chciałoby się czegoś więcej, ale każde inne zakończenie byłoby po prostu nie na miejscu. Cornwell w idealny sposób podsumował swoją opowieść i oddał należyty hołd legendzie „Jedynego i Przyszłego Króla”.

Rewolta Lancelota zostało zniszczona, a jego knowania wraz z Ginewrą oraz innymi osobami odkryto, a winnych należycie ukarano. Jednocześnie zdrada małżonki, kolejne zło, wyrządziło ogromną szkodę i wpłynęła na Artura oraz ich małżeństwo, będąc przysłowiowym gwoździem do trumny. Atak Saksonów został odparty i póki, co zapanował spokój, jednak na horyzoncie pozostało najgorsze z zagrożeń, które jeszcze bardziej urosło, czyli chrześcijaństwo. Ekspansywna i niejednokrotnie brutalna polityka wprowadzania nowej religii coraz bardziej oddziałuje na społeczeństwo, szczególnie na tych, którzy nadal wierzą w starych Bogów. Artur rozdarty między dwoma systemami religijnymi nie wie, co robić. Z jednej strony w Jedynego Boga zaczyna wierzyć coraz więcej ludzi, z drugiej Merlin i Nimue nawołują, że wśród Starych i prawdziwych Bogów należy szukać ratunku oraz ocalenia. Największy z Druidów zebrał wszystkie skarby i ostatnie, czego potrzebuje przy ich przyzwać to miecz Artura, tytułowy Excalibur.

Jednak to nie jedyne ze zmartwień Artura, inny groźniejszym jest Mordred, który dąży do osiągnięcia pełni władzy jako prawowity następca Uthera. Wszystko rozegra się w finałowym starciu, które z legend wiemy jak się zakończy, ale mimo wszystko czytając możemy zostać zaskoczeni.

Książka kończąca trylogię Arturiańską to zdecydowanie najlepsza jej część. Wszystkie wydarzenia znajdują w niej swój finał, poznajemy odpowiedzi na postawione przez autora pytania w poprzednich tomach, choć może nie na wszystkie, ale część tajemnic po prostu lepiej żeby była nie odkryta, dzięki czemu pobudza to naszą wyobraźnię do działania. Po raz kolejny głównym i jedynym narratorem jest Derfel, obecnie schorowany stary zakonnik, jednak wcześniej jeden z przybocznych Artura, jego przyjaciel i wojownik w armii. Wspomnienia, które przekazuje królowej Ingrain to niejako jego rozliczenie z tamtym okresem i chęć przeżycia na nowo radosnych, ale i bolesnych chwil z przeszłości. Wreszcie poznajemy, w jaki sposób stracił dłoń, co stało się z Arturem i jak dużo musiał poświecić Derfel poświęcić.

Autor udowadnia po raz kolejny, że jego talent do tworzenia niesamowitych historii jest ogromny, a łączenie fikcji literackiej z prawdą historyczna oraz praca badacza wychodzi mu po prostu świetnie. Styl, jakim napisany jest „Excalibur” jest lekki i przyjemny w obiorze, z prostym językiem, przejrzystą i pełna wartkiej akcji fabułą, z mnóstwem naprawdę dobrych punktów zwrotnych i ekscytujących momentów, które dostarczają niesamowitych wrażeń. Opisy stworzone przez Cornwella ponownie są niezwykle dopracowane, pełne realizmu i sugestywne, co pozwala czytelnikowi jeszcze lepiej wczuć się w toczące się wydarzenia. A do tego aura niepokoju, tajemniczości i napięcie, która nie odstępuje nas a ni na krok.

