poniedziałek, 28 marca 2011

Recenzja: Nieprzyjaciel Boga - Bernard Cornwell


Kontynuując historię rozpoczętą w poprzednim tomie trylogii arturiańskiej, Derfel Cadarn przedstawia dalsze koleje losu Artura. „Zimowy Monarcha” kończy się wielkim zwycięstwem Artura i jego armii nad siłami Sylurii dowodzonych przez króla Gundleusa i wojskami Powys, na których czele stanął Gorfyddyd. Zwycięstwo, choć okupione krwią i ofiarą wielu dzielnych wojowników było pierwszym krokiem na drodze do spełnienia się największego marzenia Artura i jednocześnie jego życiowego celu – zjednoczenia wszystkich Brytów pod jednym sztandarem oraz przeciwstawienie się największemu z wrogów, jakim byli Saksonowie.

Zwycięstwo w bitwie stało się bodźcem do dalszych zmian. Na tronie Powys Artur posadził Cuneglasa, syna poprzedniego władcy, który zginął w walce i jednocześnie wielkiego zwolennika Artura oraz jego postulatów. Natomiast Syluria miała dostać się pod panowanie Lancelota, który zostając władcą przypieczętowałby swój nowy status małżeństwem z siostrą Cuneglasa, Ceinwyn. Tak osiągnięty sojusz pomógłby w bardzo dużym stopniu dalszym planom na drodze ku pokojowemu zjednoczeniu Brytó. Jednak rzadko się zdarza tak jak to zaplanowaliśmy. Artur zostaje zdradzony przez osobę, której nigdy by o to nie podejrzewał.

Jednocześnie Kościół coraz bardziej dąży do wyplenienia wszelkich pogańskich praktyk, nie cofając się przy tym przed niczym. Rozpoczynają się krwawe prześladowania i brutalne egzekwowanie nowych praw. Tymczasem Merlin uważa, że ratunku trzeba szukać u prawdziwych, celtyckich bóstw, a jedynym sposobem na ocalenie jest zebranie legendarnych 13 skarbów Brytanii.

"Nieprzyjaciel Boga" w porównaniu z "Zimowym Monarchą" wypada moim zdaniem zdecydowanie lepiej. Widać jak poszczególne postacie dojrzewają, jak poszczególne wydarzenia, których są uczestnikami czy świadkami kształtują ich samych oraz ich przyszłe czyny. Szczególnie widać to w osobie Artura, który z naiwnego i zagubionego wojownika staje się twardym oraz sprawiedliwym władcą. Kolejne potyczki i starcia, zarówno te w polu jak i te słowne, wśród dworzan i innych ludzi zmieniają go. Artur z księcia staje się świetnym materiałem na króla, jednak, co ważniejsze powoli wyrasta dla wszystkich Brytów na prawdziwy symbol walki o wolność. Pokazuje swoją osobą, że Saksonów można pokonać, nie są niezwyciężeni, a każdy Bryt może się do przyczynić do zwycięstwa. Jednocześnie Artur cały czas wierzy w słuszność tego, co robi i w innych ludzi, mimo, że jest niejednokrotnie oszukiwany, wyzyskiwany i zdradzany uparcie dąży do realizacji swoich celów, a wszystkie nieprzyjemności spycha na dalszy plan.

Kolejną postacią świetnie pokazaną jest Derfel Cadarn, narrator i jednocześnie jeden z wojowników Artura. W przedstawianych królowej Ingrain wspomina pokazuje również swoje „przygody”, to jak wyglądało jego życie na służbie u Brytów, mimo że był Saksonem. Widzimy jak awansuje, nie korzystając z protekcji przyjaciela, ale dzięki własnym czynom oraz działaniom.

Kreacja pozostałych postaci również zasługuje na dużą pochwałę. Każda z nich jest jedyna w swoim rodzaju i wnosi bardzo dużo w toczące się wydarzenia, są niezwykle złożone i emocjonalne przez co tak nam bliskie.

Po raz kolejny Cornwell przedstawia czytelnikowi niesamowitą powieść historyczną z barwnym, oraz jednocześnie lekkim i przyjemnym w odbiorze jeżykiem, pełną akcji fabułę, z mnóstwem naprawdę ekscytujących momentów i mnogą ilością sugestywnych opisów. Aura niepokoju i napięcie towarzyszy nam już od pierwszej strony i nie opuszcza nas aż do końca.

Jeśli spodobał Ci się poprzedni tom, to „Nieprzyjaciel Boga” tylko ugruntuje Twoją sympatię do Cornwella i jego opowieści. Zdecydowanie polecam.

Recenzja ukazała się na portalu:



Wydawnictwo: Erica
Seria: Trylogia Arturiańska (#2 w serii)
Cena z okładki: 39,90 zł
Rok wydania oryginału: 1996
Liczba stron: 560
Format: 140x205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydanie: II
Data wydania: wrzesień 2010

czwartek, 24 marca 2011

Recenzja: Świadectwo Judasza - Rainer M. Schröder

Czwórka osób, troje mężczyzn i jedna kobieta, zostaje wezwanych przez bogatego i ekscentrycznego Lorda Pembroke. Każde z nich jest w jakiś sposób zobligowane do odpowiedzenia na zaproszenie od człowieka, którego nigdy w życiu nie widzieli. W rękach starego i schorowanego lorda znajduje się notatnik, który pełen jest zawiłych zdań, tajemniczych znaków i rysunków. Okazuje się, że są to zakodowane i zaszyfrowane, przez jego brat Mortimera, wskazówki prowadzące do miejsca, w którym ukryta została Ewangelia Judasza Iskarioty. Dzieło, które udostępnione szerszemu gronu może zatrząść fundamentami chrześcijaństwa.

Na poszukiwanie, „Świadectwa Judasza”, wyrusza wspomniana czwórka niezwykłych osób, każde z nich posiada zestaw unikalnych umiejętności i odznacza się cechami, dzięki którym wyprawa zdaje się mieć większe szanse powodzenia. Pierwszą z nich jest młody i zdolny Byron Bourke, o wszechstronnej wiedzy i kryptograficznych zdolnościach, który w wyniku błędnych decyzji inwestycyjnych stał się bankrutem. Horatio Slade, utalentowany artysta i fałszerz, szczególnie specjalizujący się kopiowaniu dzieł wielkich mistrzów malarskich, a do tego złodziej oraz włamywacz. Kolejną osobą w kolejce jest przemądrzały Alistair McLean, nałogowy hazardzista, zamiłowany w pokerze, przez co ciągle wpada w coraz większe kłopoty i długi. I jedyna kobieta w tym towarzystwie, skrywająca mroczną tajemnicę Harriet Chamberlain, akrobatka i mistrzyni w rzucaniu nożami. Grupa iście oryginalna i jedyna w swoim rodzaju.

By za wiele nie zdradzić i nie zepsuć przyjemności z czytania, ich poszukiwania obfitować będą w niezwykłe zdarzenia, pełna niesamowitych przygód i spotkań. Na ich drodze pojawi się m.in. tajemniczy zakon, który tak jak oni podąża śladem ewangelii, znany z powieści Agaty Christie, Herkules Poirot, hrabia Dracula razem ze swoim Nemezis – Abraham van Helsingiem oraz Basil Sahar (postać, którą autor wzorował na największym „handlarzu śmiercią” Basilu Zaharoffie). Czy grupa zaufa sobie nawzajem na tyle by odnaleźć to, czego tak szuka i przeżyć? Sięgnijcie po książkę i przekonajcie się sami, bo naprawdę warto?

Rainer M. Schröder stworzył barwną i pełną wartkiej akacji książkę, swoistą mieszankę gatunków. „Świadectwo Judasza”, to nie tylko powieść sensacyjno – przygodowa, ale również w jakiejś części thriller, kryminał i powieść obyczajowa. Fabuła pełna jest nieoczekiwanych zwrotów akcji, które pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach. Są tak umiejscowione by za każdym razem zaskakiwać czytelnika.

Razem z bohaterami autor zabiera nas w pełna przygód podróż, na pewnego rodzaju wyprawę po „złote runo”, swoiste poszukiwanie skarbu, przez Europę, Azję i Afrykę. Pisarz świetnie orientuje się jak potęgować w czytelniku określone emocje. Intryga w książce jest tak skonstruowana by czytelnik do końca nie był pewny tego, co czeka go na końcu książki. Tempo wzrasta wraz z kolejnymi wydarzeniami, jakie mają miejsce w trakcie lektury, z każdą kolejną rozwikłana zagadką i odszyfrowaną wiadomością jesteśmy bliżej odkrycia manuskryptu. Cały czas towarzyszy nam niesamowite napięcie i niepokój odnośnie tego co czeka za następnymi ”drzwiami”. Bohaterowie szybko odkrywają, że nie tylko oni są na tropie „Świadectwa…”, a zwyczajne i spokojne poszukiwania przeradzają się w prawdziwy wyścig o to, kto pierwszy stanie u celu oraz walkę na śmierć i życie. Pojawi się jednak również coś dobrego i niespodziewanego, miłość pomiędzy dwójką bohaterów.

Czytając powieść Schrödera można zauważyć świetne przygotowanie autora, jakie poczynił zanim siadł do pisania. Widać jak wiele pracy włożył, by jak najlepiej opowiedzieć historię poszukiwań tego niezwykłego dzieła. Łącząc fakty historyczne z fikcją literacką stworzył nie tylko bardzo dobrą i wciągającą powieść pełną akcji, ale również odmalował pełen realizmu obraz tamtych czas ów. Jego opisy miejsc, w których toczy się akcja, wydarzeń jakie mają miejsce czy relacji jakie panowały pomiędzy poszczególnymi grupami i warstwami społecznymi są niezwykle dokładne, dopracowane oraz co ważne sugestywne. Nie wolno też zapomnieć o edukacyjnej roli książki. Przytoczono w niej nie tylko całą gamę różnych szyfrów i kodów, jakie można użyć do ukrycia wiadomości, ale i sposób ich użycia, dzięki czemu po lekturze książki każdy sam w domu może się tego nauczyć.

„Świadectwo Judasza” w ogólnym rozrachunku wypada bardzo dobrze, jest to jedna z tych pozycji, która wciąga bez reszty i czyta się ją błyskawicznie. To porywająca lektura, niebywale zajmująca, napisana do tego w ciekawy sposób, z lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem. Polecam tym wszystkim, którzy szukają dobrej rozrywki i czegoś przy czym miło spędzą czas.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Wydawnictwo: Telbit
Tłumaczenie: Jolanta Janicka
Liczba stron: 624
Format: 145x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788362252169
Wydanie: I
Data wydania: październik 2010

środa, 23 marca 2011

Recenzja: Gwiezdny Pył - Neil Gaiman

Recenzja napisana jakiś czas temu dla portalu HISTMAG.ORG

Magiczna kraina, czarownice, podniebni piraci i bratobójcza walka o tron. To wszystko i jeszcze więcej czeka na wędrowca, który odważy się przekroczyć mur i rozpocznie niezwykłą podróż.