Jeśli czytaliście poprzednie tomy i podobały wam się, to „Excalibur” tym bardziej przypadnie wam do gustu. Tym,którzy nie czytali polecam najpierw zapoznać się z poprzednimi tomami, a zapewniam, że warto. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Wydawnictwo: ERICA
Seria: Trylogia Arturiańska (#3 w serii)
Miejsce wydania: Warszawa
Tytuł oryginalny: Excalibur: A Novel of Arthur
Liczba stron: 572
Format: 140 x 205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788362329113
Wydanie: I
Data wydania: luty 2011

czwartek, 7 kwietnia 2011

Recenzja: Martwe jezioro - Marcin Mortka

Był to czas krwawy i brutalny, czas dla odważnych i zdecydowanych. Był to dobry czas. I trwał, aż pewnego dnia na horyzoncie pojawiły się żagle obcej flotylli, a niebo przesłoniły skrzydła Smoczycy.
Smoczyca tchnęła Przekleństwem w tych, którzy śmiali się jej przeciwstawić. Jednym zabrała mowę, drugim sen, kolejnym szansę na długie życie, a jeszcze innych kazała wytępić, by żaden nie ocalał. Elfy skryły się w dalekiej krainie, a krasnoludy uciekły w trzewia gór. Naród po narodzie upadał pod jarzmem jej wojsk, niezdolny do przeciwstawienia się Smoczym Armiom Tuaiscearian. I tak oto nastał czas zły.

Nic jednak nie zapowiadało jeszcze gorszych dni, gdy pojawił się Jaszczur, a po nim Smoczęta. Ludzie, widząc bezradność władz, zebrali się by przeciwstawić się najeźdźcy w ostatnim zrywie – powstaniu, które nazwano Burzą, bo wstrząsnęło posadami całego imperium. Zwycięski pochód zakończył się ostatecznie klęską w starciu, które potomni nazwali Bitwą Pogodzonych. Wtedy nastał czas tak zły jak nigdy dotąd. Ziemia poczęła się trząść i burzyć. Ludzie zaczęli mówić o Końcu, który swój początek ma mieć na drugim brzegu Martwego jeziora…

Piątka śmiałków w wyprawie w nieznane, smoki, gobliny i inne monstra, to elementy zgrabnej, sprawnie napisanej, pełnej napięcia oraz ogromnego poczucia humoru fabuły. Marcin Mortka swoją powieścią sprawia, że gatunek fantasy na nowo odżywa i nie są to bynajmniej puste słowa. "Martwe jezioro" nie przeciera nowych szlaków w literaturze, czytając powieść łatwo zauważyć, że autor nie pisze o niczym nowym, nie ma tu nic, o czym byśmy dotąd nie przeczytali. Pisarz wykorzystuje motywy znane z dzieł innych twórców, powielane wielokrotnie i wykorzystywane na tyle sposobów, że trudno je zliczyć. Jednak to, co odróżnia jego powieść od innych jej podobnych pozycji to powiew świeżości, jaki nadaje tym schematom. Odkrywa je po raz kolejny, bierze i kształtuje je w coś całkiem odświeżającego i nowego, przekuwa na kowadle swojej wyobraźni. Jego styl jest nowatorski, a do tego przyjemny w obiorze. Z łatwością pokazuje, że heroic fantasy nigdy nie umrze, że była, jest i będzie zachwycać rzesze czytelników. Czasem wystarczy pisać o tym co wszyscy znają, jedyną i znacząca różnicą jest to, w jaki sposób zostanie to napisane i przekazane czytelnikowi.

Osią całej powieści jest chęć przebycia przez grupę bohaterów tytułowego Martwego jeziora i dotarcie na jego drugi brzeg. Podróż na pozór prosta i bezpieczna, jednak jak dotąd nikomu przedsięwzięcie to się nie udało. Wszystkich, którzy się go podejmowali, wcześniej czy później znajdowano martwymi. Jednak tym razem wyrusza grupa zdeterminowanych i nakierowanych na jedno osób. Każde z nich ma swój własny określony cel w przebyciu jeziora i nie cofnie się przed niczym ani nikim, by tego dokonać. Jednak jezioro pełne jest pułapek, ślepych zatoczek i potworów czyhających na nieostrożnych podróżnych, a wysepki rozsiane wśród jego wód kryją własne, mroczne tajemnice.

W trakcie podróży każdy z uczestników w ten czy inny sposób zdradza swój cel i to, dlaczego wyruszył w tę niebezpieczną podróż. Jednakże to, co zastają u kresu swojej podróży zmieni ich całkowicie, sprawi, że staną się czynnikiem, a od podejmowanych przez nich wyborów i dróg zależeć będzie przyszły kształt świata

Główną postacią w powieści jest pułkownik Mads Voorten, Ostrze Burzy, założyciel i dowódca Wiatru, najlepszego oddziału lekkiej kawalerii po stronie Sojuszu. Bohater, który intryguje od samego początku i od razu zyskuje nasza sympatię, twardy, zdecydowany, a do tego cyniczny. Jego podejście do świata i niektórych spraw doprowadza momentami do śmiechu, ale i chwili zastanowienia. Burza, i wydarzenia po niej ukształtowały go i sprawiły, że stał się tym, kim jest – niezłomnym i bezlitosnym wojownikiem, człowiekiem słownym i zapamiętałym w tym, co robi. Mimo niezadowolenia ze strony niektórych członków wyprawy staje się ich dowódcą. Jego słowne potyczki i starcia z bohaterami są chwilami przezabawne, szczególnie te, które odbywa z Malhornem.

Postacie drugoplanowe także zasługują na dużą pochwałę, są świetnie dopracowane, nieobliczalne w swych działaniach, a co najważniejsze rozbudowane i dające o sobie znać w trakcie lektury. Nie siedzą z założonymi rękami, nie są biernymi obserwatorami, ale czynnymi uczestnikami, przedstawicielami określonych nacji czy grup, które chcą, mogą i maja coś do powiedzenia na temat tego jak funkcjonuje ich świat, a co najważniejsze starają się coś z tym robić.

"Martwe jezioro" jest sprawnie napisana powieścią, bezpretensjonalną i przejrzystą, z prostym językiem, ciekawą i wciągająca fabułą. Wizja świata stworzona przez autora jednocześnie oczarowuje i przeraża. Zmyślnie i kunsztownie prowadzona akcja dostarcza niemało emocji i świetnej rozrywki, a niespodziewane zwrotny akcji wpływają pozytywnie na wrażenia wyciągane z lektury. Postacie, które pojawiają się w powieści od razu przypadają do gustu, nawet niektóre stwory takie jak Żmijka, Skirne czy pewien gadający kruk, ze swoimi wkurzającymi innych komentarzami zapadają w pamięć. Dodatkowo książka bogata jest w kulturowe odniesienia, które autor umiejętnie wplata do stworzonej przez siebie opowieści. Wszystko to przyprawione zostało szczyptą prawdziwie zabawnego czarnego humoru, mnóstwa kuriozalnych sytuacji i mnogością dialogów, z jednej strony zabawnych, a z drugiej sarkastycznych i pełnych ironii, a do tego poprzeplatanych przekleństwami, co niektórym może przeszkadzać.

Nowa powieść Mortki dostarcza wszystkiego, czego oczekujemy od dobrej literatury rozrywkowej. Mamy starcia na miecze, pojedynki z wykorzystaniem magii, grupę śmiałków, która nie cofnie się przed niczym byle osiągnąć wyznaczony cel, potwory, które dybią na ich życie oraz wyprawę ku nieznanemu, od której zależeć będą losy świata. "Martwe jezioro" to fascynująca, zabawna i porywająca opowieść, która wciąga czytelnika bez reszty. Zdecydowanie polecam.