Gaiman, jeden z poczytniejszych pisarzy ostatnich lat, z coraz większym powodzeniem zapisuje się w annałach historii literatury rozrywkowej. Jest nie tylko autorem niezliczonej liczby opowiadań i kilku powieści, ale również twórcą scenariuszy komiksowych i filmowych. Znany jest głównie z nieprzeciętnego stylu pisania, przesiąkniętego swoistym czarnym humorem, niedającym się porównać z twórczością żadnego innego pisarza.

„Gwiezdny Pył” jest jedną z ciekawszych pozycji w pisarskim dorobku autora. To zarazem baśniowa opowieść o dojrzewaniu, jak i trudnych wyborach napiętnowanych odpowiedzialnością. Historia o odwadze, honorze, i o miłości, która pojawia się w najmniej spodziewanych momentach naszego życia. O tych wszystkich wartościach, które tkwią głęboko w nas. Jest to również opowieść o ciemnej stronie ludzkiej natury. Dążeniu do władzy „po trupach”, poszukiwaniu źródła nieśmiertelności i pomnażaniu dóbr materialnych. Gaiman w iście mistrzowski sposób stworzył dzieło przedstawiające odwieczny spór dobra ze złem. Bój ten ukazał w sposób zaskakująco przewrotny, dzięki czemu lektura książki niesamowicie wciąga. Połączył w spójną całość wielowątkową fabułę, idealnie dopasowując wątki humorystyczne do tych, od których wionie grozą i strachem. Wątki pełne niesamowitej akcji z tymi, w których akcja zwalnia, aby czytelnik mógł złapać oddech.

Neil Gaiman akcję swojej powieści umieszcza w magicznej krainie, do której wejście znaleźć można w małym miasteczku o nazwie Mur, a dokładniej w wyrwie muru znajdującego się na jego obrzeżach. Fabuła zaś koncentruje się na historii Tristana Thorna, jednego z mieszkańców Muru. „Gwiezdny Pył” to ponadczasowa opowieść o tym jak młody chłopak staje się mężczyzną, o jego próbach odnalezienia samego siebie i odkrycia swego dziedzictwa, ale i o nieprzewidzianej miłości. Tristan wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż do magicznej krainy, by przynieść wybrance serca gwiazdę, która spadła w świecie za murem. W czasie swej wyprawy przeżyje mnóstwo zaskakujących przygód. Spotka na swej drodze prawdziwego księcia, czarownice, podniebnych piratów, ale również własną matkę. Wykazać się będzie musiał nie lada odwagą, aby sprostać niebezpieczeństwom, jakie na niego czyhają. Jednak nagroda jaka spotka go na końcu będzie warta wszelkich poświęceń.

Dzieło Gaimana doczekało się świetnej ekranizacji filmowej. Reżyser Matthew Vaughn [Layer Cake] stanął na wysokości zadania i stworzył zachwycające widowisko idealnie obrazujące istotę „Gwiezdnego Pyłu”. Film zawiera to wszystko, co sprawi, że widz wyjdzie z kina oczarowany rozmachem produkcji. Świetne zdjęcia, fantastyczny krajobraz magicznej krainy, niesamowite efekty specjalne i perfekcyjnie dopasowana muzyka. To, co szczególnie wyróżnia „Gwiezdny Pył”, to galeria niebanalnych postaci aktorskich doskonale dopasowanych do gaimanowskich bohaterów. Charlie Cox jako Tristan, Robert De Niro jako kapitan Szekspir, Claire Danes jako Yvaine czy Michelle Pfeiffer jako jedna z czarownic. A to tylko część obsady, która świetnie wkomponowała się w klimat książki. Sprawi to widzom dużą przyjemność, dzięki czemu wyjdą z kina rozbawieni i będą miło wspominać czas w nim spędzony.

Neil Gaiman stworzył niesamowicie zaskakującą opowieść o odwadze, honorze, przyjaźni oraz miłości, która jest czymś pięknym. Opowieść o wartościach tak potrzebnych w dzisiejszym świecie, ale obecnie zepchniętych na dalszy plan. Pisarz idealnie wpasował się w potrzeby dzisiejszych czytelników i nie chodzi tu tylko o fanów fantasy, ale wszystkich miłośników beletrystyki. „Gwiezdny Pył” jest pozycją, której nie można tak po prostu zlekceważyć. Książka ta sprawia, że świat, choć wydaje się strasznym miejscem, może okazać się naprawdę miły i przyjazny.

Autor: Neil Gaiman
Tytuł: Gwiezdny Pył
Liczba stron: 196
Wydawca: MAG

wtorek, 22 marca 2011

Recenzja: Czaropis - Blake Charlton

Nikodemus Weal jest adeptem sztuki magicznej w akademii w Starhaven. Jednak jego niezwykły talent dostarcza mu więcej problemów niż korzyści. Główny bohater jest bowiem kakografem, czarodziejem obdarzonym pewnego rodzaju magiczną dysleksją. Pisanie czarów w prostych językach nie stanowi dla niego większego problemu, gorzej ma się sprawa z korzystaniem z bardziej zaawansowanego Czaropisarstwa. Umiejętność ta to dla niego prawdziwa udręka i powód ogromnych zmartwień, ale i nieprzyjemności oraz docinek ze strony pełnoprawnych magów. Jego kakografia wypacza ogólny sens czaru i niszczy jego strukturę, wprowadzając do niej błędy, a co za tym idzie jednocześnie zmienia działanie samego czaru, co powoduje trudne do przewidzenia skutki takiego zaklęcia.

Dla niektórych Nikodemus, dzięki swej unikatowej „zdolności”, jest przewidzianym w przepowiedni Erazmusa Zimorodkiem – czarodziejem, który przeciwstawi się demonom i poprowadzi ludzi do zwycięstwa w nadchodzącej wojnie Dysjunkcji. Jednak dużo większa grupa osób widzi w nim Nawałnika Burzowego, przeciwnika Zimorodka i jego największego wroga, który wesprze demony i doprowadzi do zniszczenia wszystkich magicznych języków.

Książka rozpoczyna się w momencie, gdy zamordowana zostaje dziekan jednego z wydziałów akademii. Sprawa jest poważna tym bardziej, że w Starhaven odbywa się właśnie zjazd czarodziei z różnych krajów i przedstawicieli różnych magicznych grup, m.in. druidów. O popełnienie tej zbrodni zostaje oskarżony Shannon, opiekun Nikodemusa i jego najlepszy przyjaciel, który od dłuższego czasu konkurował z ofiarą. Sam podejrzany uważa, że za przestępstwem stoi potężna i tajemnicza czarodziejska istota. Nikt jednak nie traktuje jego hipotez poważnie. Tymczasem w zamku zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy; jeden po drugim giną inni, podobni do głównego bohatera kakografowie. Wszystko wskazuje na to, że ktoś poluje na określoną osobę i ma w tym jakiś ukryty cel.

Nikodemus nieświadomie wplątuje się w starcie między potężnymi siłami. Będzie to dla niego ogromna próba, okazja do sprawdzenia się i pokazania światu, kim naprawdę jest. Od podejmowanych przez niego działań będzie zależał los wszystkich. Będzie musiał dowiedzieć się czy jego przeznaczeniem jest bycie zbawcą czy niszczycielem. Wybór bynajmniej nie będzie prosty.

Czaropis to debiut amerykańskiego pisarza, Blake’a Charltona i co warto przyznać – debiut bardzo udany. Autor przedstawia nam unikalną i oryginalna wizję świata, w którym mamy magię, smoki, wielką politykę i bohatera, nad którym ciąży przepowiednia. Ktoś może powiedzieć, że to nic nowego. I rzeczywiście – fabuła zbudowana jest na utartych schematach. Jednak tym, co odróżnia tę książkę od innych, jest niepowtarzalny i nowatorski system magiczny. Bowiem magia u Charltona zbudowana jest na słowach. Czarodzieje posługują się określonymi językami magicznymi, w zależności od stopnia zaawansowania, dodatkowo każdy z nich ma przypisany dany kolor. Czaropisarstwo polega na tworzeniu ze słów zdań, łącząc je w logiczną całość i nadając im konkretne znaczenie oraz działanie. Czary budowane są przy wykorzystaniu własnego ciała, tworzy się je m.in. przy pomocy mięśni czy ruchów języka; niejednokrotnie gotowe zaklęcia zapisywane są na skrawkach papieru by później móc je wykorzystać. Dodatkowo nie tylko czarodzieje mają swój własny magiczny język. Demony i bogowie posiadają inny przypisany tylko im (jego użycie przez śmiertelników może skończyć się tragicznie – przekonał się o tym Shannon tracąc wzrok), podobnie jak druidzi i rasa wcześniej zamieszkująca tereny Starhaven. Czaropisarstwo kreuje rzeczywistość i rządzi światem magii. Dlatego też tak wiele osób boi się spełnienie gorszej wersji przepowiedni.

Charlton stworzył ciekawą opowieść, z niepowtarzalnym klimatem, niesamowicie zawiązaną intrygą, w którą zamieszani są nie tylko zwykli śmiertelnicy i czarodzieje, ale również demony ze starego świata, tajemnicza rasa oraz upadli bogowie. Książka jest bardzo sprawnie napisana, punkty zwrotne pojawiają się w odpowiednich momentach, tak by zaskoczyć czytelnika i wywrzeć odpowiednie wrażenie. Napięcie budowane jest stopniowo, tempo akcji minimalnie wzrasta z każdą stroną, przez większość czasu towarzyszy aura niepokoju i tajemniczości, a momentami wręcz wionie chłodem. Pisarz nie wyjawia odpowiedzi na wszystkie postawione w Czaropisie pytania, sporo wątków pozostawia nierozwiązanych. Miejmy nadzieję, że wyjaśni wszystko w kolejnym tomie.