Recenzja ukazała się na portalu:



Tytuł: Martwe jezioro
Autor: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 8 kwietnia 2011
ISBN: -83-7574-484-2
Oprawa: miękka
Format: 125x195 mm
Liczba stron: 312
Seria: Asy polskiej fantastyki

środa, 6 kwietnia 2011

Recenzja: Klątwa Tytana - Rick Riordan

„Klątwa Tytana” to kolejne, trzecie już spotkanie z herosami, greckimi bogami oraz wszelkiej maści mitycznymi stworzeniami, i po raz kolejny obfitujące w mnóstwo niesamowitych zdarzeń, boskich spotkań, starć z potworami oraz zmagań z odradzającym się Kronosem.

W poprzednim tomie Percy znowu pokrzyżował plany tytana, sprzątnął mu sprzed nosa magiczny artefakt, jakim jest złote runo oraz uratował sosnę Thalii. Przynajmniej tak sądził, król tytanów pokazał jak przebiegły i dalekowzroczny potrafi być, runo nie tylko zniszczyło truciznę, jaką zatrute zostało drzewo, ale przy okazji uzdrowiło też Thalię, córkę Zeusa, która zamieniona była w drzewo. Pojawienie się dziecka Wielkiej Trójki sprawiło, że Wielka Przepowiednia nie dotyczy już tylko Percy’ego, Kronos załatwił sobie nową postać, dzięki której może wpływać na przyszłe wydarzenia.

Tym razem przed bohaterami stoi nie lada wyzwanie. W trakcie wyprawy do szkoły po dwójkę młodych herosów, Percy, Annabeth i Thalia natykają się mantikorę. Dochodzi do starcia, w ostatniej chwili herosów ratują Łowczynie, potwór jednak ucieka zabierając ze sobą córkę Ateny.

Jednak to nie koniec przykrych wiadomości, w trakcie polowania na stwora z dawnych wieków znika Artemida. Na poszukiwania zaginionej bogini łowów wyruszają dwie łowczynie wspierane przez dwójkę herosów i satyra. Nie wiedzą, ze podróż będzie wymagała od nich wiele poświęcenia i wyrzeczeń. Czy im się uda? Jaki los spotkał Annabeth i kim jest tajemniczy Generał? To wszystko i jeszcze więcej czeka na każdego, kto sięgnie po książkę. A naprawdę warto.

Riordan po raz kolejny daje nam to wszystko, za co pokochaliśmy serię o przygodach Percy’ego i innych herosów. Jednak tym razem jest widoczna duża zmiana w opowiadanej przez autora historii. Bohaterowie nie są już dziećmi, dorastają, pojawiają się pierwsze rozterki miłosne oraz chwile zwątpienia, muszą zmagać się z wieloma trudnymi wyborami i ich skutkami, niejednokrotnie takimi, które nie niosą jedynie radości, ale również cierpienie. Wydarzenia, jakich uczestnikami stają się herosi kształtują ich osobowość i pokazują jak ciężkie jest życie, gdy za jednego z rodziców ma się boga bądź boginie.

W poprzednich tomach widać było, ze główne postacie były „niezniszczalne”, „kule się ich nie imały” i z każdej przygody wychodzili cało. Tym razem jest inaczej, autor nie chroni ich już przed niczym, muszą polegać na sobie i swoich umiejętnościach, w pewnym momencie pojawia się też śmierć.

Tak jak wcześniej ponownie mamy mnóstwo nawiązań do mitologii, poznajemy nowe bóstwa z olimpijskiego panteonu – Artemidę, boginię łowów, jej brata Apollo i piękną, choć niebezpieczną Afrodytę. Na scenie pokazują się kolejne jednostki, które mogą wpłynąć za przepowiednię, mamy nawiązanie do jednej z 12 prac pewnego herosa, zaś Percy odkrywa smutną historię związaną z jego mieczem. Odwiedzamy śmietnik boskiego kowala, stajemy w szranki z lwem nemejskim i spotykamy pewną śmiertelniczkę obdarzoną niezwykłym darem. A to tylko niektóre z rzeczy, które na nas czekają, gdy otworzymy książkę i zagłębimy się w lekturę.