Na duży plus zasługuje niezwykle plastyczna i sugestywna wizja świata, ze specyficznym systemem magicznym, smokami i golemami. Autor niejednokrotnie raczy nas informacjami z historii stworzonego przez siebie uniwersum, dzięki czemu możemy poznać dzieje nie tylko Starhaven, ale i całego kontynentu, w mniejszym bądź większym zakresie. Mamy odniesienia do kultury czy istniejących wierzeń, a nawet samej struktury magii. Wreszcie dużo uwagi poświęcone zostało polityce i rozgrywkom pomiędzy poszczególnymi frakcjami, które związane są z tymi, którzy sympatyzują z Zimorodkiem, jak i tymi, którzy są za Nawałnikiem Burzowym.

Główny bohater powieści, czyli Nikodemus Weal, wokół którego ogniskują się wszystkie wydarzenia to postać intrygująca, pełna sprzeczności i magicznej niedoskonałości. Mimo swej wady stara się jak najlepiej funkcjonować w społeczeństwie magów, jednak jego chęci nijak mają się do czynów. Jego kakografia powoduje czasami niemałe zniszczenia, a „błędy”, które za sobą zostawia, staja się przyczyną wielu nieprzyjemności, ale i doprowadzają do prawdziwej katastrofy. Z czasem jednak przekonuje się, że jego kakografia to nie tylko przekleństwo, ale również błogosławieństwo.

Największym minusem książki jest okładka, która nijak ma się do zawartości tekstu. Trudno mi powiedzieć, czym kierował się wydawca dając taką, a nie inną ilustrację [na samym dole dla przykładuzamieściłem okładki z innych wydań]. Drugą rzeczą jest korekta, która zwyczajnie się nie popisała, błędów można naliczyć mnóstwo.

Czaropis to lekka i przyjemna w odbiorze lektura, która bez problemu wciąga. Pozycja, po którą bezapelacyjnie warto sięgnąć, jeśli szukasz dobrej rozrywki w świecie pełnym magii.

Recenzja ukazała się na portalu:



Autor: Blake Charlton
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Seria wydawnicza: Prawdopodobnie najlepsze książki na świecie (#1 w serii)
Miejsce wydania: Warszawa
Tytuł oryginalny: Spellwright
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 608
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-7648-455-6
Wydanie : I
Data wydania: wrzesień 2010

poniedziałek, 21 marca 2011

Recenzja: Zimowy Monarcha - Bernard Cornwell

Król Artur, Merlin, Camelot, Ginewra i Lancelot, Mordred czy wreszcie Okrągły Stół z jego rycerzami. W dzisiejszych czasach, mało jest osób, które nie spotkałyby się z którymś z powyższych haseł. Legendy arturiańskie, to jeden z najczęściej eksploatowanych motywów w popkulturze, począwszy od książek, komiksów, filmów, seriali, na grach komputerowych czy nawet znaczkach pocztowych kończąc. Trudno jednak obecnie powiedzieć czy postać Artura istniała naprawdę, czy był to tylko pewnego rodzaju „zabieg marketingowy” tamtych czasów, by podnieść Anglików na duchu i zmotywować ich do walki o swoją ojczyznę, gdy ta nękana była przez Saksonów. A może dobra okazja do zarobku, jak głosi jedna z teorii – mnisi z Glastonbury zebrali niemało datków od pielgrzymów, którzy odwiedzali rzekome miejsce pochówku Artura i Ginevry. Nie wiadomo czy kiedyś poznamy prawdę i czy tak naprawdę chcemy ją poznać.

Bernard Cornwella, w pierwszym tomie „Trylogii Arturiańskiej”, cyklu, który przyniósł mu największą sławę, zabiera nas w niesamowitą podróż w czasie i przestrzeni, do Brytanii przełomu wieków. „Zimowy Monarcha”, to kolejne spojrzenie na postać Artura i innych znanych postaci z jego otoczenia. Jednak Cornwella przedstawia całkowicie inna historię, w której trudno szukać tych rzeczy, które z tej postaci robiły kogoś na kształt mitycznego herosa, niezwyciężonego i sprawiedliwego króla. Łącząc znane mity i legendy, z fikcją literacką oraz prawdą historyczną, pisarz przedstawia opowieść o odwadze i tchórzostwie, walce o władze, nie licząc się z kosztami, miłości i ludziach, którzy mogą stanowić różnicę – patriotach, dla których ojczyzna znaczy wszystko. Autor przedstawia historię całkiem zwyczajnej postaci, odartej z niezwykłości, pokazanej jako osobnika targanego namiętnościami tak dobrze znanymi ludzkości od zaranie wieków. Postaci, która mimo licznych upadków, błędnych decyzji potrafiła podnieść się i stanąć do walki z przeszkodami, jakie los postawił na jego drodze. To nie słowa świadczą o człowieku, ale jego czyny.

Akcja powieści dzieje się na przełomie V i VI wieku naszej ery, w Wielkiej Brytanii. Czasach, gdy cała wyspa podzielona była na małe księstwa i królestwa, które niejednokrotnie toczyły ze sobą wojny, ale również musiały bronić się przed licznymi najazdami ze strony Saksonów. Jednocześnie okresie pełny przemian, w którym pogaństwo toczyło walkę o przetrwanie z chrześcijaństwem, które prowadziło politykę brutalnej ekspansji. Stare odchodziło wraz z celtyckimi wierzeniami, obrzędami i przesądami, nadchodziło zaś nowe z wiarą w Jedynego Boga i władzą Kościoła. Dochodziło do prześladowań i walk na tle religijnym, kościół zaś dążył do objęcia władzy absolutnej.

Całą historię poznajemy oczami byłego żołnierza i druha Artura. Derfel Cadarn obecnie stary i schorowany zakonnik przedstawia swoje wspomnienia królowej Ingrain, która chce poznać dzieje opiewanego przez bardów wojownika i króla. Jednak zakonnik przedstawia wszystko tak jak pamięta, bez zbędnych upiększeń i zakłamań, w jego opowieści nie ma chwalebnych czynów, ratowania dziewic z opresji czy rycerzy pełnych cnót i zalet. Magia to głównie przesądy i wykorzystywanie strachu zwykłych ludzi przed tym co nieznane. Merlin jest zwykłym celtyckim druidem, Nimue jego kochanką i uczennicą, a nie wodną nimfą, zaś sam Artur nie jest nawet królem, a zwykłym księciem, nieślubnym synem Uthera i opiekunem Morderda. Natomiast słynny Excalibur to zwykły miecz, a nie obdarzony niezwykłymi właściwościami artefakt.

Cornwella stworzył niezwykle ciekawą powieść historyczną, w której zawarł wszystko to co pozytywnie wpływa na lekturę. Barwny język, fabuła pełna akcji, i opisów, których w książce jest naprawdę wiele. Mnogą liczbę oryginalnych i nieszablonowych bohaterów, z których każdy wnosi do książki jakąś część siebie, wyróżnia się i ma wpływ na toczące się wydarzenia. Napięcie, które towarzyszy nam cały czas, kilka naprawdę dobrych oraz niespodziewanych punktów zwrotnych i aura strachu, tajemniczości oraz grozy.

„Zimowy monarcha”, to walka o władzę, dylematy związane z kierowaniem i utrzymaniem w całości królestwa, spory i potyczki, bitwy rozgrywane w polu oraz zakulisowe intrygi wśród dworzan. To również książka pełna wyborów, niejednokrotnie trudnych i niosących ze sobą zarówno radość, ale częściej cierpienie; to kierowanie się ku mniejszemu złu, które czasem jest jedynym możliwym wyjściem, wreszcie o upadkach, które zdarzają się każdemu, ale i o sile, która pozwala podnieść się i przekuć niepowodzeniu w zwycięstwo.

Reasumując, książka zdecydowanie warta przeczytania.

Recenzja ukazała się na portalu:



Wydawnictwo: Erica
Seria: Trylogia Arturiańska (#1 w serii)
Cena z okładki: 39,90 zł
Tytuł oryginalny: Warlord Chronicles: The Winter King: A Novel of Arthur
Rok wydania oryginału: 1995
Liczba stron: 600
Format: 140x205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydanie: II
Data wydania: maj 2010

niedziela, 20 marca 2011

Recenzja: Morze Potworów - Rick Riordan

Na początku ostrzeżenie dla osób, które nie czytały tomu pierwszego - możliwe spoilery.

„Morze Potworów”, to drugi tom cyklu „Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy”, którego głównym adresatem jest młodszy odbiorca. Po raz kolejny autor zabiera nas w niesamowitą podróż do świata, w którym greccy bogowie nie odeszli, ale nadal wpływają na losy świata. Percy Jackson to postać, wokół której zogniskowana jest akcja, syn Posejdona, który w poprzednim tomie poznał prawdę o swoim pochodzeniu. Z pomocą córki Ateny, Annabeth i satyra Grovera zdołał odzyskać skradziony piorun władzy należący do Zeusa i jednocześnie zapobiec wojnie na Olimpie. Okazało się, że kradzież była zmyślenie przeprowadzonym działaniem, które miało osłabić bogów, i pozwolić powstać Kronosowi.

W drugim tomie przygód syna pana mórz autor szykuje dla niego nie lada wyzwanie. Książka rozpoczyna się niecały rok po wydarzeniach z pierwszego tomu, zbliża się koniec roku szkolnego, co dla Percy’ego jednocześnie oznacza wyjazd do Obozu Herosów. Czas ten dla głównego bohatera był nadzwyczaj spokojny, żadne potwory na niego nie polowały, znalazł przyjaciela w szkole i nic nie zapowiadało nadchodzących kłopotów. W ostatni dzień zajęć lekcyjnych Percy cudem unika śmierci z rąk Lajstryngów, potworów kanibali. Z pomocą przychodzi mu Annabeth i jego przyjaciel ze szkolnej ławki Tyson, który okazuje się być… żeby nie psuć wam lektury musicie przekonać się sami.

Razem wyruszają do obozu, ale jak to czasem bywa trafiają z deszczu pod rynnę, i to dosłownie. Gdy pojawiają się na miejscu trafiają w środek bitwy, potwory atakują obóz. Okazuje się, że sosna Thalii została zatruta i bariery ochronne są coraz słabsze, co skutkuje coraz częstszymi atakami. Jeśli szybko nie znajdzie się lekarstwa, drzewo umrze, a sam obóz pozostanie bez ochrony. O czyn ten posądzono centaura Chirona, który zostaje wyrzucony z obozu, a na jego miejsce pojawia się Tantal, który wprowadza własne porządki do obozu.