Wartka i porywająca akcja, które wciąga od samego początku, punkty zwrotne umiejscowione tam gdzie trzeba, tempo, które wzrasta z każdą przewróconą kartką i towarzyszący nam cały czas humor to tylko niektóre elementy sprawnie napisanej powieści. Autor wie jak zainteresować i wciągnąć czytelnika, by ten nie odłożył książki póki jej nie skończy. Jeśli komuś podobały się poprzedni tomy serii to nie trzeba go zbytnio zachęcać by sięgnął i po tę część, Jednak, jeśli ktoś jeszcze nie zna Percy’ego to polecam najpierw przeczytać pierwsze dwa tomy cyklu. Zdecydowanie warto, bo choć książka jest schematyczna, to jednak tak napisana, że czyta się ją błyskawicznie i dostarcza mnóstwa rozrywki. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Wydawnictwo: Galeria Książki
Seria: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (#3 w serii)
Cena detaliczna: 34,90 zł
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydanie: I
Data wydania: marzec 2010

niedziela, 3 kwietnia 2011

Recenzja: Dziedziczki - Andrzej Pilipiuk

Kolejne spotkanie z bohaterkami Pilipiuka to wciąż niesamowite przeżycie. Walka z Bractwem Drugiej Drogi, polowanie na tajemniczego Architekta, zmagania z krwiożerczymi urzędnikami czy tajemniczym stworem to tylko część piekielnie satysfakcjonującej dawki emocji, jakie serwuje nam autor.

Drugi tom cyklu zogniskowany był na zmaganiach alchemika z Bractwem Drugiej Drogi, które to próbowało wydrzeć od Sędziwoja sekret nieśmiertelności. Poniosło ono sromotną klęskę, a jego liczebność znacząco zmalała. Sekret nieśmiertelności pozostał bezpieczny w rękach alchemika Michała. Natomiast łowcy wampirów, którzy usilnie próbowali wyeliminować Monikę, okryli się zawodową hańbą. Ich polowanie okazało się totalną porażką. Nie dość, że ich „cel” okazał się pseudo-wampirem, to młodszy z łowców zakochał się w Monice. I to z wzajemnością. Bohaterowie, którzy stali się nam bliscy w czasie lektury poprzednich tomów, wyszli cało z opresji i nadal cieszą się życiem. Aniołki przetrwały, choć tym razem niewiele brakowało, by było inaczej. Podobnie ma się sprawa z alchemikiem, który uszedł cało z zasadzki Bractwa. Jednak to, co ważne, to radość z możności przeżywania razem z nimi kolejnych przygód, radość z ich obecności, z tego, że żyją. Bo jak mawia alchemik: życie jest cudem.

Ostatni tom o kuzynkach Kruszewskich i wampirzycy Monice nie ustępuje w niczym poprzednim książkom o ich przygodach. Tym razem jednak autor ukazuje je z całkiem innej strony. Dziewczyny chcą się ustatkować i rozpocząć normalne życie. W tym celu podejmą starania o odzyskanie majątku Kruszwice i w miarę możliwe urządzenie go. Wybudowanie dworu na starą szlachecką modłę będzie tylko początkiem większego planu zagospodarowania folwarku. Częścią długofalowego planu związanego z utrzymaniem się na miejscu. Nie można wszakże polegać tylko na sprawczej mocy kamienia filozoficznego.

Dziewczyny będą musiały wziąć sprawę w swoje piękne rączki i wykazać się dużą odwagą, kreatywnością, a przede wszystkim cierpliwością. Jeśli chcą dopiąć swego i osiągnąć zamierzony cel, czekać je będzie mnóstwo pracy. Pilipiuk bynajmniej im nie pobłaża, a wręcz przeciwnie, stawia przed nimi coraz to nowe przeszkody. Spotkają na swej drodze żądnych krwi i mamony urzędników, chłopów chcących powrotu do starego porządku, a także Meteora, tajemniczego stwora z legend i podań ludowych, który dybie na cnotę i życie Moniki.