Telepatyczna wiadomość od Grovera z prośbą o ratunek naprowadza Percy’ego na sposób, w jaki można uratować sosnę – jest nim złote runo, artefakt posiadający właściwości uzdrawiające. Jednak na wyprawę po nie zostaje wybrana córka Aresa. Percy pomimo zakazów, i z mała pomocą Hermesa wyrusza na własne poszukiwania, z jednej strony by zdobyć artefakt, ale z drugiej by uratować przyjaciela i oczyścić imię Chirona. Czy mu się uda? O tym trzeba się przekonać samemu i sięgnąć pod książkę. Wyprawa na pewno nie będzie łatwa, ale Percy nie będzie sam. Na drodze czeka na niego mnóstwo niesamowitych przygód, starć i potyczek, m.in. spotka Luke’a, zdradzieckiego syna boga posłańców, pewną boginię mająca uraz do mężczyzn, pozna brata i zmierzy się z jednym z legendarnych potworów. Jednak najbardziej niezwykła rzecz czeka go u kresu powieści. Autor kończąc książkę szokuje – wprowadza, bowiem do dalszej opowieści nowego bohatera, kolejną niewiadomą, która może stanowić różnicę w niecnym planie przygotowanym przez króla bogów, Kronosa.

Riordan od samego początku rzuca nas w wir przygody i niesamowitej akcji, tempo zwiększa obroty od pierwszego rozdziału i nabiera kolorytu z każdą przewróconą kartką. Historia poprzeplatana jest kolejnymi nawiązaniami do mitologii greckiej, na swojej drodze Percy spotyka mnóstwo postaci, które pamiętamy choćby z „Odysei” Homera. Po raz kolejny mamy do czynienia z pozycją, którą czyta się błyskawicznie, jest napisana barwnym językiem, w sposób lekki i przystępny, a do tego ciekawie i z mnóstwem humoru, który należy zaliczyć jako największy plus tej części cyklu. Autor bardzo dobrze wie jak zainteresować i wciągnąć czytelnika na dobre. Wartka akcja i kilka mocnych punktów zwrotnych, bohaterowie, którzy zyskują jeszcze więcej naszej sympatii oraz niepowtarzalne i liczne opisy, które potęgują wrażenia i pobudzają wyobraźnię do pracy na wysokich obrotach. Wszystko to sprawia, że „Morze Potworów”, to, pomimo schematyczności, literatura rozrywkowa na dużym poziomie.

Jeśli podobał ci się tom pierwszy przygód Percy’ego, biorąc do ręki „Morze potworów” na pewno się nie zawiedziesz.”. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Wydawnictwo: Galeria Książki
Seria: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (#2 w serii)
Cena detaliczna: 34,90 zł
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Tytuł oryginalny: Percy Jackson and the Olympians: The Sea of Monsters
Liczba stron: 280
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13:978-83-928837-1-5
Wydanie: I
Data wydania: październik 2009

czwartek, 17 marca 2011

Recenzja: Nadciągająca burza - Douglas Preston, Lincoln Child

Na rodzinnej farmie, Nora Kelly, zostaje napadnięta przez dwójkę ubranych w zwierzęce skóry mężczyzn. Niedługo po tym wydarzeniu otrzymuje list od ojca, który zaginął lata temu na pustyni, co dziwne nadany został on szesnaście lat temu. Okazuje się, że zawiera wskazówki, które mogą pozwolić dokonać największego odkrycia archeologicznego od czasów odnalezienia grobowca króla Tutenchamona. Gdzieś tam, wśród skał i kanionów, na terenie Utah znajduje się zaginione miasto Indian Anasazi – Quivira.

Swoimi podejrzeniami dzieli się z innymi i organizuje ekspedycję, która ma na celu dotarcie do Quiviry. Jednak droga bynajmniej nie będzie łatwa, uczestnicy wyprawy szybko się przekonają, że ktoś bardzo nie chce by miasto zostało odnalezione i nie cofnie się przed niczym żeby ich powstrzymać, łącznie z ich zabiciem.

Douglas Preston i Lincoln Child stworzyli niesamowitą opowieść, pełną akcji i trzymającą w napięciu od pierwszej strony, historię, od której nie sposób się oderwać. Jest to prawdopodobnie najlepszy thriller, jaki dane mi było czytać od dłuższego czasu. Mamy tajemnicę, której odkrycie niesie ze sobą ogromne niebezpieczeństwo, aurę niepokoju i niezwykłości, momenty, gdy wionie chłodem i niesamowity klimat, który cały czas nam towarzyszy.

„Nadciągająca burza”, to jak podróż kolejką górską, autorzy z wprawą manipulują naszym nastrojem i emocjami. Zmniejszają i zwiększają tempo akcji w odpowiednich momentach, dzięki czemu lektura wywierają na czytelnika określony wpływ i dostarczają stosownych wrażeń. Nie można się nudzić.
Podobnie rzecz ma się z kreacjami głównych postaci w książce. Każdy z nich wnosi do grupy określone cechy i umiejętności, ale i odpowiednio wpływa na to jak grupa funkcjonuje. Preston i Child ukazują relacje między członkami ekspedycji, ich utarczki i walkę o przewodnictwo.

Autorzy odwalili kawał dobrej roboty kreśląc tło towarzyszące akcji. Opisy są na tyle wiarygodne i przekonujące, że aż trudno momentami uwierzyć, że to wszystko fikcja a nie opis wyprawy, która naprawdę miała miejsce. Widać jak świetnie przygotowali się pod względem źródłowych i badawczym, by jak najlepiej oddać charakter społeczeństwa, jakim byli Indianie Anasazi. Dużo uwagi poświęcają opisowi ich kultury, obyczajów i wierzeń. Szczególnie, jeśli chodzi o religię i związane z nią mity i legendy. Mamy wzmianki o tym, jaki wpływ na nich i ich egzystencje miało coś, co określali mianem magii, przemiana w zwierzęta czy korzystanie ze środków halucynogennych pozyskiwanych z roślin oraz drzew. Poznajemy również pracę archeologa, dla laika to świetna okazja by w jakimś stopniu zapoznać się z wszelkimi procedurami i przebiegiem określonych działań

Dwójka oryginalnych pisarzy stworzyła niesamowitą książkę, która dostarcza mnóstwo rozrywki i niesamowitych wrażeń. Pozycja, która przypadnie nie tylko do gustu miłośnika gatunku, ale wszystkim, którzy lubią niesamowite opowieści z mroczną tajemnicą i dreszczykiem emocji. Zdecydowanie polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:




Autor: Douglas Preston, Lincoln Child
Wydawnictwo: G+J Polska
Seria: Preston Child
Tłumaczenie: Alicja Unterschuetz
Liczba stron: 536
Format: 13.0 x 19.5 cm
Oprawa: miękka
Data wydania: 2011
Cena detaliczna: 34,90 zł

środa, 16 marca 2011

Recenzja: EON. Powrót Lustrzanego Smoka - Alison Goodman


Eon, to adept przygotowujący się do uroczystości, w której smok panujący w danym cyklu wybierze swojego nowego „towarzysza”. Wybraniec zostanie uczniem obecnego Lorda Smocze Oko i pewnego dnia zajmie jego miejsce, jako obrońca i strażnik pokoju w królestwie. Tylko jest jeden mały problem, EON to w rzeczywistości EONA, dziewczyna, która ukrywa swoją płeć, pod płaszczem kalekiego chłopca i eunucha tzw. „księżycowego cienia”. Jej mistrz ma wielką nadzieję, że po wielu niepowodzeniach z jego poprzednimi uczniami, to właśnie ona jest spełnieniem jego marzeń i zostanie „wybranką” smoka. Oboje muszą ukrywać sekret, gdyż w przeciwnym wypadku czeka ich śmierć. W społeczeństwie Lordów Smocze Oko nie ma miejsca dla kobiety, gdyż wprowadza ona do niej pierwiastek zepsucia. Podobnie rzecz ma się z wszelkimi urzędami w państwie, do płci przeciwnej należą inne zadania. Widać, że autorka przedstawia w książce jakiś nurt feministyczny, w którym kobieta przeciwstawia się mężczyznom, by zdobyć upragnione miejsce i być szanowaną.

Tak naprawdę trudno jest tak napisać, o czym książka jest, by nie zdradzić za wiele i nie zepsuć lektury innymi. Mogę napisać, że inicjacja przebiegła całkiem inaczej niż powinna. Uczestnicy stają się świadkiem niesamowitego wydarzenia, po ponad 500 latach powraca Lustrzany Smok, który dotąd uważany był przez jednych za martwego, a przez drugich za zaginionego. Co z tego wyniknie dla głównej postaci? Dziać się będzie naprawdę wiele, nie możemy narzekać na brak akcji i dużych emocji. Wielka polityka i intryga na najwyższych szczeblach władzy, walka, smocza magia i tajemnica. Wróg, który może zniszczyć cały świat, a ratunek leży w rękach głównej bohaterki, która musi zaakceptować siebie taką, jaką jest i uwierzyć w swoje możliwości. Czy jej się uda? Przekonajcie się sami.

Fabuła w książce to tak na dobrą sprawę najsłabszy jej punkt, niczym się nie wyróżnia, jest bardzo przewidywalna i skonstruowana na utartych schematach, od których obecnie roi się we wszelkiej maści powieściach fantasy itp. Jednak to, co ją wyróżnia w morze tylu podobnych dzieł, to świat, jaki skonstruowała na potrzeby swojej historii autorka, i prawa, jakie nim rządzą, szczególnie podobał mi się motyw smoczej magii i „urząd” Lordów Smocze Oko, którzy łączą się ze swoimi smokami czerpiąc z ich ogromnej mocy. Goodman czerpie tu pełnymi garściami z kultury zarówno chińskiej jak i japońskiej. Pokazuje dokładnie, kim byli i jakie funkcje pełnili lordowie poprzez określenie charakteru ich smoka „towarzysza” oraz magii, jaką się on posługuje. Dodatkowo z wielka wprawą kreśli przed naszymi oczami wymyślone przez siebie miejsca, postacie i wydarzenia. Robi to tak umiejętnie, dzięki czemu łatwo nam sobie t wszystko wyobrazić.Jej opisy mają w sobie mnóstwo realizmu, są dopracowane i wymowne.

„EON”, napisana jest prostym i lekkim językiem, w przystępny sposób, bez jakichś większych zgrzytów. Po prostu dobre czytadło. Akcja od początku gna do przodu, wspierana kilkoma naprawdę emocjonującymi momentami, które czyta się z zapartym tchem, takimi, które sprawiają, że nie można oderwać się od lektury. Jednocześnie w ogólnym rozrachunku niczym ona nie zaskakuje, liczne zwroty akcji są elementami, których pojawienia się spodziewany. Na duży plus zasługuje sposób pokazania relacji, jakie panują na dworze królewskich, z wszelkimi intrygami, spiskami i zakulisowymi działaniami.

Główny bohater, czy raczej bohaterka w moim mniemaniu była trochę przerysowana i lekko niedopracowana. Kobieta, która wstydzi się swojej kobiecości, uważając ją za wadę i coś, co należy ukrywać. Próbująca zagłuszyć swoja prawdziwą naturę poprzez używki mające na celu zrobienie z niej namiastki mężczyzny (autorka dzieli naturę człowieka w zależności od płci: kobiecie odpowiada energia księżyca, mężczyźnie słońca). Jednocześnie jest to osoba naiwna, rozgoryczona, i przekonana, że jej obowiązkiem jest poradzenie sobie z wszystkimi problemami świata. Trochę to sztucznie wyglądało. Natomiast czarny charakter tej powieści (niestety do czasu), to Lord Ido, obecny ascendent Szczurzego Smoka, który objął przewodnictwo nad resztą smoków. Trochę żałuję, że w ostatecznym rozrachunku autorka postąpiła z nim tak jak postąpiła, no, ale cóż nic na to nie da się poradzić. Oprócz tej dwójki przez całą opowieść przewija się naprawdę kilku ciekawych bohaterów, którzy niejednokrotnie odgrywają kluczowe role w najważniejszych wydarzeniach w książce.

Podsumowując książka wypada dobrze, ale nic poza tym. Czyta się ją szybko i przyjemnie, powieść wciąga i ciekawi. Jeśli ktoś szuka lekkiego i dobrego czytadło, to pozycja w sam raz dla niego. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Autor: Alison Goodman
Wydawnictwo: Telbit
Tłumaczenie: Dariusz Kopociński
Format: 145x210 mm
Oprawa: miękka
Data wydania: luty 2010
Cena z okładki: 39,90 zł

wtorek, 15 marca 2011

Recenzja: Ostatnie Królestwo - Bernard Cornwell


„Ostatnie Królestwo”, to pierwszy tom, zapowiadanego na pięć części, cyklu „Wojny Wikińskie”, którego autorem jest Bernard Cornwell. Uznany angielski pisarz, twórca thrillerów i powieści historycznych, który umiejętnie łączy prawdę historyczną, popartą własnymi badaniami, z fikcją literacką, dzięki czemu, jego książki to nie tylko prawdziwa czytelnicza uczta, ale i możliwość poznania dawnych czasów z całkiem innej strony, w sposób ciekawy i przystępny. W Polsce znany jest głownie z cyklu książek o przygodach Richarda Sharpe’a, angielskiego majora w czasach wojen napoleońskich, oraz Trylogii Arturiańskiej. Tym razem na warsztat wziął jeden z najkrwawszych okresów w historii Wysp Brytyjskich, czasy krwawych najazdów wikingów i panowania twardą ręką przez Duńczyków. To opowieść o odwadze, poświęceniu, walce o lepsze jutro, ale i o gonieniu za korzyściami, trudnych wyborach i tchórzostwie.

Fabuła książki skupia się wokół wojny pomiędzy królem Alfredem, współcześnie określanym pod przydomkiem „Wielki”, a wojownikami duńskimi bardziej znanymi jako wikingowie. Akcja ogniskuje się wokół losów Uthreda, który jednocześnie jest głównym narratorem książki. Poznajemy go jako dziesięcioletniego chłopca, który wyrusza z ojcem na wojnę przeciwko najeźdźcą. Wojna jednak zbiera krwawe żniwo, jego rodzina zostaje wymordowana, on jednak jakimś cudem unika śmierci, los bowiem przewidział dla niego inną rolę. Ragnar, duński wojownik zabiera go ze sobą, aby wychować go jak własnego syna na wikińską modłę.

Uthred, przez wiele lata towarzyszy przybranemu ojcu, wszędzie tam, gdzie prowadzą go wojenne ścieżki, jest świadkiem kolejnych podbojów dokonywanych przez wikingów. Jednocześnie uczy się jak zostać prawdziwym wikingiem. Ragnar dokłada wszelkich starań by ten stał się prawdziwym wojownikiem. Jesteśmy świadkami jego dorastania i zmiany charakteru oraz osobowości. Jednak w głębi serca Uthred nigdy nie zapomniał o swojej prawdziwej ojczyźnie. Jest rozdarty pomiędzy lojalnością do Ragnara, który stał się dla niego prawdziwym ojcem, a pragnieniem odzyskania swojej spuścizny. Czas pokaże, co wybierze i jak wpłynie to na niego i jego otoczenie.

Powieść napisana jest w miarę spójnie, dobrze i ciekawie skonstruowana. Mamy ogrom akcji, mnóstwo bitew i potyczek, dworskich intryg i ogromną ilość oryginalnych postaci, zarówno tych naprawdę istniejących jak król Alfred czy tych stworzonych na potrzeby powieści, jak główna postać, jaką jest Uthred. Każda przedstawia sobą inną postawę i działania, jednocześnie w trakcie czytanie widać transformację, jaką przechodzą pod wpływem tego, czego stają się świadkami.

Cornwell, dużo uwagi poświęcił jak najlepszemu odwzorowaniu w swojej książce tamtych czasów, widać jak wiele pracy w to włożył. Jego opisy sprawiają wrażenie jakbyśmy znajdowali się w miejscu akcji, są sugestywne i pełen autentyzmu. Mamy możliwość dogłębnego zaznajomienia się ze sztuką wojenną, wierzeniami, tradycja i kulturą zarówno wikingów jak i mieszkańców Wysp Brytyjskich. Autor najbardziej skupia się na jak najlepszym oddaniu charakteru i przebiegu wszelkich bitew i potyczek, których, co trzeba zaznaczyć, w książce jest mnóstwo. Robi to tak umiejętnie, że niektóre rzeczy przez niego opisywane stają nam przed oczami jak żywe, mają w sobie mnóstwo realizmu, przez co momentami, choć z jednej strony są tak dokładne, to z drugiej są równie przerażające. Wszelkie walki u Cornwella są bowiem wyzbyte wszelkiej szlachetności i heroicznych czynów, są brutalna, krwawe i pełne śmierci, a zwycięstwo nie zawsze jest po tej stronie, której chcemy.

„Ostatnie Królestwo” to pozycja, którą czyta się szybko, jest niesamowicie zajmująca i naprawdę wciąga [sam zarwałem kilka nocy na czytanie]. Pozycja zarówno dla miłośników poruszanego w książce tematu, ale i dla tych, którzy szukają czegoś dobrego do c czytania. A już wkrótce drugi tom, pt. „Zwiastun Burzy”

Recenzja ukazała się na portalu:




Wydawnictwo: Erica
Tłumaczenie: Amanda Bełdowska
Tytuł oryginalny: Saxon Chronicles: The Last Kingdom
Liczba stron: 544
Format: 14o x 205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: październik 2010

niedziela, 13 marca 2011

Recenzja: Złodziej pioruna - Rick Riordan

Percy Jackson, to z pozoru typowy amerykański nastolatek, który podobnie jak inni w jego wieku przechodzi okres buntu. Ma różne potrzeby i kłopoty, w szkole nie idzie mu za dobrze, w kontaktach z dziewczynami zresztą nie jest lepiej, nie jest zbyt lubiany i zawsze pozostaje w cieniu innych. Do jego największych zmartwień należy dysleksja i ADHD, mogłoby się wydawać, że to codzienność. Jednak wszystko jest bardziej złożone niż nam się z początku wydaje. Percy nie jest bynajmniej zwykłych chłopcem.

Pewnego dnia całe jego życie zostaje przewrócone do góry nogami i to dosłownie. W trakcie wycieczki do muzeum jego nauczycielka zamienia się w jedną z Erynii, mitycznego potwora, i grozi, że go zabije, jeśli ten nie odda jej czegoś, co określa piorunem władzy. Z opresji ratuje go jego przyjaciel Grover i nauczyciel historii. Okazuje się, że Percy jest herosem, półbogiem i półczłowiekiem, a wszystko to, co uważał za swoje wady świadczą o jego niezwykłości i czynią go kimś niepowtarzalnym. Aby w pełni zrozumieć to, kim jest musi udać się do obozu herosów, gdzie zostanie wyszkolony i pozna prawdę o sobie oraz swoim pochodzeniu, szczególnie dowie się rzeczy najważniejszej, kim jest jego boski ojciec.

Żeby tego było mało w międzyczasie ktoś kradnie Zeusowi piorun piorunów, najpotężniejszy artefakt i jednocześnie symbol władzy. O kradzież zostaje oskarżony Percy, który żeby udowodnić swoją niewinności oraz odzyskać piorun władzy musi udać się na misję, która będzie wymagała od niego wielkiej odwagi i wielu poświęceń, w przeciwnym wypadku światu grozi wojna bogów. Nie jest jednak osamotniony, towarzyszy mu satyr Grover i córka Ateny, Annabeth. Czy podoła postawionemu przed nim zadaniu i odzyska skradziony przedmiot? O tym przekonać się musicie sami?

Rick Riordan, przedstawia nam początek niezwykłego cyklu książkowego o przygodach Percy’ego Jakcsona i innych herosów, opowieść o odwadze, zaufaniu i poświeceniu, o walce z przeciwnościami losu. Autor przedstawia na wizję świata, w którym bogowie olimpijscy nie odeszli, ale nadal istnieją i wpływają na świat oraz jego losy. Dzięki sugestywnym i przemyślanym opisom historia jest spójna i wiarygodna, co bardzo dobrze wpływa na wrażenia w trakcie lektury. Napisana jest prostym i lekkim językiem, w przystępny i ciekawy sposób, a do tego okraszona została mnóstwem humory. Mamy sprawnie prowadzoną narracje i dobrze skonstruowane dialogi, ze świetnie umiejscowionymi zwrotami akcji, aurę tajemniczości i grozy, i momenty, w których wionie chłodem. Nie wolno też zapomnieć o niebanalnych bohaterach, począwszy od Percy’ego, po satyra Grovera, na centaurze Chironie kończąc. Każda z postaci stworzonych na potrzeby książki jest jedyna w swoim rodzaju i odznacza się specyficznymi cechami charakteru oraz usposobieniem, i nie ważne czy to człowiek, heros, bóg czy potwór.