Wszystko to pisarz przeplata ze sobą i innymi wątkami tworząc w miarę spójną całość. Tekst traktuje nie tylko o przygodach Stasi, Katarzyny i Moniki, ale i o losach Alchemika czy znanych z poprzedniego tomu łowcach wampirów. Bractwo Drugiej Drogi kolejny raz będzie nastawało na życie alchemika, byleby tylko zdobyć jego największy sekret. Natomiast łowcy wampirów tym razem kolejnego celu swych polowań będą szukać w odległej Norwegii. W jednym z miast zapolują na tajemniczego Architekta, powiązanego z większością budowli na świecie. I to od kilku tysięcy lat.

Trzeci tom cyklu to nie tylko nowe przygody, nowi bohaterowie, ale też i nowe miejsca. Fabuła drugiego tomu zobrazowana jest w różnych miejscach w Polsce i za granicą. Kraków, główne miasto dwóch poprzednich tomów, teraz jest tylko tłem pomocniczym akcji książki. Pisarz zmienia miejsca z wprawą prawdziwego mistrza. Z Krakowa przenosimy się do majątku Kruszewice, by po chwili towarzyszyć łowcom w polowaniu w Skandynawii czy Monice podczas schadzek z pewnym malarzem.

Pilipiuk serwuje nam szaloną podróż. Podróż pełną zaskakujących zwrotów akcji, niebanalnych sytuacji, obfitującą w odkrywanie tajemnic Krakowa, Kruszewic czy norweskich miast, a nade wszystko niesamowitego poczucie humoru pisarza. Wycieczki te, choć z pozoru wydają się atrakcyjne, po pewnym czasie stają się jednak męczące dla czytelnika.
Andrzej Pilipiuk to twórca, który charakteryzuje się obszerną wiedzą i to nie tylko z zakresu historii. Wiedzą, którą potrafi w sposób ciekawy przedstawić w swoich dziełach. Pisarz z wielką wręcz ochotą dzieli się nią z czytelnikami. Dzięki „Dziedziczkom” dowiemy się jak zbudować stary szlachecki dwór, poznamy kolejną partię przepisów kulinarnych, zaznajomimy się z dziejami alchemika, dowiemy się czym jest serce słońca i jak pozbyć się tajemniczego Meteora, a także trochę o trudnej, aczkolwiek wspaniałej sztuce malarstwa. A poza tym poznamy dwóch braci zza wschodniej granicy, budowniczego dworów z najsławniejszej gildii, samego Architekta świątyni Salomona czy opata Bractwa Drugiej Drogi.

„Dziedziczki” to już ostatni – przynajmniej na razie – tom cyklu o przebojowych Aniołkach Andrzeja. Opowieść może i się kończy, tak jak zresztą każda książka, jednak trzeba pamiętać, że echo tego, co czytamy, pozostaje w nas samych i w jakiś sposób, mniejszy czy większy, oddziałuje na nas. Opowieść o przygodach Stasi, Katarzyny i Moniki to historia, której nie sposób zapomnieć. Nie jest to dzieło z najwyżej półki, jednakże idealnie wpisuje się w kanon pozycji literatury rozrywkowej. Takiej, po którą warto sięgnąć, którą czyta się lekko i przyjemnie, a przede wszystkim miło się przy niej spędza czas.

Recenzja napisana jakiś czas temu dla portalu HISTMAG.ORG

Tytuł: Dziedziczki
Liczba stron: 304
Wydawca: Fabryka Słów
Cena: 29.95 zł

piątek, 1 kwietnia 2011

Recenzja: Pościg - Clive Cussler


Clive Cussler, pisarz, historyk i odkrywca; kolekcjoner starych pojazdów i współzałożyciel NUMA. Na swoim koncie ma kilkadziesiąt powieści sensacyjno – przygodowych zebranych w kilku seriach, pisanych samodzielnie bądź przy współpracy takich autorów jak m.in. Jack Du Brul (znany z serii o przygodach Phillipa Mercera), Paul Kemprecos czy Dirk Cussler (syn). Do jego najbardziej znanych bohaterów należą Dirk Pitt, Kurt Austin i Juan Cabrillo z załogą statku Oregon.