To, co trzeba zauważyć to fakt, że powieść Riordan jest niezwykle schematyczna. Mamy zastosowany typowy sposób na rozwój głównej postaci – „od zera do bohatera”, cała zaś historia opiera się na sprawdzonym i często eksploatowanym przebiegu akcji. Główny bohater dowiaduje się, że jest kimś niezwykłym i zostaje naznaczony przepowiednią, dostaje się do miejsca, w którym może się rozwijać, a do tego musi odzyskać zaginiony artefakt. Jednak autor postarał się o to by jego powieść wyróżniała się – wplata w swoją opowieść słabo dotąd wykorzystywaną w literaturze fantastycznej mitologię grecką, dzięki czemu nadaje jej swojej historii ożywczy powiew. Umiejętnie wciąga czytelnika w wir przygody. Zaciekawia, szokuje i pobudza szare komórki do myślenia, poprzez dostarczaną w trakcie czytania mnoga ilość odniesień do mitologii i ciekawostek ze świat greckich mitów. Na każdym kroku czeka na nas niespodzianka i zagadka do rozwiązania.

Książka doczekała się ekranizacja. Premiera filmu miała miejsce na początku ubiegłego roku. Niedawno podano informację, o planach przeniesienia na ekran drugiego tomu, pt. „Morze potworów”.

Pierwszy tom serii, „Percy Jackson i bogowie olimpijscy”, to naprawdę fascynująca, momentami dziwna i niezwykle zajmująca pozycja, którą czyta się naprawdę szybko. Książka nie tylko dla młodzieży, ale dla każdego, kto szuka dobrej rozrywki.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Wydawnictwo: Galeria Książki
Seria: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (#1 w serii)
Cena detaliczna: 34,90 zł
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Tytuł oryginalny: Percy Jackson and the Olympians: The Lightning Thief
Liczba stron: 400
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788392883708
Wydanie: I
Data wydania: maj 2009

piątek, 11 marca 2011

Recenzja: Dwa oblicza zdrady. Między NKWD a SS - Aron Shneyer

Niemiecki oficer wojsk pancernych, uczestnik II Wojny Światowej, który w latach 1939-40 brał czynny udział w działaniach wojennych na terenie Polski czy Francji, ale jednocześnie agent radzieckiego wywiadu, działający na terenie Hiszpanii i zbierający informacje w szeregach nazistów. Po wojnie mieszkający w wielu państwach Europy, który wreszcie zakończyć pełen niezwykłych zdarzeń życie w Jerozolimie.

Aron Shneyer, historyk, izraelski badacz z Instytutu Yad Vashem, przedstawia swoisty wywiad -rzekę, jaki przeprowadził z byłym sowieckim szpiegiem, w ostatnich miesiącach jego życia. Dzięki licznym zapisanym i nagranym rozmowom, autor przedstawia niesamowitą historię człowieka, który należał do armii dwóch największych totalitarnych mocarstw ubiegłego stulecia, był agentem wywiadu w czasie jednej z najgorszych, ale i największych wojen w historii świata. Teraz po wielu latach od zakończenia służby, próbuje pokazać zwykłemu, szaremu człowiekowi jak wyglądało życie i służba zarówno w armii sowieckiej jak i niemieckiej, czym było życie szpiega i jak wyglądała w jego oczach sama wojna, ale i życie po niej.

Z opowieści Goglidze wyłania się obraz całkowicie nieznanych aspektów tamtych wydarzeń. Jego wspomnienia pełne są opinii i oceny systemów militarnych obu państw. W sposób szczery i bezlitosny, ale również, trzeba przyznać, odważny obnaża sposób, w jaki one funkcjonowały, szczególnie dużo uwagi poświęca wywiadowi radzieckiemu. Szpieg podkreśla, że służba była ciężka i wymagała dużo poświęceń i niejednokrotnie podjęcia bardzo ciężkich wyborów. Nad moralność czy sumienie, trzeba było zawsze przedkładać obowiązek i służbę. Wszelkie wątpliwości były spychane na dalszy plan, nie było dla nich miejsca w radzieckim wojsku, podobnie jak dla szlachetności.

Wszystko to co przeżył kształtowało go, hartowało jego charakter i osobowość, wpływało na jego działania i sprawiło że stał się tym kim jest. W wypowiedziach Goglidze nie ma miejsca na wspomnienia, to chłodna analiza i kalkulacja tego czego był świadkiem, ale i uczestnikiem oraz sugestywna ocena osób z którymi zetknęła go służba, zarówno jako radzieckiego szpiega i oficera SS.

Książka Shneyera niesamowicie wciąga, postać szpiega ciekawi, a opowiadane przez niego historie intrygują i trzymają w dużym napięciu. Momentami wszystkiemu towarzyszy im aura niepokoju, czy wręcz wionie chłodem. Konstrukcja narracji pozytywnie wpływa na odbiór książki. Dodatkowym atutem są liczne przypisy autora i wyjaśnienia na temat pojawiających się w opowieści Goglidze osób, miejsc czy wydarzeń, w jakich uczestniczył. Liczne odniesienie do źródeł, których zadaniem jest sprawdzenie prawdomówności szpiega.

Trudno stwierdzić czy wszystko w przedstawionej przez niego opowieści jest prawdą, część z pewnością tak, co do reszty można mieć pewne wątpliwości. Szpieg tak naprawdę nigdy nie przestaje być szpiegiem. Kłamstwa, liczne niedomówienia, bujna wyobraźnia to dla niego codzienność. Sam autor stawia liczne hipotezy na temat prawdziwości niektórych zdarzeń. „Dwa oblicza zdrady…”, to zajmująca pozycja, którą czyta się szybko. Dla tych, którzy chcą poznać fascynującą opowieść uczestnika II Wojny Światowej, przedstawioną z całkiem innej strony to pozycja obowiązkowa. Zdecydowanie polecam.

Recenzja ukazała się na portalu:



Wydawnictwo: Erica
Tłumaczenie: Barbara Leszczuk
Tytuł oryginalny: Perczatki bez palcow i dranyj cylindr
Liczba stron: 300
Format: 14 x 21 cm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: luty 2010

wtorek, 8 marca 2011

Recenzja: Londyński bulwar - Ken Bruen


Mitchell wychodzi z więzienia po trzech latach odsiadki za przestępstwo, którego popełnienia nawet nie pamięta. Wraca do społeczeństwa z mocnym postanowieniem poprawy i porzucenia gangsterskiego życia. Wszystko to na rzecz opieki nad chorą psychicznie siostrą. Przy więziennej bramie z butelką whisky czeka na niego jego stary kumpel Billy, który zabiera go do mieszkania w Londynie i oferuje całkowicie uczciwa pracę. Mitch zostaje „chłopcem na posyłki” byłej gwiazdy filmowej, Lillian Palmer. Jednak jego przestępcza przeszłość nie daje tak łatwo o sobie zapomnieć i zaczyna się o niego upominać. W jego otoczeniu zaczynają ginąć ludzie, a jego siostrze grozi ogromne niebezpieczeństwo. Główny bohater będzie musiał złamać złożoną sobie obietnicę i podjąć zdecydowane kroki, by obronić siebie i najbliższych. Nie będzie to bynajmniej łatwe, ale Mitchell zrobi wszystko by odpłacić prześladowcą. Czy mu się uda? Trzeba sprawdzić samego A zapewniam, że wszystko zmierza do ciekawego i naprawdę nieoczekiwanego rozwiązania, które nie rozczaruje.

Ken Bruen przedstawia nam ciemną stronę Londynu, brutalną i mroczną część miasta, o której pojęcia wielu z nas nie ma pojęcia, zabiera nas w podróż do przestępczego półświatka stolicy Anglii, gdzie nikt nie może czuć się bezpiecznie. Prostymi i dobrze skonstruowanymi dialogami prowadzi na poprzez rozgrywające się w książce wydarzenia, niejako przypomina to czytanie scenariusza filmu akcji i dostarcza ogromnych wrażeń. Opowiadana historia posuwa się do przodu w niesamowitym tempie, wszystkiemu towarzyszy specyficzny czarny humor oraz aura niepokoju i napięcia, która wraz z rozwojem akcji wzrasta proporcjonalnie. Autor nie bawi się w konwenanse, zgrabnie stworzona książka pełna jest przemocy i bezwzględnej walki o wpływy i pieniądze.

Autor w bardzo dobry sposób pokazuje relacje, jakie panują między członkami poszczególnych warstw i grup społecznych, z jakich składa się ta część miasta. Przestępcy to jednostki nieustępliwe, bezwzględne i bezlitosne, dla których liczy się tylko korzyść. Bruen dużo uwagi skupia na pokazaniu osoby głównego bohatera i jego ponownemu wpasowaniu się w ramy społeczeństwa, jego próbę odnalezienia się wśród wolnych ludzi i tego jak wyglądają jego relacje z siostrą. Pozostałe postacie również zasługują na nasza uwagę. Świetnie zarysowane, o intrygującej osobowości i własnym kodeksie moralnym, które nieliczące się z konsekwencjami swoich działań.

„Londyński bulwar” to pozycja, którą czyta się bardzo szybko, z jednej strony liczy niewiele ponad 250 stron, z drugiej, gdy raz weźmiemy ją do ręki i zaczniemy czytać, nie będziemy chcieli jej odłożyć, póki nie dowiemy się jak to wszystko się zakończy. Zdecydowanie warto.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Autor: Ken Bruen
Wydawnictwo: G+J Gruner+Jahr Polska
Liczba stron: 264
Format: 130 x 195 mm
Oprawa: miękka
Wydanie: I
Data wydania: 26 stycznia 2011

niedziela, 6 marca 2011

Recenzja: Dziewczyna i chłopak wszystko na opak - Wendelin Van Draanen


Odkąd Julia Baker po raz pierwszy spojrzała w niebieskie oczy swojego nowego sąsiada wiedziała, że przeznaczone im jest być razem. Paradoksalnie Bryce nie był tego taki pewien, bał się takiego bezpośredniego zachowania ze strony dziewczyny. Gdy się bowiem poznali, pierwsze, co zrobił to schował się za spódnicą matki.

Przez kolejne sześć lat ich wspólne relacje były bardzo do siebie podobne. Ona była cały czas nim zafascynowana, on, gdy tylko ja widział jedyne o czym marzył to uciec gdzie pieprz rośnie. Powodów na takie zachowanie było kilka - Julia była romantyczką, mieszkała w zwykłym domu, z zaniedbanym ogródkiem i uwielbiała przesiadywać na rosnącej koło przystanku autobusowym sykomorze. Natomiast Bryce wychowany był w dbałości o porządek, konserwatywnej rodzinie, która można powiedzieć starała się być typową amerykańską rodziną. Jednak pewnego dnia wszystko uległo diametralnej zmianie. O tym jak dalej otoczyły silosy tej dwójki trzeba już przekonać się samemu. A zapewniam ze naprawdę warto – całość zmierza do niesamowitego finału.

„Dziewczyna i chłopak wszystko na opak”, to książka autorstwa Wendelin van Draanen, amerykańskiej pisarki, znanej w kraju za oceanem głównie z serii powieści przygodowo-detektywistcznych, której główną bohaterka jest Sammy Keyes. Tym razem pisarka przedstawia radosną i pełną ciepła opowieść o dorastaniu, o poznawaniu siebie, pierwszych problemach i rozterkach, wreszcie o akceptowaniu drugiego człowieka takim, jakim jest. Ale jest to również historia o miłości, która pojawia się wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy i wcale nie przypomina romantycznych historyjek z książek. Wszystko to pokazaną zostało w całkiem inny, nowatorski sposób. Autorka bez problemu wciąga czytelnika w rozgrywającą się w powieści akcję. Sprawia to, że mamy nieodparte wrażenie, jakbyśmy czynnie uczestniczyli w perypetiach głównych bohaterów.

Kreacja bohaterów to jeden z elementów, jaki wpływa na pozytywne wrażenie wyciągane w trakcie czytanie. Zarówno Julia jak i Bryce to świetnie stworzone postacie, o ciekawie skonstruowanej osobowości, budzące od razu nasza sympatię i ujmujące swoja powierzchownością. Historia zawarta w książce przekazywana jest przez obojga bohaterów, naprzemiennie, w osobnych im rozdziałach. Zabieg ten pozwala nam na lepszy wgląd w ich zachowanie i działania, w to jak każde z nich postrzega pewne spraw, jak wyglądają ich relacje z innymi. Wszystko to pozawala nam lepiej wczuć się w opowiadaną historię.

Nie jest to typowa powieść obyczajowa dla młodzieży, która zawiera pewne elementy przynależne gatunkowi, jakim jest romans. Książka van Draanen, to przede wszystkim historia o granicach, ich budowaniu (czasem całkiem nieświadomym) i ich przekraczaniu, wręcz pokonywaniu ich na drodze do szczęścia. To opowieść o tym, co dzieje się, gdy dwójka całkiem różnych osób widzi siebie po raz, i jak to spotkanie kształtuje obraz drugiej osoby na przyszłość. Pierwsze wrażenie bywa błędne i krzywdzące dla drugiej osoby jak możemy przekonać się z lektury książki. Czasem, żeby kogoś naprawdę poznać trzeba zajrzeć pod maskę, jaką, na co dzień nosi, przebić się przed drugie, a nawet trzecie dno by należycie odkryć zalety tej osoby. Jak mówi mądre przysłowie: Nie szata zdobi człowieka…

Reasumując, autorka stworzył niepowtarzalną opowieść o przyjaźni, zaufaniu, akceptacji oraz niespodziewanej miłości, o wartościach tak potrzebnych w dzisiejszym świecie, ale obecnie zepchniętych na dalszy plan. Książka ta sprawia, że świat, choć wydaje się strasznym miejscem, może okazać się naprawdę miły i przyjazny.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 224
Oprawa: miękka
Data wydania: 2011

piątek, 4 marca 2011

Recenzja: Rzeczy niekształtne - Mark Del Franco


Źle się dzieje w Weird, magicznej dzielnicy Bostonu, zamieszkałej przez osobliwe i niezwykłe istoty. Ktoś morduje tamtejsze wróżki, męskie prostytutki z kolorowymi skrzydełkami. Ofiary wybierane są starannie, według jakiegoś klucza. Same morderstwa zaś wydają się czymś więcej niż przypadkowymi zabójstwami: krwawa dziura w piersi, a na miejscu serca – tajemniczy kamień.

Na miejsce kolejnej zbrodni zostaje wezwany Connor Grey, druid, niegdysiejszy agent Gildii. Teraz jako konsultant bostońskiej policji stara się pomagać w sprawach związanych z nieludźmi. Od samego początku coś jest nie tak, wszystko jest strasznie zagmatwane i dziwne, a same zabójstwa wykazują niepokojące podobieństwo do starych rytuałów. Rozpoczyna własne śledztwo, pojawiają się starzy znajomi, łatwa z pozoru praca przekształca się w walkę na śmierć i życie. Okazuje się, że wszystko sięga dużo głębiej i dalej niż Grey na początku podejrzewał. Bohater w pogoni za rozwiązaniem zagadki wplątuje się w makiaweliczną intrygę o początkach sięgających czasów II Wojny Światowej, w której stawką są losy świata. Fabuła z każdym rozdziałem nabiera tempa i kolorytu. Pisarz stopniowo wydziela emocje, napięcie gwałtownie rośnie, w aurze tajemniczości wszystko zmierza do zaskakującego i nieoczekiwanego końca.

Konwergencja, zdarzenie będące wynikiem wojny pomiędzy tajemniczymi Fomorianami, a celtyckimi i teutońskimi rasami Faerii (m.in. elfy, wróżki, chochliki, krasnoludy czy druidzi), sprawiła, że w 1900 roku ocaleli mieszkańcy magicznej krainy zostają przeniesieni na Ziemię. Dla jednych jest to przekleństwo i za wszelką cenę dążą do powrotu (autor przytacza urywek historii z czasów II Wojny Światowej i opisuje pomoc, jakiej elfy udzieliły nazistom), dla innych to błogosławieństwo, pozwalające im na egzystencję lepszą od tej, której doświadczyli w swoim świecie. Zaczynają żyć pomiędzy ludźmi w wydzielonych dzielnicach, nad którymi czuwają instytucje zwane Gildiami.

Rzeczy Niekształtne, to literacki debiut amerykańskiego pisarza, Marka Del Franco, będący jednocześnie początkiem cyklu powieści, których głównym bohaterem jest Connor Grey, ex-agent Gildii i druid, upośledzony magicznie w wyniku starcia z eko-terrorystą; traci swoje umiejętności, co dla jego rasy jest najgorszą rzeczą jaka może się przydarzyć. Ułomność wpływa negatywnie na jego psychikę i charakter, nieraz wpędzając go w depresję. Ale mimo wszystko jego powierzchowność ujmuje i szybko zyskuje sympatię czytelnika. Jest cyniczny i bezwzględny, charakteryzuje się specyficznym poczuciem humoru, jest bardzo bezpośredni w tym co mówi i robi, co niejednokrotnie przysparza mu wrogów.

Bohaterowie towarzyszący mu w książce również zasługują na uwagę. Szczególnie detektyw Murdock z bostońskiej policji, który współpracuje z Greyem przy sprawach dotyczących „nieludzi”. Jednocześnie jest zafascynowany fata i chce jak najlepiej poznać istotę tego kim są i zrozumieć ich. Oraz postać, która wprowadza mnóstwo śmiechu do książki, a mianowicie Stinkwort, który woli imię Joe, chochlik o różowych skrzydełkach, którego nie należy lekceważyć, wojowniczy i oddany swojej rasie.

Książka Del Franco, to ciekawa mieszanka urban fantasy, horroru i kryminału w starym stylu, bardzo sprawnie napisana, bezpretensjonalna, pełna soczystych i sarkastycznych dialogów, a do tego przyprawiona szczyptą prawdziwego czarnego humoru. Unikalny i barwny obraz świata, jaki stworzył pisarz, fascynuje i porusza swoją dokładnością, precyzją opisów i plastycznością, widać w trakcie lektury jak dużo pracy włożył, aby jak najlepiej przekazać czytelnikowi swoja wizję. Tworzy skomplikowany, ale co ważne przemyślany i przekonujący świat powiązań i relacji pomiędzy ludźmi, a fata.

Mark Del Franco debiutuje w bardzo dobrym stylu, wie jak zainteresować czytelnika, jego książka jest pozycją zajmującą, którą czyta się szybko i co najważniejsze – przyjemnie. Zdecydowanie polecam.

Recenzja ukazała się na portalu:



Data wydania: 11 marca 2011
Tytuł oryginału: Unshapely things
Tłumaczenie: Jarosław Grzędowicz
ISBN-13: 978-83-7574-346-3
Wymiary: 125 x 195
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka
Seria: Obca Krew

czwartek, 3 marca 2011

Recenzja: Z dziejów husarii - Radosław Sikora


Radosław Sikora, łącząc pasję i pracę badacza stworzył swoiste kompendium wiedzy na temat jednej z najsławniejszych formacji wojskowych w Europie, która wsławiła się na polach wielu bitew w XVI i XVII wieku. „Z dziejów husarii”, liczy niewiele ponad 90 stron, jest pozycją bogato ilustrowaną, w liczne rysunki i zdjęcia, dlatego trzeba ją traktować bardziej jako album niż książkę.

Całość została podzielona na jedenaście tematycznie różnych rozdziałów czy raczej pewnych działów, które w mniejszym bądź większym zakresie są ze sobą powiązane. Znajdziemy tu mnogą ilość informacji na temat dziejów husarii, jej uzbrojenia i wyposażenia, taktyki stosowane w trakcie potyczek, jak i sposobów walki przeciwko niej, zarówno przy użyciu broi konwencjonalnej, jak i wszelkiego rodzaju przeszkód i pułapek.

Autor na początku rozpoczyna od przedstawienia podstawowych informacji na temat tego, kim była ta „formacja”, przytacza opinie ludzi wtedy żyjących i wspomnienia prawdziwych husarzy z nią związane (wszystkie, co do jednej pozytywne). Pisze o jej rozwoju, i jak na ten rozwój wpłynęły liczne królewskie reformy, ale również postęp techniczny i zmiany w prowadzeniu wojny.

Drugi rozdział to próba opisania motywów, jakie kierowały szlachtą, która wybierała taką a nie inną służbę wojskową. Sikora zwraca w tym miejscu uwagę na morale i ich wpływ na mentalność ówczesnych ludzi.

„Każde starcie przebiega na dwóch płaszczyznach – tej fizycznej i tej duchowej. O ile dość łatwo można określić warunki fizyczne starcia (stosunek sił, rodzaj użytego uzbrojenia itd.), o tyle znacznie trudniej ustalić i zmierzyć to co przeciwnikowi w duszy gra. Bez tej wiedzy nie sposób jednak zrozumieć tak świetnych zwycięstw husarii i tego czym ta jazda był.”.

Samym swym wyglądem, niezłomnością i determinacją siali oni postrach w szeregach wroga. Jednocześnie podkreśla siłę napędową postępowania szlachty, motywy, jakimi się kierowali, wskazuje nie tylko na miłość do ojczyzny, rzecz szczególnie ważną, ale na chęć zdobycie rozgłosu i łupów wojennych. Szlachta w swym mniemaniu była zobligowana by iść w ślady swych przodków i dalej sławić swój ród.