Jego najnowsza książka pt. „Pościg”, opublikowana przez wydawnictwo Amber, otwiera serię, poświęconą całkiem nowemu bohaterowi. Isaac Bell, to najlepszy detektyw wśród wszystkich pracowników Agencji Detektywistycznej Van Dorna. Dżentelmen i spadkobierca fortuny, który przełożył prowadzenie rodzinnego imperium na rzecz łapania przestępców. Inteligentny i przebiegły, zawsze doprowadza swoje śledztwa do szczęśliwego zakończenia.

Akcja powieści rozpoczyna się w 1950 roku, gdy z rzecznych odmętów zostaje wyciągnięty pociąg z trójką martwych pasażerów. Żeby wyjaśnić okoliczności tej zbrodni pisarz zabiera nas w podróż w czasie. Mamy rok 1906, Isaac Bell zostaje skierowany do sprawy rzeźnika – sprytnego i nieuchwytnego rabusia, który od dwóch lata terroryzuje zachodnie stany USA. Okrada tamtejsze banki i morduje wszystkich świadków, łącznie z kobietami i dziećmi, po czym znika bez śladu. Wszelkie próby wytropienia go spełzają na niczym.

Bell zostaje postawiony przed – wydawałoby się – zadaniem niemożliwym do wykonania. Nie poddaje się i z poszlak przeoczonych przez policję buduje obraz przestępcy – socjopaty i zuchwałego złodzieja. Pojawiają się jednak komplikacje, ktoś podąża śladem detektywa. Wszystkie ślady prowadzą do San Francisco, miasta w przededniu wielkiej katastrofy.

„Pościg” to świetnie skonstruowany thriller historycznym, z elementami kryminału, sensacji i przygody, okraszony spora dawką humoru i niesamowitej rozrywki. Cussler po raz kolejny serwuje nam przejażdżkę kolejką górską bez trzymanki i to na najwyższych obrotach. Mamy bohatera, który od razu przypada nam do gustu, niesamowitą fabułę, pełną naprawdę przewrotnych i nieoczekiwanych zwrotów akcji, aurę niepokoju, która towarzyszy nam przez większą część książki, mnóstwo strzelanin na ziemi i morzu, pościgi autami, (m.in. po zrujnowanym trzęsieniem ziemi San Francisco), a nawet lokomotywami.

Kolejny raz widać świetne przygotowanie pisarza, włożył wiele pracy, by należycie oddać charakter i klimat tamtych czasów. Jego opisy są bardzo realistyczne i sugestywne, co tylko wpływa pozytywnie na wrażenia wyciągane z lektury. To, do czego szczególnie się przyłożył to oczywiście przedstawienie wszelkiego rodzaju środków komunikacji, jakie obecne były wtedy w użyciu – od aut, po motocykle i pociągi, włącznie z tramwajami i dyliżansami. Cussler raczy nas nowinkami technicznymi, ciekawostkami i informacjami na temat danego pojazdu.

Najnowsza powieść Cusslera jest czymś całkowicie innym od tego, do czego nas dotąd przyzwyczaił. Nie znaczy to, że książka jest słaba czy gorsza, wręcz przeciwnie. Czyta się ją szybko i przyjemnie, od pierwszej do ostatniej strony. Fani jego twórczości na pewno się nie zawiodą, ale i ci, którzy szukają dobrej rozrywki również będą zadowoleni.

Recenzja ukazała się na portalu:



Tytuł: Pościg
Autor: Clive Cussler
Wydawnictwo: Amber
Seria: Isaac Bell (#1 w serii)
Liczba stron: 344
Format: 150x210 mm
Oprawa: miêkka
ISBN-13: 9788324137732
Wydanie: I
Data wydania: październik 2010