Dalej, traktuje o uzbrojeniu i wyposażeniu jednostki, na kilkunastu stronach opisuje to, czego używała ta formacja zaczynając od najważniejszą broń husarii, jaką była kopia, której poświęcił osobny rozdział. Znajdziemy tam informacje na temat jej budowy, która różni się całkowicie od znanych ze średniowiecza kopii turniejowych. Wymienia zalety, ale i wady towarzyszące używaniu tej broni. Następnie wspomina o innej broni białej stosowanej przez tę jednostkę, koncerzach i pałaszach, a także broni obuchowej, ale i miotającej, od której nie stronili, takiej jak m.in. łuki. Pisze zarówno o plusach jak i minusach walki danym orężem. Przywołuje wreszcie mit skrzydeł, próbując przedstawić, czym one były, czy rzeczywiście ich używali i dlaczego? Jakie rodzaje „skrzydeł” to były i gdzie były mocowane? Pisze również o zwyczaju malowania swych koni, co miała aspekt psychologiczny i zadaniem tego było wywołać określone wrażenie w szeregach wroga?

Autor nie zapomniał przytoczyć również metod walki z husarią. Sposoby, dzięki którym możliwe było pokonaniu, albo, chociaż zadanie dotkliwych szkód atakującym husarzom, było wiele. Pojawiały się zarówno pułapki i przeszkody, który uniemożliwiały przeprowadzenie dobrego ataku, ale i zmiany w taktyce oraz postęp techniczny miały na to wpływ – zaczęto używać broni palnej, choć jak zauważa autor początkowo przynosiła ona małe efekty.

Następnie Sikora zastanawia się, dlaczego mimo swej wielkości i wielu sukcesów formacja ta z dnia na dzień przestała istnieć? Wskazuje na kilka ważnych powodów, takich jak problem finansowania – wystawienie jednego pocztu było bardzo kosztowne (szczególnie, jeśli chodzi o uzbrojenie i wyposażenie), zresztą sama nauka i trening były drogi, a i z czasem coraz mniej się do nich przykładano; coraz lepsze i skuteczniejsze sposoby walki – zmiany w taktyce, nowe przeszkody i pułapki; wreszcie problem dowodzenia.

Całość podsumowuje rozdział, w którym znajdziemy ciekawostki i mity związane z tą formacją, oraz nieścisłości, które przyjęły się na przestrzeni wieków. Jedną z nich jest fakt, że husarii nie wymyślili Polacy, przywędrowała ona do nas z Serbii i Węgier, u nas tylko wyewoluowała.

Tworząc album autor posiłkował się licznymi źródłami pisanymi (w bibliografii jest kilkadziesiąt pozycji), zarówno w języku polskim, jak również angielskim, rosyjskim czy francuskim. Znajdziemy w nim również masę ilustracji, zarówno zdjęć, jak i różnego rodzaju rysunki czy ryciny, które pozytywnie wpływają na lekturę i pozwalają lepiej zrozumieć niektóre aspekty poruszane w książce.

Na plus zasługuję twarda oprawa i bardzo dobrej jakości papier, jak również prosty i zrozumiały język, oraz czytelny układ poszczególnych rozdziałów. Jedyny minus to liczba stron i mimo wszystko bardzo pobieżne potraktowanie tematu, ale głównym zadaniem tej pozycji jest przybliżyć i zaciekawić czytelnika husarią, tak by zbytnią ilością szczegółów go nie zniechęcić.

Dla kogo? Przede wszystkim dla tych, którzy o husarii wiedzą nic albo prawie nic, a chcieliby się czegoś w tym temacie. Ale również i dla tych, którzy już o niej coś wiedzą, a chcą poszerzyć swoja wiedzę. Zdecydowanie polecam.

Recenzja ukazała się na portalu:



Wydawnictwo: Erica
Liczba stron: 96
Format: 16.0 x 23.0 cm
Oprawa: twarda

wtorek, 1 marca 2011

Recenzja: Jestem numerem cztery - Pittacus Lore


Planeta Lorien, zostaje najechana i zniszczona przez rasę kosmicznych najeźdźców z Mogadore. Jedynymi ocalałymi jest dziewiątka niezwykłych dzieci, obdarzonych supermocami zwanymi Dziedzictwami. Razem z opiekunami udają się na Ziemię, gdzie za zadanie mają pozostać w ukryciu, rozwinąć swoje umiejętności i nauczyć się jak najlepiej je kontrolować, by pewnego dnia stanąć razem naprzeciw Mogadorczykom. (Gdy czytałem o tej rasie od razu skojarzyli mi się z obcymi z „Dnia Niepodległości” – podobnie jak tamci maja te same cele – likwidacja wszelkiego życia na planecie i pozyskanie wszelkich surowców naturalnych, jakie się na niej znajdują.

W momencie rozpoczęcia się akcji powieści trójka przybyszów z kosmosu została wytropiona i zamordowana przez najeźdźców, którzy przybyli w ślad za nimi na Ziemię. Jednocześnie są tu by realizować inny, znacznie groźniejszy dla nas plan, mają poznać ludzi i ich słabości oraz rozpocząć przygotowania do zbliżającej się inwazji. Ziemia jest ich następnym celem.

Głównym bohaterem książki jest Daniel, a raczej John Smith, jak obecnie się nazwy, to tytułowy numer Cztery, który jest następny na liście do zabicia. Odkąd przybył na Ziemię 10 lat temu ciągle zmienia imiona i miejsca zamieszkania, jak tylko przestanie ono być bezpieczne. Razem z nim podróżuje jego opiekun Henri, osoba, która odpowiedzialna jest za jego rozwój i odkrycie mocy.

Tym razem po śmierci Trójki udają się do miasteczka Paradise, w stanie Ohio. Spokojny z początku pobyt stopniowo nabiera kolorytu, a akcja z czasem nabiera tempa. John powoli odkrywa swoje umiejętności i uczy się z nich korzystać. Odkrywa prawdę na temat Lorien i prawdziwego dziedzictwa, swoistego przeznaczenia, jakie zostało mu przypisane. Pomimo tego, że jest obcym odkrywa w sobie prawdziwe człowieczeństwo, poznaje, czym jest prawdziwa miłość, przyjaźń i poświęcenie; wszystkie te doświadczenia sprawiają, że Ziemię chce uczynić swoją planetą i zrobi wszystko by stanąć w jej obronie i pokonać Mogadorczyków. W tym celu musi zebrać pozostałych loryjczyków, droga ku temu nie będzie łatwa.

„Jestem Numerem Cztery”, to pierwszy tom przewidzianego na sześć części cyklu Pt. „Loryjskie Dziedzictwo”, której autorem jest Pittacus Lore, 1000-letni członek loriańskiej starszyzny, jeden z dziesięciu osób odpowiedzialnych za stworzenie cywilizacji na Lorien. Jego miejsce pobytu dotąd było nieznane. Na początku lektury dowiadujemy się z okładki książki o ostrzeżeniu, jakie kieruje w stronę ludzi przed nieprzyjaznymi rasami, które mogą napaść na Ziemię. Ciekawą rzeczą jest fakt, że przybył on na nasz planetę, 2 lata wcześniej niż dziewiątka loryjskich dzieci.

Oczywiście jest to pseudonim dwójki pisarzy – Jamesa Frey’a i Jobio Hughesa. Trudno mi powiedzieć, jaki cel miało przybranie akurat takiego przydomku przez autorów, tak ściśle związanego z toczącą się opowieścią. Może to chwyt marketingowy by zachęcić jak największą liczbę czytelników, może zwykły żart, a może misternie stworzona odpowiedź na to, co się zdarzy w kolejnych tomach.

Dwójka pisarzy łącząc nieograniczony potencjał wyobraźni i talent pisarski, stworzyła niezwykłą i oryginalną książkę, której najmocniejsza stroną jest historia i sposób, w jaki jest opowiedziana oraz nieszablonowe postacie przewijające się w trakcie lektury. „Jestem Numerem Cztery”, to wybuchowa mieszanka gatunków literackich, bardzo sprawnie napisana pozycja, łącząca cechy powieści przygodowej i sensacyjnej, z elementami dobrego thrillera i fantastyki.

Na ponad trzystu stronach fabuła jest totalnie przewrotna, znajdziemy kilka naprawdę mocnych zdarzeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji, które powodują szybsze bicie serca i niesamowite odczucia w trakcie lektury. Mamy kilka naprawdę zabawnych sytuacji i dowcipnych dialogów, chwil wywołujących niepokój, przepełnionych aurą grozy i tajemniczości, wręcz mrożących krew w żyłach. Nie sposób zapomnieć o wątki miłosnym, który przewija się przez niemal całą książkę i który niejako wpływa na osobę głównego bohatera.

Postać, wokół której ogniskuje się cała opowieści, czyli tytułowy numer Cztery to świetnie skonstruowana postać, dynamiczna, od samego początku przykuwająca naszą uwagę i intrygująca swoim pochodzeniem. Stara się jak najlepiej wyplenić swoje przeznaczenie. Widać jak trudne jest dla niego umiejętne wtopienie się w otoczenie. Pojawienie się w Paradise zmienia go stopniowo, z jednej strony zaczyna odkrywać swoje moce, z drugiej zaś poznaje Sarę, w której zakochuje się z wzajemnością i dzięki której jest w końcu naprawdę szczęśliwy. Ich związek idealnie wkomponował się w opowiadaną historie.

Innymi osobami, które przewijają się w trakcie lektury, a o których nie sposób zapomnieć to oczywiście Henri, opiekun Johna, który za cenę własnego życia stara się go chronić i jak najlepiej pomóc wypełnić zadanie. Druga jest Sam, kolega ze szkoły, który staje się jego pierwszy przyjacielem i powiernikiem tajemnicy. Nie sposób nie wspomnieć o niezwykłym psie o imieniu Berni Kosar, nieodłącznym towarzyszu głównego bohatera, który okazuje się czymś więcej niż tylko zwykłym zwierzęciem.

Podsumowując, książkę czyta się bardzo szybko, napisana jest prostym i zrozumiałym językiem. Nie jest to jakieś ambitne czytadło i do takiego tytułu bynajmniej nie pretenduje. Jej zadaniem jest dostarczanie rozrywki, i robi to w sposób bardzo dobry.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



Autor: Pittacus Lore
Wydawnictwo: G+J Gruner+Jahr Polska
Liczba stron: 320
Format: 130 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788362343270
Wydanie: I
Data wydania: luty 2011